Gry i zabawy dla kinestetyków.

Autor: Ania
03.04.2014
3683229113_afed129345_z

Dziś pomysły na postymulowanie wszystkich uczniów, którzy są „niespokojni ciałem”. Klucz pozostaje ten sam co przy słuchowcach i wzrokowcach – zabawy bez dodatkowych „akcesoriów” i dłuższego przygotowania. Proste, krótkie, sprawdzone.

1. Kalambury – uczniowie (na zmianę) pokazują jakieś słówko, wyrażenie, idiom. Zadaniem pozostałych jest odgadnięcie przekazu. Standard, nie ma co tłumaczyć, jestem pewna, że każdy w to grał. Wersje są różne – drużynowe, albo pojedynczy uczeń kontra reszta klasy (kto odgadnie, pokazuje jako następny). Może być wersja na punkty. Może być na czas (ja zawsze taką wybieram – pokazujący musi zdążyć pokazać hasło np. w 30 sekund).

2. Odmiana kalamburów – pisanie/rysowanie w powietrzu. Zamiast pokazywać coś całym ciałem, rysujemy coś w powietrzu (dużymi ruchami, zachowując linię ciągłą). Zabawa raczej dla starszych, maluchy potrafią „narysować” rzeczy o których nie śniło się filozofom;) Przy pisaniu w powietrzu uważamy na dwie rzeczy: należy stać plecami do klasy i pisać nad swoją głową. Ćwiczenie dobre do nauki pisowni, trenujące koncentrację.

3. Role-plays – pozwólcie, nie będę tłumaczyć;) Umieściłam, żeby o tym nie zapomnieć. Mała uwaga do scenek – najlepiej wychodzą, kiedy przed ich odgrywaniem zrobimy jak w teatrze: najpierw próba „czytana” (na siedząco – powtarzanie najpierw głośno po nauczycielu, następnie razem z nauczycielem, w parach, grupkach), potem wspólne zastanowienie się jakie gesty należy dodać (gestów powinno być sporo, mogą być przesadzone) a dopiero na koniec „próba generalna” z mówieniem i pokazywaniem. Ja czasem daję uczniom zadanie do domu – przygotowanie scenki to dobra okazja do nauczenia się całych zwrotów na pamięć (uczenie „podparte” akcją – super dla pamięci!) i integracji:) Jest jednak pewien szkopuł, szczególnie w młodszych klasach. Sprawdzanie pracy domowej może zająć wtedy pół lekcji. Ale przy dobrym planowaniu od czasu do czasu warto.

Dygresja: w klasach podstawówkowych fajnie jest podejść uczniów (szczególnie tych słabszych, mających problemy z zapamiętywaniem nawet krótkich kwestii) przed odgrywaniem scenek. Ja mówię np. (nie stosuję zasady „English only”) „Czy wiecie, że dziś wszyscy będziecie aktorami? Taaak, … (Wojtku, Alu… – zwracam się specjalnie do uczniów słabszych), dzisiaj będziecie najprawdziwszymi aktorami!”. Z doświadczenia wiem, że potem ci „słabsi” uczą się swoich kwestii i stają na głowie żeby być super aktorami. Stary trick, ale fajny;)

4. Miming and dubbing – taka odmiana odgrywania scenek, w którą łatwiej zaangażować uczniów nieśmiałych czy słabszych. Wybrani uczniowie (najlepiej oczywiście ci, którzy najbardziej lubią się ruszać) pokazują scenkę, ale głosy podkładają im inni bądź puszczane jest nagranie. Korzystam z tego patentu u maluchów, żeby się oswoiły z nieznanymi kwestiami, a u starszych uczniów żeby nawet ci, którzy mają duże problemy z powtórzeniem kwestii (a co dopiero z powtórzeniem zgranym z akcją!) brali udział w lekcji. Ćwiczenie to pełni raczej funkcję „integracyjną” (wszyscy mogą się zaangażować, nawet ci, którzy „nie nadążają”) i dającą okazję do ruchu. Jeśli „mimowie” poruszają ustami, napady śmiechu gwarantowane. Zatem – raczej zostawmy to na rozruszanie albo jako „filler” kiedy wszystko co ważne jest już zrobione;)

5. Runnig dictation – jedno z moich ulubionych ćwiczeń, świetnie stymulujące pamięć. Potrzebujemy do niego fragmentu jakiegoś tekstu, najlepiej sprawdzają się dialogi (uczniowie wtedy zapamiętują całe frazy). Ja np. robię to przy utrwalaniu zwrotów z rozmowy telefonicznej ale też robiłam to z koleżankami podczas konkursów z przepisem kulinarnym i notką o królowej brytyjskiej. To ćwiczenie na współzawodnictwo, w klasie najlepiej wychodzi w 2 drużynach (w sali gimnastycznej robiłyśmy to w 5 drużynach). Wymaga miejsca, więc mała sala odpada.

Do rzeczy: z każdej drużyny wybieramy jedną osobę – „sekretarza”. Sadzamy go w jednym końcu sali, przy stoliku, dajemy czystą kartkę i długopis. Przy „sekretarzu” ustawiamy pozostałych uczniów, którzy są „biegaczami”. Naprzeciwko kolejki danej drużyny (i stanowiska „sekretarza” zarazem), w pewnej odległości (najlepiej w drugim końcu sali) wieszamy na tablicy/kładziemy na ławce kartkę z tekstem. Po sygnale „start” z każdej drużyny wybiega po jednym uczniu („biegaczu”). Jego zadaniem jest dotrzeć jak najszybciej do tekstu, zapamiętać jakiś jego fragment (dowolny, taki jaki uczeń da radę), dobiec do „sekretarza” i podyktować mu z pamięci zapamiętany fragment. Po podyktowaniu do tekstu wysyłany jest następny „biegacz”. Chodzi o to, żeby: każda drużyna przedyktowała „sekretarzowi” jak najwięcej tekstu w wyznaczonym czasie (np. w 5 min.) lub cały tekst jako pierwsza. Po zakończeniu zadania/upływie czasu należy policzyć błędy w zapisanym przez każdego sekretarza tekście (np. w czasie kiedy uczniowie ustawiają na miejsce odsunięte ławki;) ). Uwagi: zabawa wymaga dobrej logistyki, ale jest super! Trzeba pilnować, żeby w drużynach żaden „biegacz” nie startował zanim poprzedni nie skończy dyktować swojego fragmentu (w harmidrze nie jest to łatwe!). Jak przy każdej tego typu zabawie główna zasada: jasno podajemy reguły i zasady wygranej. Ja robię króciutkie teksty (ok. 10 zdań) – na zasadzie „kto pierwszy”. Zaznaczam jednak, że liczy się, oprócz szybkości, dokładność. Za każdy błąd daję punkt, za wykonanie zadania jako pierwsza drużyna – bonus (np. anulowanie 10 punktów karnych – punkt karny za każdy błąd).

6. Give me a sign – czytamy jakiś tekst (np. z podręcznika), zawierający pewne wyrazy (czy konstrukcje), na które uczniowie mają zareagować pokazaniem odpowiednimi znakami – podniesieniem ręki, kiwnięciem głową, tupnięciem, klaśnięciem itp. Np. po wprowadzeniu rzeczowników policzalnych i niepoliczalnych czytamy (albo puszczamy „listening”) o zwyczajach kulinarnych w Wielkiej Brytanii. Ilekroć uczniowie usłyszą rzeczownik policzalny, mają np. kiwnąć głową; niepoliczalny – potrząsnąć nią. Jest w tym ruch, zabawa ale i oczywiście sprawdzenie wiadomości. Można kazać sygnalizować gestami np. zdania w określonym czasie, zawierające liczebniki, przymiotniki w stopniu najwyższym – opcji jest bardzo dużo. Ze starszymi uczniami można ustalić śmieszne znaki (np. klepanie się po głowie) albo używać kilku naraz.

Dygresja: wszelkie „dawanie znaków” na lekcji jest pożądane. Przełamuje to lekcyjny tok „mówiony”, sprawia, że uczniowie muszą nadążać za innymi. Np. kiedy sprawdzamy wyniki zadania true/false możemy kazać wszystkim uczniom podnieść prawą (true) albo lewą (false) rękę do góry. Uczniowie dzięki temu sami weryfikują poprawność odpowiedzi i widzą, że np. nie tylko oni mają coś źle.

Jeszcze jedna dygresja: jest fajny „trick” ruchowy, nie tylko na angielski (zaczerpnięty o ile dobrze pamiętam z kursu CEO), który przydaje się szczególnie na lekcjach u maluchów: kiedy jest hałas, nauczyciel milknie i podnosi do góry rękę. Każdy uczeń, który zauważy ten znak, robi to samo. Po chwili robi się cisza i wszystkie ręce są w górze:)

7. Instructions – po prostu wydawanie poleceń: od prostych zdań rozkazujących („Open the window, please!”) po bardziej skomplikowane („Would you mind wiping off the board?”). Zawsze to pretekst do „ruszenia z miejsca” ucznia, który „się zasiedział” lub dania zajęcia temu, który się wierci i nie może już wytrzymać w ławce. Poza tym szczerze polecam robienie króciutkich przerywników w nauce, po prostu chwila oderwania od ławek typu: „Stand up, move around, jump three times, sit down!”. Oczywiście najlepsze są wariacje, typu „touch your friend’s nose, put your notebook on your head”, z tym, że np. w gimnazjum ryzykujemy głupawką.

Modyfikacja: zabieramy uczniów w teren (zaczął się sezon, hura!), dzielimy na drużyny i robimy zabawę w wykonywanie poleceń (może być na punkty, na „kto pierwszy”). Ja robiłam tak, że polecenia pisałam na małych karteczkach (da się to zrobić nawet na bieżąco na lekcji, bez przygotowania – kiedy uczniowie wykonują jedno polecenie ja wymyślałam i zapisywałam kolejne). Polecenia powinny być dość proste, typu: run around the school, jump 10 times, bring me something green, take off your left shoe. Można zabawę uczynić bardziej edukacyjną i dać polecenia wymagające sięgnięcia do słownika. Robiłam tak, że specjalnie umieszczałam na kartkach wyrazy potencjalnie nieznane, dawałam słowniki i polecenia. Było prześmiesznie, bo grupki najpierw szukały wyrazów na wyścigi, następnie dokądś biegły albo robiły inne dziwne rzeczy;)

Dwie nie-zabawy:

  • Rzucanka – po prostu gadżet, bez którego nie wyobrażam sobie lekcji, szczególnie w młodszych klasach. Moją ulubioną „rzucanką” jest gumowa „piłeczka z kolcami”, taka, którą można kupić prawie w każdym kiosku albo sklepie z zabawkami. Najlepiej kiedy ma w środku migającą diodkę;) Uczniowie w podstawówce ją kochają, naprawdę. Myślę, że większość z Was ma swoją „rzucankę”, jeśli nie – koniecznie musicie ją kupić. Dzięki niej i nauczyciel i uczniowie choć trochę się ruszają przy rzucaniu i łapaniu. Dla kinestetyków – jak znalazł. Mi służy np. do powtórek słówek (komu rzucę, ten mówi słówko), do szybkich konkursów, do zaznaczania czyja kolej mówienia (mówi tylko ten, kto trzyma piłkę w ręce).

balls

  • Żonglerka – to właściwie osobny temat, zaznaczam tutaj, żeby nie umknęła. Żonglowanie jest przyjacielem skutecznej nauki, motywuje, bawi. Same pozytywy. Ze względu na to, że to bogaty temat, zostawiam na osobny wpis (opowiem też o tym, jak uczniowie z mojej szkoły uczyli się żonglerki na naszych warsztatach skutecznego uczenia się).

Tyle ćwiczeń przypomniałam sobie „natenczas”, oczywiście będę jeszcze dorzucać pomysły na inne zabawy, nie tylko te „na szybko”.

Napiszcie czy Wy dużo korzystacie z ćwiczeń „ruchowych” (i z jakich?), szczególnie w starszych klasach. Ja sama muszę się za każdym razem do nich mobilizować, jako że bliżej mi do leniwca niż antylopy;) Ale jak już zrobię, jest fajnie. Czekam na odzew! :)

 

3 Responses to “Gry i zabawy dla kinestetyków.”

  • Teresa

    Witam. Korzystam z running dictation, świetne, zabawa przednia. Tylko czy oni się przez to coś nauczą to już nie takie pewne, ponieważ, przynajmniej moje gagatki z gimnazjum, zapamiętują tekst tak jak jest zapisany i tak też go podają sekretarzowi.
    Świetny blog, tyle pomysłów i inspiracji. Dziękuję

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Generalnie z zabawami ruchowymi to jest tak, że trzeba je „ogarnąć” i zastanowić się, czy nie ma przerostu formy nad treścią. Przynajmniej ja mam zawsze takie wątpliwości. Ale dla uczniów – ruchowców są zbawienne, dlatego od czasu do czasu (running dictation robiłam może raz w roku w danej klasie) warto.
      Dziękuję za komentarz i miłe słowa, napędzają mnie do dalszej pracy. :)

      Odpowiedz
  • Asia

    Dziękuję Ci za ten wpis. Jutro (a właściwie to już dzisiaj), będę po raz pierwszy prowadzić korepetycje z angielskiego dla dwójki dzieci ze szkoły podstawowej. Jutro będziemy tylko się poznawać, bo nawet nie wiem na jakim poziomie angielskiego są, ale już wiem, że na kolejnych lekcjach na pewno wykorzystam kalambury oraz give me a sign. Za kilka lat jak skończę studia mam nadzieję zostać nauczycielką angielskiego i chcę by moje lekcje były jak najciekawsze dla dzieciaków. Może trochę się z tym spieszę, ale już teraz zbieram pomysły i inspiracje. :)

    Odpowiedz

Skomentuj

Current ye@r *