Czy znasz to uczucie?

Autor: Ania
14.09.2015
księżniczka

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, za siedmioma lubelskimi górkami żyła sobie księżniczka Ania. Była ona urody poprawnej i umysłu nieciężkiego, żyło jej się zatem znośnie. Księżniczkę znośność jednak nie zadowalała i, mimo że miała u boku zacnego księcia i krotochwilne książątka, pragnęła Czegoś Więcej. Chciała znać świetnie angielski. Ba, nawet nie świetnie, ale oszałamiająco. Chciała swa angielszczyzną zawstydzić Królową Brytyjską a lud sobie poddany (nastoletni) oszołomić. Jako że coś tam już kiedyś umiała, znała nawet parę co bardziej wyrafinowanych wyrazów, księżniczka postanowiła, że tak tego nie zostawi. I już. Zdjęła zatem z nabożeństwem koronę, zdmuchnęła kurz ze swych podręczników i uroczyście zasiadła do nauki. Otworzyła mądrą księgę, rzuciła wytwornym okiem w tekst i westchnęła, zaiste, po królewsku: „Łomatko, ile tego jest!”.

Tak, tak, znacie dobrze księżniczkę, jako że to ona właśnie, nie kto inny, tekst powyższy i wszystkie pozostałe swymi nadobnymi paluszkami wystukała. I onaż to właśnie dzisiaj tak westchnęła.

Czy znasz to uczucie?

Ilekroć biorę się do nauki od (piątego) nowa, pierwsze co widzę, to ogrom rzeczy do zrobienia. Łypię okiem dajmy na to w podręcznik, z którego uczyłam się kilka (o zgrozo!) miesięcy temu i mam ochotę od razu go zatrzasnąć, wsunąć zwinnym ruchem pomiędzy kryminały i udać, że to wszystko w ogóle się nie wydarzyło. Książka eee… wypadła mi z półki… A tak w ogóle to ja prawie wszystkie słówka z niej znam, a to, że mój wzrok padł na wyraz, którego nie znałam oznacza jedynie, że na pewno mi się kartki skleiły wtedy podczas nauki. Przecież, skoro się uczyłam, to umiem, logiczne, nie?

No dobrze, jeśli uda mi się przetrwać ten trudny moment i nie odłożę książki, uruchamiam, w naturalnym odruchu samozachowawczym, myślenie magiczne. Przerobiłam pół podręcznika, dobra, wystarczy, że zajrzę dzisiaj i jutro wieczorem i wszystko sobie przypomnę. Będę miała z głowy! Juhuu! To wspaniałe odkrycie dodaje mi skrzydeł i oczami wyobraźni widzę się już nie powtarzającą (co z nuuuda) ale uczącą się, ba, chłonącą nowe słowa, zwroty, całe zdania! Będę najlepsza! Nauczę się trzech tysięcy słów w miesiąc! Będę mistrzynią ciętej riposty po angielsku, królową słownej finezji, markizą elokwencji! Będę zwycięzcą!

A potem przychodzi wieczór, tu kusi fejsbuk, tam książka, o, jeszcze w telewizor się pogapię i tak leci, dwudziestadrugadwudziestatrzecia. No, dzisiaj nie ma sensu zaczynać, zacznę jutro. Całe szczęście, że już podjęłam decyzję, że się będę uczyć, nie?

No dobrze, koniec bajkowych klimatów. Czas na konkret.

Kochani! Ja naprawdę się biorę za naukę. Zrobiłam sobie długą przerwę, ale czas wrócić do świata żywych. Tym razem, nauczona doświadczeniem, zamierzam podejść do mojej nauki mądrze, czyli nie robić niczego na siłę ale i nie pozwolić sobie na zbyt wiele lenistwa. Chcę znaleźć złoty środek (kto powiedział, że się nie da?), skomponować sobie, że się tak wyrażę, „naukę na moją miarę” czyli taki system, który sprawi, że faktycznie odświeżę mój angielski, nauczę się czegoś nowego i poczuję, że nie zatrzymałam się na poziomie (daj Boże) studiów. Zamierzam zacząć od sensownego planu, ustalić sobie główne materiały do nauki i takie, które mi tę naukę urozmaicą. Będę pilna ale nie fanatyczna, zmotywowana ale nie nawiedzona, sumienna ale nie perfekcyjna. Brzmi super, nie? ;)
Mam nadzieję, że do mnie dołączycie. Czynnie czy lekko biernie. Może moje doświadczenia pomogą wam uniknąć błędów, może was trochę zmotywują a może po prostu zrobi wam się raźniej? Nie zostawiajcie księżniczki samej bo weźmie i się jeszcze zapłacze, bidula.

Tak na koniec tego wpisu małe post scriptum.

Bardzo Wam dziękuję, że zaglądaliście tu do mnie mimo tego, że blog przeżywał intensywny urlop. Wracam do was i obiecuję, że będę już regularnie. Po głowie chodzi mi pomysł na nowy wygląd bloga, może nawet nazwę, co o tym sądzicie? Jakie macie uwagi (poza tym, że mnie nie było)? Jakie pomysły? O czym chcielibyście przeczytać?

Będę wdzięczna za każdy podpowiedź.

To ten… Gdzie to ja położyłam koronę?…

4 Responses to “Czy znasz to uczucie?”

  • Agnieszka

    Aniu, z jakich książek się uczysz? Twój post zmotywował mnie to odkurzenia swoich materiałów, ale boję się, że najzwyczajniej w świecie nie będzie mi się chciało przerabiać tego samego kolejny raz.

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Agnieszka, o podręcznikach napiszę w osobnym wpisie, spodziewaj się w większości klasyków. Wbrew pozorom (czyli ukończonym wiadomym studiom) nie „przerobiłam” wszystkiego od a do z. Skoro Ty odkurzyłaś, to nie mam wyjścia, zasuwam do nauki! ;)

      Odpowiedz
  • Michał

    Korony nie mam, ale mam dwie monety po 50 halerzy, to sobie wymienisz w kantorze :p

    Ale nie wiem, czy zamiast halerzy bardziej nie przyda Ci się plan. Taki zwykły, z punktami. Właśnie walczę z takim a propos nauki hiszpańskiego. A walczę, bo zaawansowany będzie. W arkuszu kalkulacyjnym… Chociaż coraz bardziej skłaniam się do powieszenia papierowego kalendarza na ścianie do odhaczania postępów w nauce.

    I tak, tak, jesteśmy z Tobą. Przynajmniej dopóki korona nie zsunie Ci się na oczy i świata nie przesłoni :D
    A na serio – jeśli masz jakiś sprawdzony sposób na kontrolowanie własnej motywacji to skrobnij stosowny wpis na bloga :)

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Oł, plan w arkuszu, ho, ho! ;) Ja chyba jestem bliżej kalendarza. Co do motywacji, nie omieszkam, jak tylko coś nowego, sensownego wymyślę. Trochę na ten temat pisałam, takie małe co nieco. Na mnie najbardziej motywująco działają drobne postępy, jestem z siebie dumna, kiedy widzę np. zapełniający się zeszyt ze słówkami i to mnie napędza do nauki. Albo marzenie-planowanie gdzie pojadę albo co będę robić kiedy będę znać jeszcze lepiej angielski. A tak w ogóle to dziękuję Ci za wsparcie, to też mnie motywuje. Trzymam kciuki za Twój hiszpański!

      Odpowiedz

Odpowiedz użytkownikowi

Kliknij tutaj, aby anulować odpowiadanie.

Current ye@r *