Gry i zabawy dla słuchowców

Autor: Ania
18.03.2014
whispering-or-shouting_l

Ostatnio obiecałam, że wrzucę kilka pomysłów na zabawy, gry i ćwiczenia dla słuchowców. Tak jak zrobiłam to z zabawami „wzrokowymi”, tak czynię i teraz – wszystko dla „busy teachers”, czyli takich co to nie mieli czasu nic skserować (ewentualnie toner się akurat skończył w pokoju nauczycielskim), co nie wygmerali nic w resource’ach bo robili inne niecierpiące zwłoki rzeczy; w końcu dla tych, którym się nie chciało bo woleli na przerwie zjeść kanapkę bez zadyszki i ryzyka zadławienia się, biegnąc z sali do sali, po drodze udając, że stali od samiuśkiego dzwonka na przerwę, a jakże, na dyżurze.
Propozycje są dość proste, część na pewno dobrze znana. Jednakże mają ten plus, że się dobrze sprawdzają, w końcu w prostocie siła! :)
Do ich wprowadzenia w zasadzie nie potrzebujemy niczego, albo najwyżej tego, co w klasie zawsze się ma pod ręką.

1. Emperor’s cat – standardowa zabawa typu „łańcuszek”, gdzie każda następna osoba w klasie musi powtórzyć wszystkie wyrazy wymienione przez poprzedników. Kto nie powtórzy albo się pomyli – odpada. W tej wersji każdy uczeń wymyśla przymiotnik opisujący „kota cesarza” na kolejną literę alfabetu; np. „The emperor’s cat is amazing, beautiful, charming…”

2. Chinese whispers – stara dobra zabawa w „głuchy telefon”. Dobre do powtórki słówek z ostatniej lekcji. Ja często bawię się tak przy nauce literowania, dając do powtórzenia skróty. W grupie 9-10 latków wielką wesołość budzi zawsze „dablju si”;)
Zabawę robię też w wersji dla dwóch drużyn: każda siada oddzielnie, żeby sobie nie przeszkadzać (najlepiej każda drużyna w oddzielnym rzędzie). Ja szepczę wyrazy dla każdej drużyny te same, dziecko na końcu „linii” ma za zadanie zapisać na kartce wyraz jaki do niego dotarł, po czym idzie na koniec kolejki. Wygrywa drużyna, która ma najwięcej poprawnie zapisanych wyrazów.

3. Telling a story – no tak, niby banał, po prostu opowiadanie historii. Ale, ale. Można zrobić z tego cudne ćwiczenie! Trzeba tylko: mieć w zanadrzu ciekawą historię z życia (najlepiej własnego) i dobrze ją opowiedzieć. Któż nie lubi historii o duchach albo niespodziewanych zbiegach okoliczności? Ja, ilekroć opowiadałam jakąś historię w gimnazjum, od razu robiła się cisza jak makiem zasiał (kto uczy w gimnazjum, wie jakie to osiągnięcie!). Plusem jest to, że „wkładamy” do naszego opowiadania słówka i zwroty, które uznamy za stosowne, a dodatkowo możemy jeszcze podkręcić poziom tak, żeby ci „zdolni” mieli wyzwanie (pozostałym tłumaczymy fragmenty prostszym językiem, albo prosimy o krótkie parafrazy samych uczniów).
U mnie największym hitem była historia o (niewyjaśnionych zresztą do dzisiaj) krokach, które słyszałam w domku na odludziu podczas wakacji… Wspaniały warm-up do rozdziału „ghost stories” z New English Connections, świetne ćwiczenie na past simple i continuous. Ostatnio kiedy opowiadałam tę historię pomogły mi „okoliczności przyrody”, nadchodziła burza i wiatr gwizdał pod drzwiami. Było rewelacyjnie, nawet słabsi uczniowie chłonęli każde słowo!
Opowiadać można też z atrakcjami, np. zastępując jakieś słowo albo zwrot umówionym dźwiękiem (np. „buzz”) i robiąc z opowiadania zagadkę w której trzeba domyślić się o czym my właściwie mówimy. Ja tak kiedyś opowiadałam anegdotkę o tym, jak to znajoma zjeżdżając na nartach znalazła „buzz” i potem robiła z tym „buzz” różne rzeczy – uczniowie odgadywali, cóż to leżało w śniegu (tak naprawdę znalazła banknoty euro, ale czasem zmyślałam, że to było np. jakieś zwierzątko albo dziwna paczka z jakimś proszkiem w środku… ;) ).
4. Od historii z życia wziętych krok tylko do tego, co uwielbiają wszyscy – zagadek. Tu wystarczy znać kilka i można bawić (ekhem, uczyć) nimi publiczność w różnych grupach. Zagadki mają ogromny plus – niesamowicie poruszają wyobraźnię i angażują. Dla słuchowców są jak znalazł, wszakże żeby je rozwiązać, trzeba się dobrze wsłuchać!
Można natrafić w podręcznikach na fajne zagadki (polecam jedną z nich na blogu tutaj), można poszukać po prostu w necie, jest ich sporo. Chcę poświęcić im oddzielny post, zatem tutaj wspomnę na razie o jednej, mojej ulubionej.
Na tablicy rysujemy człowieczka, który nazywa się Mr Zact. Mówimy (albo i piszemy): „Mr Zact is an accountant”. Do tego wymyślamy zdania typu: „He likes oranges but he doesn’t like orange juice. He likes rolls but he doesn’t like bread. He likes sausages but he doesn’t like meat. Why?” Moi uczniowie prześcigają się zawsze w pomysłach, kombinując, a to, że Zact ma alergię pokarmową , a to, że nie lubi owoców. Miałam kiedyś grupę dorosłych, która nie pozwoliła mi podpowiadać, taka się z tego zrobiła zabawa! :) O co chodzi w zagadce? No Mr Zact to taki Pan Dokładny (Exact), który jest księgowym i lubi tylko określone produkty, ponieważ akceptuje tylko rzeczy policzalne:) Powtórka z rzeczowników policzalnych i niepoliczalnych jak znalazł, przy okazji uczniowie mogą dopytywać używając present simple „Does he like… ?” i ćwicząc sobie przy okazji ‚does’ właśnie.
Do zagadek na pewno wrócę niebawem, napiszę jakie jeszcze są fajne i co można dzięki nim przećwiczyć. A może Wy macie swoje ulubione? Piszcie!
5. Wierszyki, rymowanki, „tongue twisters” – dobrze mieć zapamiętanych parę, zawsze można ich użyć a to jako „warmupa” a to jako „fillera”:) Zaangażuje to na pewno naszych drogich uczniów-słuchowców, pozostałych też ciesząc jak z praktyki wiem (Szczególnie kiedy jest poprzedzone wyzwaniem „I wonder who can repeat it?”). Ja lubię te niedługie i zrozumiałe na poziomie intermediate, np. „Shut up the shutters and sit in the shop”, „Ken Dodd’s dad’s dog’s dead”, „Give papa a cup of proper coffee in a copper coffee cup”. Przy powtórzeniu „can” czy czasowników modalnych w ogóle, można zacząć od pytania „Can you can a can as a canner can can a can?” – konsternacja i śmiech murowane:) Więcej o krótkich rymowankach i „łamaczach językowych” też w osobnym poście, jako że zasługują na oddzielne omówienie.
6. Minimal pairs – ćwiczenie wymowy par wyrazów podobnych, typu: seat – sit, feel – fill, beat – bit. Nie zajmuje to zbyt wiele czasu, a uczniowie z reguły bardzo się wczuwają w wyprodukowanie konkretnych dźwięków.
7. Dyktando – najlepiej w formie zawodów na zasadzie „kto napisze najlepiej”. Minus – trzeba to potem sprawdzać. Na lekcji z reguły jest ciężko, kiedy się oddaje na następnej lekcji to już nie te emocje. Jednak, przy dobrej organizacji da się. Moja rada – dyktando ma być krótkie i po nim musi być zaplanowana praca samodzielna na ok. 10 min;) Alternatywa – zapisanie tekstu na tablicy i uczniowie sprawdzają sobie dyktanda sami albo nawzajem, np. w parach.
8. Intonation game – jest taka zabawa w wypowiadanie tego samego zdania w różny sposób. Np. „She’s here” – można powiedzieć tak z obawą (przed nadchodzącą morderczynią), z szacunkiem (przed zbliżającą się królową), ze smutkiem (na widok spóźnionej nauczycielki) itd. Z reguły zabawę robię jako konkurs w dwóch drużynach. Każda przygotowuje swoje sposoby intonacji, następnie drużyna przeciwna ma odgadnąć o jakiej „jej” jest mowa. Dla słuchowców jak znalazł, jako że całość opiera się na ekspresji słownej:) Inne zdania to np. „He’s doing it again” „I’ve had enough” „ I can’t believe it” (w tych dwóch ostatnich do odgadnięcia jest sytuacja w której ktoś to mówi).
9. Dubbing – uczono mnie, że czytanie na głos na lekcji niczemu nie służy, jednak moi uczniowie wiedzą lepiej;)

Szczególnie podstawówkowi, szczycą się niesamowicie „pięknym czytaniem”, zatem pozwalam im na to od czasu do czasu. Gdzie tu zadanie dla słuchowców? Otóż możemy zrobić „dubbing” – dać uczniom krótki (!) fragment tekstu (może być z lekcji, podręcznikowy) poprosić ich o przygotowanie go w wersji jak najbardziej „udźwiękowionej” (najlepiej w 2-3 osoby). Chodzi o to, że jedna-dwie osoby czytają tekst (opowiadanie – narrator i do tego dialogi; rozmowa), trzecia „robi odgłosy” (może stukać czymś, szeleścić, wydawać „odgłosy paszczą”, korzystać z dźwięków z komórki itp.). To taka odmiana role-plays ale bez ruszania się z ławek. Fajna rzecz, acz uwaga: czasem nadmiernie rozweselająca;)

Tyle zabaw przyszło mi do głowy na razie. Mam w zanadrzu dużo więcej i nie zawaham się ich użyć;) Zapraszam Was do dzielenia się Waszymi ulubionymi zabawami, najlepiej tymi dla „buzy teachers” – krótkimi, niewymagającymi większych przygotowań, takich „prosto po przerwie”;)

A już niebawem o kinestetykach – uczniach i nauczycielach, którzy najlepiej uczą (się) w ruchu. I ćwiczenia dla „ruchowców-dotykowców”. Zapraszam! :)

2 Responses to “Gry i zabawy dla słuchowców”

  • Jakub Krajewski - Metody Nauczania i nie tylko

    Niby nic takiego, ale właśnie takie ćwiczenia dają duże efekty, bo łączymy zabawę z nauką, czyli przyjemne z pożytecznym. Sam ostatnio korzystałem z kilku wspomnianych przez Ciebie zabaw i cóż… było zabawnie :) A ćwiczenie na zasadzie „tongue twisters” to był po prostu hicior.

    Pozdrawiam jak zwykle.

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Tongue twisters są fajne:) Co do zabaw – nie jestem zwolenniczką „nauki poprzez zabawę” (z wyjątkiem maluchów), ale staram się hołdować zasadzie, jaką mi zaszczepił metodyk w mojej pierwszej pracy: na zajęciach powinien być zawsze jakiś „gwóźdź programu” – coś wyjątkowego, do czego uczniowie powrócą chociaż na chwilę myślami. A cóż lepszego jak nie zabawa? :)
      Ja też pozdrawiam.

      Odpowiedz

Skomentuj

Current ye@r *