Angielski w tłumaczeniach

Autor: Ania
18.11.2015
granny_chic_ikona

Czy wiecie, jaki być modną tej jesieni? Przepis jest prosty. Udajcie się do najbliższego ciuchlandu (dla bardziej „ą-ę” – sklepu vintage), wybierzcie kilka losowych ubrań, najlepiej w kwiaty, a następnie załóżcie wszystkie naraz. Do tego zróbcie sobie koczek, załóżcie okulary i beret a osiągniecie tym sposobem najmodniejszy tej jesieni „granny chic” czyli „babciny szyk”.

Granny chic
Granny chic

 

Sprawdzacie, czy kliknęliście w dobrego bloga? Hihi. Nie, to nie Macademian Girl ani nie Kasia Tusk. To ja. Niestety (albo stety) nie w wersji granny ani nawet trędi, tylko normalnie, w T-shircie i legginsach, jak wódz przykazał. A dlaczegóż to zatem o modzie? Bo jak zwykle mi się skojarzyło. No, a poza tym nie mogę zawsze zaczynać od nowego gatunku literackiego, muszę racjonować wytwory mojej inwencji twórczej.

Cóż mi się tak skojarzyło? Ano podręcznik do nauki, a właściwie cała ich seria, pod tytułem „Angielski w tłumaczeniach” (Gramatyka), którą to serię niedawno, dzięki łaskawości wydawnictwa Preston Publishing, otrzymałam.*

„Angielski w tłumaczeniach” to rzecz, gdyby tak zechcieć „pojechać sloganem”, łącząca tradycję z nowoczesnością. Czyli, taki właśnie językowy „granny chic” . Cóż tu mamy?

 

Tradycja.

Jak w tytule, nauka poprzez tłumaczenie zdań z języka polskiego na angielski. Metoda stara jak świat, nieco ostatnio spychana w kąt na rzecz mniej inwazyjnych (czytaj: pracochłonnych) sposobów nauki. A niesłusznie, moim zdaniem. Sama zbudowałam solidne fundamenty mojego angielskiego właśnie za pomocą tłumaczenia zdań (z tym, że nie miałam tak fajnego podręcznika w moich prehistorycznych czasach i sama dziergałam zdania po polsku z „Headway’a” po to, żeby je następnie przetłumaczyć znów na angielski; byłam hardkorem!).

Tłumaczenia lubię z kilku względów:
- wymagają spięcia w jednym zdaniu zarówno różnych struktur gramatycznych jak i leksykalnych, innymi słowy, łączą w całość różne „elementy” języka, które po szkolnej nauce mogą się kojarzyć z osobnymi bytami, które sobie istnieją jako oddzielne „tematy na lekcji”
- pomagają uczyć się rozmaitych słówek, wyrażeń i całych konstrukcji w kontekście, czyli tak, jak ich w używamy w prawdziwej komunikacji
- uczą poprawności i precyzji wypowiedzi – dość „niemodnych” aspektów nauki języka, która coraz częściej niestety opiera się na komunikacji na poziomie „oby się tylko jakoś dogadać”.

W każdej z sześciu części serii mamy tłumaczenia pogrupowane pod względem konstrukcji gramatycznych, od present simple i continuous w części pierwszej po wyrażenia slangowe w ostatniej.

książki angielski tłumaczenia

Każda część to zagadnienia gramatyczne na różnych poziomach, od początkującego po zaawansowany – co jest tradycyjną formą uporządkowania treści. Ja tak lubię. Jest logicznie i nie trzeba niczego długo szukać.

Układ graficzny jest user-friendly: zdanie po polsku, miejsce na tłumaczenie. Na sąsiedniej stronie odpowiedź. Bardzo mi się to podoba, że nie muszę wertować książki gdzieś na ostatnich stronach w poszukiwaniu odpowiedzi.

 

Nowoczesność.

Komentarz gramatyczny w formie krótkich „dymków” dodanych do zdań ilustrujących konkretne zagadnienie w prosty i klarowny sposób. A, zresztą, co się będę rozpisywać, sami zobaczcie.

Angielski w tłumaczeniach

Obok objaśnień możemy znaleźć ciekawostki językowe, najczęściej popełniane błędy, związki frazeologiczne i często używane wyrażenia.

Poza tym miły szczegół – na prawie każdej stronie mamy miejsce na nowe słówka.

Do każdego podręcznika dołączona jest płyta CD, na której mamy odpowiedzi do odsłuchania. Fajna sprawa, dzięki temu możemy nie tylko mieć wszystko przed oczami ale i w uszach;) Więcej „kanałów zmysłowych” to lepsza nauka bo większe szanse na zapamiętanie. Że o ćwiczeniu poprawnej wymowy nie wspomnę.

 

A jeśli macie ochotę poćwiczyć same czasy (w tym czasowniki nieregularne), zachęcam do sięgnięcia po repetytorium z serii „Angielskiego w tłumaczeniach”. Znajdziecie tu także ćwiczenia w formie zdań do tłumaczenia, ze znacznie jednak bardziej rozbudowanymi, w porównaniu z „Gramatyką”, objaśnieniami. W repetytorium znajdziecie też sekcje powtórkowe, w których ćwiczenia sprawdzające nie są już tylko oparte na tłumaczeniach ale są bardziej typowe, polegające np. na wstawianiu czasowników w odpowiedniej formie czy transformacjach zdań. Do repetytorium również dołączona jest płyta CD. Dobry podręcznik do tego, o czym pisałam ostatnio czyli ćwiczenia czasów na jak największej liczbie przykładów.

 

Wracając do mody. „Granny look” wymyślił na potrzeby zimowej kolekcji domu mody Gucci jego dyrektor artystyczny Alessandro Michele. Wyobraźcie sobie, że kolekcję opatrzył takim oto mottem włoskiego filozofa Giorgia Agambena:

„Człowiek prawdziwie współczesny to taki, który nie należy do swego czasu. W gruncie rzeczy jest nieaktualny”.

O ile z filozofii zawsze byłam słaba (na studiach nieomal oblałam egzamin z tego pięknego przedmiotu), to wydaje mi się, że przesłanie może być odpowiednie nawet dla uczących się języków obcych. Ja to rozumiem tak: człowiek współczesny sięga po rzeczy ponadczasowe i wypróbowane, „nieaktualne” czyli niebędące tylko chwilowym trendem. Nie tylko po „angielski w trzy miesiące”, Krebsa czy inne cuda, ale po zeszyt ze słówkami czy zdania do tłumaczenia. Dobrze myślę?

Co myślicie o tłumaczeniu zdań, lubicie, korzystacie?

 

Nawiasem mówiąc, uwielbiam wciskanie publice takich „looków” i „chiców”, hihi. Aż ciśnie mi się na usta, że normalny człowiek popukałby się w czoło widząc młode dziewczę wystylizowane na „szykowną babunię”. A może się mylę. Iii tam, nie znam się chyba na modzie.

I dobrze, bo nie mam beretu.

 

*Wpis powstał we współpracy z Wydawnictwem Preston Publishing.

 

Informacje na temat „granny chic” oraz zdjęcie modelek – www.styl.pl
Photo credit: lion heart vintage / Foter.com / CC BY

5 Responses to “Angielski w tłumaczeniach”

  • Justyna - blog o Francji

    Primo, uwielbiam tę serię i czekam na kolejne części „Francuskiego w tłumaczeniach”. Moi uczniowie też uwielbiają i wręcz domagają się zdań do tłumaczenia :)
    Secundo, według komentarzy na moim blogu odnośnie paryskiego szyku i modowych faux pas, legginsy powinny być regularnie palone na stosie aż z kuli ziemskiej zniknie ich ostatnia para :P Więc proszę się zastanowić nad sobą :P

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Dobrze, spróbuję się zastanowić, acz bez legginsów życie nie będzie takie samo. Co do serii i tłumaczeń, moim uczniom się też podobają.

      Odpowiedz
  • Monika z Między Francją a Szwajcarią

    Bardzo fajne porównanie ;) Też lubię tę serię, mam ich książki do francuskiego i angielskiego.

    Odpowiedz

Odpowiedz użytkownikowi

Kliknij tutaj, aby anulować odpowiadanie.

Current ye@r *