Egzaminy – faza 0

Autor: Ania
08.09.2013
bigstock-Swimmer-launched-into-water-44446747

Obiecałam, że napiszę o tym, jak się uczyłam do egzaminów na anglistykę.

Otóż – porzucona przez potencjalnych korepetytorów, nieznająca internetu, mająca do dyspozycji wierny podręcznik do „Headway upper-intermediate”, wzięłam i się uparłam. Następnie nabyłam dwa podręczniki z testami dla zaawansowanych i dokopałam się do jednego zestawu testów egzaminacyjnych z UMCS. Pełna zapału, z lekka odurzona chyba świeżym zapachem farby drukarskiej, zaczęłam rozwiązywać pierwsze zadania. Po czym popadłam w czarną rozpacz. Stopień trudności był, co tu dużo mówić, dość potworny. Punkty ze zrobionych zadań, które sobie skrupulatnie przeliczyłam, nie stanowiły obietnicy zbliżenia się do progu egzaminacyjnego. No tak – wrzesień, kolegium nauczycielskie, trudno, na nic innego się nie dostanę.

Biedulka, nie przypuszczałam nawet, że cudne wydawnictwa, które nabyłam, mogą służyć (i służą) do nękania studentów anglistyki, bo materiał w nich zawarty potrafi zagiąć nawet i żaka z trzeciego roku. Tzw. „kulturówka” z testów z UMCSu mogłaby stanowić skuteczny sprawdzian wiedzy na podsumowanie… filologii angielskiej. Niestety, nie miałam, zabierając się do nauki nikogo, kto mógłby mi to uświadomić. Stwierdziwszy zatem, że istnieją gdzieś tajemniczy absolwenci Superliceów (na pewno bez wyjątku z Dużych Miast), którzy bez zająknięcia potrafią wyliczyć najważniejsze fakty z życia T.S. Eliota (kto to jest Eliot?!), doszłam do wniosku, że trudno, zrobię co mogę. Najwyżej się czegoś nauczę!

Skomentuj

Current ye@r *