Flexible teaching. „Fejs” i graffiti w klasie.

Autor: Ania
28.01.2014
graffiti-14_l

W zeszłym tygodniu, nie bacząc na śnieg i mróz, jako prawdziwa stuknięta anglistka pognałam na konferencję metodyczną wydawnictwa Oxford. Zadziwiło mnie to, że w samym środku zimy i ferii na sali było ponad 100 osób.
Dostałam śliczne egzemplarze okazowe, a jakże, posłuchałam i zobaczyłam jak będzie wyglądał sprawdzian z języka angielskiego po 6-tej klasie (przydatne, ze trzy lata temu sama wydziergałam szkolny egzamin po 6 klasie spędzając nad nim dłuugie godziny i zabawiając się z Ivona Reader, hihi), kawkę wypiłam, było miło.
Zrobiło się jeszcze milej, kiedy zaczęłam słuchać pana Radka Krzyżanowskiego. Po pierwsze – akcent! :) Po drugie – merytoryka. Po trzecie – pasja. Wykład miał tytuł „Flexible teaching, or how to motivate students who struggle to see the relevance of English to their own lives”. I był fajny, po prostu. Wciągnął mnie „interaktywny” sposób prowadzenia i przykłady z własnych lekcji. Fotki, historyjki i nagrania były tak ciekawe, że wcale nie miałam ochoty na przerwę (najsłodsza muzyka dla nauczycielskich uszu: „o, już koniec?”). Gdybym była uczennicą, taki angielski baaardzo by mi się podobał.
Niby nic. Wykład można by podsumować tak: aby zmotywować uczniów trzeba być elastycznym i dbać o to, żeby materiały dydaktyczne były ciekawe i odnosiły się do życia nastolatków. Nuda… ;) Nic podobnego! Ciekawe, czy zastanawiacie się, w natłoku „materiału do zrealizowania”, testów, popraw, wyciągania choćby na tę dwójczynę, czy to co chcemy tak bardzo „wtłoczyć” do głów jest chociaż minimalnie interesujące dla naszych uczniów? Już słyszę – „nawet jakbym stanął na głowie i zaklaskał uszami, nie zainteresowałoby to ich”. Hm. A ja myślę, że zainteresowałoby. Z własnego doświadczenia (nie z mądrych książek ani wykładów) wiem, jak bardzo można zmienić atmosferę w klasie i „wkręcić” uczniów w temat jednym zdjęciem, zdaniem, grą, zabawą. A wtedy, sami wiecie, konstrukcje i słówka „uczą się same”. A jeśli nawet potem się mylą i wcale na sprawdzianie nie ma piątek, to i tak zostawiają najcenniejszy ślad, z a c i e k a w i e n i e. A od niego o krok od głębszej motywacji.
Co zatem może sprawić, że uczniowie dostrzegą „fajność” angielskiego i jego praktyczne zastosowanie w ich życiu? Kilka pomysłów (z wykładu):

  • jeśli zdjęcia to (chociaż od czasu do czasu) z internetu – screen z „fejsa”, „demot”, śmieszny obrazek z „kwejka”, graffiti;
  • iluzje optyczne (na to nie wpadłam wcześniej) zawsze są intrygujące – fajnie jest opisywać obrazek na którym wcześniej trzeba było coś odszukać; może też być świetnym „warmerem/coolerem/fillerem” – ćwiczenie spostrzegawczości i angielskiego za jednym zamachem (Can you find the man’s face hidden in the coffee beans?)

beanface
źródło: www.smart-kit.com

  • „role plays” z przypisanymi rolami znanych postaci z filmów i seriali (czemu by nie „przychodzić do lekarza” jako Hobbit albo James Bond a nie Mateusz z II A?);
  • a może zamiast scenek w klasie – scenki kręcone komórką w domu (na zadany temat, z kolegami, najlepiej z przebieraniem się)? – ubaw podczas prezentowania na lekcji pewny;
  • niech uczniowie przyniosą coś na lekcję – ulubiony ciuch (clothes), zdjęcie (members of family), maskotkę, cokolwiek… – zainteresowanie gwarantowane;
  • filmiki z „jutuba”;) – można znaleźć prawdziwe perełki, do nich wymyślić nawet krótkie ćwiczenie i już jest inaczej i ciekawie.

Do tych wszystkich materiałów trzeba „tylko” wymyślić odpowiednie ćwiczenia, tak, żeby zdjęcia czy filmiki nie stały się pustą atrakcją ale żeby zmuszały do używania języka w odniesieniu do „zwykłego życia”. Nasza w tym głowa.
O tym jak i co wymyślić pisać będę „w następnych odcinkach” pod nazwą „Teacher’s way – metody i sztuczki”. Będę pisała o metodach, technikach i trickach, które: motywują, ubarwiają, rozgrzewają, stawiają do pionu, rozluźniają, bawią, utrwalają, prostują, prowadzą i pomagają po to, żeby każde niebożę zaznało słodyczy angielskiego. Zapraszam!

P.S. Wpis nie jest sponsorowany przez Oxford. :)

Skomentuj

Current ye@r *