Do rzeczy!

Autor: Ania
20.11.2014
clothes_mess

Wpadłam na pomysł tego wpisu w poniedziałek, po lekcji powtórzeniowej z moją podstawówkową bandą. Przy okazji fragmentu tejże lekcji (o którym za momencik) przypomniał mi się stary suchar „Ludzie, otwórzcie szafy i mówcie do rzeczy!”. O szafie i rzeczach będzie w drugiej części wpisu. Najpierw część dla nauczycieli. Jeśli jesteście fizykami kwantowymi lub gospodyniami uczącymi się w domu angielskiego, czytajcie od razu od kreski.

Wczoraj robiłam z moimi czwarto- i piątoklasistami jedną z moich ulubionych rzeczy, czyli „washing line”. Przydźwigałam do szkoły całą wielką torbę Lerła Merlę z ciuchami córki i syna (bo małe) i powtarzaliśmy nazwy ubrań.
Powiesiłam w klasie sznurek i każdy uczeń wyjmował z torby po sztuce „prania”, mówił głośno co wylosował i wieszał na sznurku ubranie. Była zabawa, wiadomo, wszystko co nie jest tablicą czy podręcznikiem, z marszu jest fajne.
Na wieszaniu prania jednak nie koniec. Kiedy sznurek cały się zapełnił, wszyscy głośno powtórzyliśmy po kolei nazwy wiszących ubrań. Następnie kazałam uczniom zamknąć oczy (czynność sama w sobie intrygująca, czyż nie?) a sama zdjęłam kilka ciuchów (ze sznurka, ze sznurka…). Powiedziałam uczniom, że parę ubrań już wyschło i teraz zadanie dla nich: napisać na karteczkach ich nazwy. „Suche” ubrania, chyba nie muszę dodawać, schowałam. Takie oto ćwiczenie dla pamięci. Powiedziałam, że wygra ten, kto będzie miał najwięcej poprawnie zapisanych nazw ubrań.
Moim dzieciakom „washing line” bardzo się podobało, entuzjazm dochodził mnie z korytarza jeszcze po lekcji (bo w taki na lekcji jakoś tak nie zawsze wierzę). Pomysł warty wykorzystania, moi mili. Obstawiam, że znaliście, jeśli nie, polecam.
W wersji dłuższej można zrobić tak, że po każdej powieszonej sztuce odzieży powtarza się od nowa wszystko (wszyscy razem, głośno), potem po jednym ciuchu się zdejmuje i powtarza znowu, razem z brakującą nazwą ubrania (tam, gdzie nie ma ubrania zostawiamy „żabkę”). Kiedy sznurek jest pusty, tzn. z samymi „żabkami”, okazuje się, że (prawie) wszyscy „widzą” zdjęte ciuchy i potrafią je po kolei wyliczyć. Można zrobić konkurs dla śmiałków, którzy pojedynczo spróbują wyliczyć po kolei wszystkie nazwy ubrań. I nie zapominajmy wtedy o nagrodzie! Robiłam tę wersję nieraz i zawsze był szał, chętni do wyliczania z pamięci byli gotowi zostać na przerwie żeby tylko się sprawdzić.

Washing_line
A to akurat nie z tej lekcji, bo jak widać są też „dorosłe” ubrania.

 

Od kreski czyli…

Teraz coś dla ciebie, uczniu mój miły.

Ile masz w domu niepotrzebnych ciuchów? Jeśli jesteś kobietą, założę się, że co najmniej połowę z tych, które masz w szafie. Jeśli mężczyzną, pytanie cię nie dotyczy. Może czas zrobić przedświąteczno-zimowy porządek? I do tego pobawić się z angielskim? Tak, tak, pobawić, czemu nie? Życie nie musi być przecież smuuutne, wystarczy, że za oknem pogoda taka, że tylko palnąć se w łeb. Zrób sobie naukę jak moje szkolne dzieci, z dotykaniem, przekładaniem, ruchem. Twój mózg będzie Ci wdzięczny, twoja szafa też.

Co trzeba zrobić? Ano wyjąć z szafy jak najwięcej różnych rzeczy, porozkładać je gdzie tam masz miejsce (na podłodze, łóżku) albo porozwieszać na wieszakach. I teraz, do dzieła: nazwij każdą sztukę odzieży jaką wyjąłeś. Proste? A na pewno wiesz, jak są kalesony? A princeska? A czapka zimowa? HĘ?! Nie wiesz? Sprawdź w słowniku. Zapisz każdy wyraz na oddzielnej kartce, przyczep kartkę do ubrania. Potem kartki pochowaj, bierz po kolei każde ubranie do ręki i głośno mów co to jest. Współlokator puka się w czoło? Olej go. Albo zrób mu herbatę/podaj piwo i uczcie się razem!
Jeśli nazwy ubrań to dla ciebie prościzna, wejdź na poziom wyżej. Wyszukaj nazwy tkanin, z których masz ubrania, rodzaje wzorów (jak jest „pepitka”, no jak?), ozdóbki (pagony, zatrzaski, falbanki…), dodatki. Wiesz już co jest co? Super. Słownictwo z zakresu „clothes” zrobione!
Tylko kto teraz posprząta te ciuchy?…

Kto z was się tak kiedykolwiek uczył?

Chyba oczywiste jest, że warto, nawet kosztem bałaganu. I mimo czasu, który trzeba na to przeznaczyć. Uczenie się przez „doświadczenie”, wszystkimi zmysłami, to uczenie się w naturalny sposób. Jasne, można oglądać zdjęcia blogerek modowych czy po prostu obrazki z podręcznika, ale dla twojego mózgu pozostaną one tylko obrazkami. Za to kiedy dotkniesz, przełożysz ciuch w inne miejsce, powiesz głośno jego nazwę, na pewno lepiej zapamiętasz.

To jak, robimy porządki?

4 Responses to “Do rzeczy!”

Skomentuj

Current ye@r *