Happy school year!

Autor: Ania
01.09.2015
MINOLTA DIGITAL CAMERA

Zacznę od krótkiego opowiadania. Żeby nie zrobiło się Wam przypadkiem zbyt wesoło.

 

Tego dnia wszystko było na opak. Zamiast wrześniowego chłodu ewentualnie lekkiej powakacyjnej szarugi panował upał. Nie dało się oddychać, do pleców przywierały odświętne bluzeczki i galowe koszule.

Do szkoły miała iść matka a poszła córka. A właściwie cała rodzina.

Córka miała się stresować pierwszym dniem w pierwszej be, a to matka miała gula w gardle kiedy wmaszerował poczet sztandarowy i zabrzmiał „Mazurek Dąbrowskiego”.

Młody miał być grzeczny i gościnnie rozdawać uśmiechy zgromadzonym w sali szkolnej rodzicom pierwszaków a wił się na rękach, wrzeszczał i miał w nosie mowę powitalną pani dyrektor.

Rozpoczęcie roku szkolnego matki miało kolidować z córkowym i stwarzać tym samym problem, nie kolidowało jednak wcale jako że go nie było.

Usiadła zatem matka i się w wolnej chwili zasmuciła. Rozważyła przez dwie sekundy przekwalifikowanie na blogowy parenting po czym się otrząsnęła i pomyślała: eh. Przecież ja właściwie nie lubię dzieci.

 

Wszystkim nauczycielom pracującym i nie – dedykuję. A szczególnie tym, którym się dzisiaj nie chciało iść do szkoły.

 

Photo credit: / Foter / CC BY

2 Responses to “Happy school year!”

  • Michał

    Przekwalifikowanie bloga na parentingowy to żaden problem. Zwłaszcza, że „właściwie nie lubisz dzieci”, co samo w sobie stanowi doskonałą bazę do pisania o perypetiach związanych z wychowaniem tychże. Ale wcześniej czy później trafią na Twojego bloga Matki Polki prostujące Twoje ścieżki wychowawcze, co jest bardziej przerażające od Hiszpańskiej Inkwizycji.
    Co do parentingu to wystarczy mi domowy, a co do zmiany orientacji (bloga) – co niby będziemy czytali? :))

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Ja i parenting, brrr. Mi też, jak Tobie, wystarczy domowy. Poza tym takiej ilości hejtu jak potrafią zafundować „życzliwe mamy” chybabym nie zdzierżyła.
      Ostatnie zdanie mojego opowiadanka to oczywiście ironia dotycząca mojego zawodu. Tak naprawdę lubię dzieci ale powyżej trzech lat, czyli jak się same potrafią wysłowić na poziomie wyższym niż „eeeeeee”.
      Spokojnie, zostaję z angielskim, czytaj, czytaj, mam nadzieję, że się nie zawiedziesz.

      Odpowiedz

Skomentuj

Current ye@r *