A Ciebie, co inspiruje?

Autor: Ania
28.08.2014
indeks

Gdybym miała zrobić ranking rzeczy, których nienawidzę najbardziej na świecie, na jednym z pierwszych miejsc byłaby godzina piąta rano.
Mam tę niezwykłą przyjemność być ostatnio budzona o piątej.

Następną rzeczą w moim potencjalnym rankingu byłyby hasła tak zwane motywacyjne. Nie wiem kogo one motywują, ale na pewno nie mnie. Na pewno nie po pobudce o piątej.
Mam przyjemność przelatywać wzrokiem kilka takich haseł dziennie na fejsbuku.

Mogłabym dołożyć do tej listy trzecią rzecz, ale nie wiem czy nie przesadzę. A, co tam. Jestem matką niemowlaka, wolno mi ponarzekać. No to nienawidzę zimna. A jest zimno. I będzie jeszcze zimniej. Słabo.

Dlaczegóż tak mało optymistycznie? A tak z przekory. Tak naprawdę, mimo moich niedoli, nie jest mi wcale tak źle. Owszem, jestem śpiąca i zziębnięta, ale z mojego siódmego piętra jeszcze nie skaczę. Jestem na tyle żywa, że nadal daję radę się uczyć słówek. Uczciwie i codziennie. Jestem z siebie niesamowicie dumna. Wy ze mnie też, prawdaaaa? Uczy mi się świetnie, bo codzienna dawka jest mała ale daje poczucie, że każdego dnia robię postęp. Po drugie, powtarzam teraz sporo rzeczy, których uczyłam się na studiach, co daje mi satysfakcję, że wracam do przyzwoitego poziomu. To mnie nakręca pozytywnie na tyle, że spokojnie mogę skrolować kolejne prawdy objawione typu: „Przeciętni ludzie mają zachcianki i nadzieje. Pewni siebie ludzie mają cele i plany”.

Niestety, nie słuchałam podcastów, z tej prostej przyczyny, że spędzałam ostatnie dwa tygodnie najpierw na wsi głuchej a potem głuchej mniej za to internetowo niedorozwiniętej. Nic sobie wcześniej nie ściągnęłam na komórkę i zostałam bez słuchania. Za to teraz nie mam już wymówki i pozostaje mi tylko wziąć się w końcu za listeningi. Muszę zachować twarz! Poza tym, ostatnio się zmotywowałam do działania, UWAGA, bez fejsa.

Wyszło mi to przypadkiem, podczas spaceru mocno popołudniową porą po wsi tej drugiej. Akurat było ciepło i jakoś tak sielsko. Pomyślałam, że posłucham sobie muzyki. Niestety, nie miałam nic zgranego na mp3. Przypomniała mi się piosenka U2. Musiałam, no po prostu, musiałam jej posłuchać. A że według mnie doskonałą całość tworzy dopiero z teledyskiem, to spróbowałam odpalić oprócz fonii wizję. Zacinało mi się chyba z osiem razy, ale słuchałam.

I zobaczyłam w głowie obrazek (nota bene niemający nic wspólnego z Mandelą): siedzę sobie w londyńskim pubie, popijam jakiegoś ale’a… wiem, że zaraz skoczę do mojego ukochanego Tate…

I wiecie co? Kiedy „zobaczyłam” siebie w Anglii, poczułam niesamowitą tęsknotę za tym krajem. W całym tym moim obecnym zmęczeniu i oblepieniu dzieciowym, poczułam nieprzepartą ochotę znalezienia się w przytulnym wnętrzu londyńskiego pubu i usłyszenia wokół siebie mojego ulubionego języka. Poczułam znowu, że kocham angielski. No po prostu. Uwielbiam jego brzmienie, rytm, te językowe smaczki od Szekspira do Monty Pythonów… Nawet to, czego nie rozumiem teraz a może nigdy nie zrozumiem bo jest zbyt obce kulturowo. To wszystko takie kuszące…

Za daleko odleciałam?… Nieważne. Patetyczne? Chyba nie bardziej niż złote myśli z internetu. Chwilowe uniesienia, ciarki na plecach, łzy wzruszenia, uczucie, jakby się miało wznieść w prosto w chmury letniego nieba… Znacie to? Pomaga wam to w nauce? Bo mi bardzo. Co tam piąta i chłód. Za parę miesięcy polecę na weekend do Londynu i zasiądę w pubie, mądrzejsza o kilkaset słówek. Będzie fajnie.

A Wy, gdzie będziecie za kilka miesięcy?

8 Responses to “A Ciebie, co inspiruje?”

  • Rubella

    Taki piękny post, fajnie się czyta… Ale konkluzja nakazała zastanowić mi się, gdzie rzeczywiście będę za te kilka miesięcy. A odpowiedź brzmi: w czarnej doopie, nie zanosi się, żebym się gdzieś ruszyła z mojej Sosnowsi. Chyba że siłami umysłu.

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Hihi, no właśnie siłami umysłu! Mi nie tyle chodziło o podróże co o postępy. Nie będziesz na pewno w czarnej. Miłego jutrzejszego poranka i żebyś nie złapała od razu iryta. :)

      Odpowiedz
  • Emily

    Ja będę chyba w tym samym miejscu co Rub, tyle, że jakieś 500 km dalej :D
    Aniu, strasznie lubię Twoje posty, najbardziej podoba mi się w nich to, że są osobiste :) tak, właśnie to jest ich największą zaletą: są naturalne, prawdziwe, okraszone dużą dawką humoru. Nie znoszę encyklopedycznych blogów, w których nie ma nawet cienia osobowości autora. A Twoje posty są pisane w stylu luźnego, wręcz pamiętnikowego monologu, świetnie się je czyta. Pozdrawiam!

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Oj, miód na moje serce, dzięki. A ja się zastanawiałam, czy nie za dużo prywaty… Ale bezosobowo jakoś nie umiem. Pozdrawiam Cię serdecznie i pocieszę, że mój Londyn to tak bardziej w sferze dyskretnych życzeń niż konkretnych planów. Nie wiem kto będzie na tyle miły i zostanie na weekend ze zbuntowaną sześciolatką i kilkumiesięcznym bobo. Kolejek nie przewiduję. Wszystkiego dobrego.

      Odpowiedz
  • Natalia

    Ja się wybieram do Kuala Lumpur zimą, mam nadzieję, że trochę słońca złapię, jak już zacznie tu u nas padać non-stop

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Zimno + opady = koszmar. Zazdroszczę. Nie miałabym nic przeciwko Malezji, a co tam. Byleby bez dzieci ze trzy dni. Pozdrawiam!

      Odpowiedz
  • Maggie

    Super post, właściwie mam dokładnie to samo w tej chwili. Nagle wpadło mi do głowy, że posłuchałabym The Beatles i tak też zrobiłam:-) nie miałam jednak takich problemów jak Ty:-)jestem w środku (no może trochę na uboczu) wielkiego śmierdzącego miasta, więc z dostępem do netu i starych CD (a nawet i kaset:-D nie mam problemu). I też poczułam, że znowu kocham angielski. Miałam również mój prywatny powrót do przeszłości (co z kolei doprowadziło do przekonania, że urodziłam się nie w tych czasach i nie w tym kraju co trzeba:-/). No cóż, ale dla tej jednej chwili wspomnień warto było zaliczyć chwilowy spadek nastroju po powrocie do rzeczywistości. Teraz z kolei do rzeczywistości wzywają mnie dzieciaki:-)dzięki za utwierdzenie w przekonaniu, że nie tylko ja mam takie wzloty i upadki:-)

    P.S. Próbowałam zapisać się do newslettera, ale niestety nie dostałam mail’a potwierdzającego (w spamie też patrzyłam), co mogę z tym zrobić? jakiś pomysł?

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      O, jak mi miło! Z Beatlesami spędziłam wiele dłuugich i miłych wieczorów, słuchając ich jeszcze na kasecie i Kasprzaku! :) Mnie niesamowicie inspirują takie chwile, nie umiem nawet opisać wszystkich uczuć, które wtedy się wtedy pojawiają… I tak, też mam chwilowy smutek kiedy to się kończy… Do newslettera zajrzę w weekend, mam nadzieję, że będzie działał. Pozdrawiam serdecznie!

      Odpowiedz

Skomentuj

Current ye@r *