To głupie!

Autor: Ania
15.04.2014
ski instructor

Znałam kiedyś pewnego trenera, który uczył jak szusować na śniegu. Znał on (jako jedyny w kraju) specjalny rodzaj zjazdów, które nazywały się „dryfy”. „Dryfy” polegały na omijaniu małych wzniesień na stoku, które trener (nie wiem dlaczego) nazywał „nosami”. Ilekroć uczył „dryfów”, trener darł się jak opętany: „Omiń nos! Omiń nos!”.
O trenerze opowiadała mi znajoma, Ela. Jej mąż, Ted (Amerykanin), uczył się wykonywać „dryfy”, aż raz porządnie fiknął na śniegu. Od tamtej pory omija „nosy” normalnie, bez sztuczek trenera.

A teraz, jak to mawiali monypythonowie, coś z zupełnie innej beczki. Ultrakrótki teścik. Pamiętasz, prosiłam Cię wczoraj, żebyś zapamiętał pięć słówek? OK, to jak było „gospodarny”? A jak „złowieszczy”? A „kapryśny”? Pamiętasz? Jakie były pozostałe dwa słówka? Tylko bez podglądania proszę! ;)

Następny teścik. Nie patrząc do anegdotki z początku tekstu, powiedz, czego uczył trener? Jak nazywały się uczone przez niego zjazdy? Co krzyczał, kiedy kazał ominąć wzniesienia na stoku? Jak miała na imię koleżanka, która mi o tym opowiadała? A jej mąż? Co zrobił na śniegu?

Dobrze, teraz odpowiedzi.

Test 1.
gospodarny – thrifty
złowieszczy – ominous
kapryśny – fickle
Pozostałe dwa (właściwie trzy) wyrazy: bardzo szczęśliwy – elated, zawzięty – tenacious

Test 2.
trener uczył szusów
zjazdy to „dryfy”
okrzyk trenera to „omiń nos!”
koleżanka to Ela
jej mąż to Ted
mąż Eli na śniegu fiknął

Czy odpowiedzi na pytania do anegdotki sprawiły ci kłopot? Podejrzewam, że nie. A jeśli – to nieduży. Mam rację? A słówka z wczoraj? Jak ci się je „odtwarzało”?

Po co te dwa testy? Jestem pewna, że już się domyśliłeś. Szusy, dryfy, Ela, Ted… to przecież wczorajsze słówka, tyle że zapisane fonetycznie i „spolszczone”! To teraz je uporządkujmy:

trener + szus – tenejszys = tenacious
dryfy – trifty = thrifty
omiń + nos – ominos = ominous
fiknął – fikl = fickle
Ela + Ted – ileited = elated

Głupie? Oczywiście! Ma to jednak jedną wielką zaletę: z pewnością nie przeszedłeś wobec mojej „anegdotki” obojętnie. Przyznaj się, czy podczas czytania nie przyszło ci do głowy: „Ale o co chodzi?!” (albo proste, trzyliterowe „WTF?!”). Moja anegdotka wzbudziła w tobie jakieś emocje, a to już bardzo dużo.

Wczoraj pytałam Cię, jak się uczysz angielskiego. No właśnie. Czy używasz podobnych „anegdotek”? Czy patrzysz w zeszyt i powtarzasz, powtarzasz, powtarzasz…? A potem, za miesiąc, „nic nie pamiętasz”? Może dlatego, że nie używałeś do tej pory swojej wyobraźni a nauka nie wzbudzała w tobie emocji? Te dwa elementy są ogromnie ważne w nauce, brałeś to pod uwagę w twoim „sam na sam z angielskim”?

Historyjka, którą ułożyłam, wydaje się głupawa i irytująca. Czy wiesz, dlaczego tak jest? Oto kilka powodów:

    • wszystko co dziwne i nowe jest niemalże z miejsca postrzegane przez mózg jako „głupie”
    • to, że to jest są „głupie” podszeptuje Ci Twoja lewa półkula mózgowa
    • lewa półkula „nie znosi” innych niż szkolne kucie na pamięć metod nauki
    • skojarzenia z polskimi wyrazami są moje własne, ty zapewne miałbyś całkiem inne (i o to chodzi!)

Moja historyjka to przykład zastosowania mnemotechnik, tzw. „techniki słów zastępczych” i „łańcuchowej metody zapamiętywania”. Nie wiem czy wiesz, ale takie historyjki jak ta świetnie działają podczas „sam na sam z językiem”, czyli właściwego procesu zapamiętywania. Być może wydaje ci się to teraz mocno abstrakcyjne, jednak tak faktycznie jest. Na razie powiem tyle: ja wierzę w skuteczność mnemotechnik i wiem, że da się je naprawdę fajnie wykorzystać do nauki i słówek i gramatyki. Nie mówiąc już o tak zwanej „kulturówce”. Wiem, bo tak uczyłam się i nadal uczę sama, tak uczyli się podczas zajęć projektowych moi gimnazjaliści. To nie jest proste, wymaga nauczenia się podstaw samych mnemotechnik, jednak daje, po pewnym czasie i treningu, frajdę z uczenia się.

Dwie uwagi. Po pierwsze: moja historyjka, żeby pełnić funkcję „pamięciową” nie musiała być wcale historyjką, ciągiem wydarzeń. Tak właściwie przy uczeniu się słówek można tylko uczyć się luźnych par wyrazów. Po drugie: brakuje tu polskich objaśnień, które łączyłyby każde słówko angielskie z polskim znaczeniem. Nie chciałam dzisiaj przedłużać, a poza tym, niech to będzie ćwiczenie dla ciebie. Zabaw się, wymyśl, dlaczego trener szusowania był „zawzięty”, a „dryfy” „gospodarne”. Jedną z najważniejszych zasad w budowaniu skojarzeń i posługiwaniu się mnemotechnikami jest ich osobisty charakter – najlepiej po prostu, kiedy ty sam wymyślasz, co ci się z czym kojarzy.

Jeszcze jedna uwaga – pewnie zauważyłeś, że niektóre spośród moich skojarzeń nie mają dokładnie takiego samego brzmienia jak angielskie słówka. Np. „thrifty” skojarzyło mi się z „dryfy” (w którym to wyrazie nie ma litery „t”). Na razie powiem tylko, że to jest OK i możesz być pewien, że twój mózg zapamięta ten wyraz „wiedząc”, że brakuje tam „t”. To w telegraficznym skrócie.

Szczegółowe zasady tworzenia skojarzeń przy użyciu techniki słów zastępczych omówię już wkrótce osobno, krok po kroku. Pokażę ci, jak to działa w nauce angielskiego.

Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego nie uciekniesz z krzykiem. Może uspokoi cię, jeśli powiem, że równie mocno jak w mnemotechniki wierzę w tradycyjne sposoby nauki. Staram się łączyć „sztuczki pamięciowe” z uczeniem (się) „normalnym” ;) , bowiem według mnie taka nauka przynosi najlepsze efekty – zapamiętuje się „raz na zawsze” (przy odpowiednim systemie powtórek) i ma się z tego w dodatku przyjemność.

Co ty na to? Ciekawe, jakie to wzbudziło w tobie emocje? Czujesz się zażenowany? W takim razie na koniec, specjalnie dla ciebie, słowa jednego z najsłynniejszych praktyków mnemotechnik, autora „Sekretów superpamięci”.

„Tak, to jest głupie, śmieszne i nonsensowne. I wiesz, co? I to działa!”

A jak, dlaczego i po co „to działa” – oczywiście w następnych wpisach. Zapraszam.

16 Responses to “To głupie!”

  • Ania

    Ciekawy wpis. Swego czasu bardzo interesowałam się mnemotechnikami i do dziś stosuję niektóre sztuczki.
    A czy będzie jakiś wpis stricte z neurodydaktyki? Ostatnio ogromnie mnie to interesuje!

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Dziękuję:) Będzie, muszę się jeszcze pozagłębiać. To faktycznie strasznie ciekawe. Czytałaś może „Neurodydaktykę” Żylińskiej? Bo u mnie czeka w kolejce.

      Odpowiedz
      • Ania

        na razi nie, ale mam w planach – tylko chyba mi życia zabraknie, żeby to wszystko przeczytać!

        Odpowiedz
  • Jakub Krajewski - Metody Nauczania i nie tylko

    Mnemotechnika to wyjątkowe podejście do nauki. Podoba mi się w nim to, że każdy może uczyć się na swój jedyny i niepowtarzalny sposób. Przykład z Twojego wpisu jest świetny. Każdy może wyobrazić sobie swoją historyjkę, dzięki której o wiele łatwiej zapamięta słówka, czy cokolwiek.

    Pozdrawiam i Wesołych Świąt :)

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Zgadzam się z Tobą. Mnemotechniki powinny być budowane wg pewnych reguł, ale na ich bazie każdy uczeń może stworzyć swoje własne, niepowtarzalne „ściągawki pamięciowe”. I to jest właśnie fajne.
      Ja już co prawda poświątecznie, ale życzę Ci też wszystkiego dobrego!

      Odpowiedz
  • lizka

    Jestem tu pierwszy raz i zaraz przejrzę dalej :) Takie historyjki i kojarzenie słówek z innymi to świetny pomysł, do dziś pamiętam np., że jak wchodzisz do łazienki to widzisz tiles kafelków :) Byłam w gimnazjum w klasie z rozszerzonym angielskim i tysiące słówek do nauczenia z dnia na dzień to była norma, trzeba było sobie jakoś radzić ;)

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      No właśnie, to jest na radzenie sobie z mnóstwem słówek. :) Ja też zaczęłam się tak uczyć w szkole. Wtedy nawet nie wiedziałam, co to są mnemotechniki, korzystałam z nich instynktownie. „Tiles kafelków” znam. :) Pozdrawiam Cię serdecznie i zapraszam do dalszej lektury.

      Odpowiedz
  • iTysia

    Uwielbiam mnemotechniki, będę do Ciebie zaglądać częściej! :)

    Odpowiedz
  • Ola

    W bardzo fajny sposób opisałaś tę technikę, historia z nosem zapada w pamięć. I mój mózg jest dziwny, bo nie pomyślał, że to głupie ;)

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      O, to jest nas dwie. ;) Niektórzy pukają się w czoło słysząc takie historyjki.

      Odpowiedz
  • Basia

    Ulubionym słówkiem moich uczniów jest tomatoes (pomidory to matoły) Niezmiennie to ich bawi

    Odpowiedz
  • gwiezdna

    nie mam lewej półkuli :D nigdy nie byłam w stanie uczyć się pamięciowo, bardzo mi się podobają wszystkie „głupie” metody :) pozdrawiam i będę do Ciebie zaglądać :)

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Hihi. :) I jak żyć? Ja też pozdrawiam i zapraszam.

      Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Hihi, rozbawiłaś mnie. Głupie metody są fajne, bo się człowiek nie nudzi. Poza tym absurd (w sensie-absurdalne poczucie humoru) to coś, co mnie ratuje w moim codziennych urojonych smuteczkach. Ja też pozdrawiam ciepło.

      Odpowiedz

Skomentuj

Current ye@r *