Im dziwniej tym lepiej – kuchnia brytyjska

Autor: Ania
25.11.2014
mars_bar

Mili moi. Dziś, listopadową porą, moment na moim blogu szczególny.

Po raz pierwszy bowiem biorę udział w akcji „W 80 blogów dookoła świata”. Jest to wspólna akcja zaprzyjaźnionych blogerów językowych i kulturowych, którzy raz w miesiącu publikują wpis na jeden, wspólnie wybrany temat.

80blogow-219x300

Jak wiadomo, człowiek uczyć się powinien nie tylko słówek i gramatyki. Za ich pomocą stworzy co prawda poprawną wypowiedź, ale nadal będzie miał kłopoty kiedy znajdzie się w takiej załóżmy, Anglii. Pojawi się bowiem u niego bariera nie językowa, ale kulturowa, biorąca się z nieznajomości lokalnej mentalności i obyczajów. Dlatego trzeba poświęcać czas na tzw. „kulturówkę” i zaznajamiać się z dziwnościami krajów do których nigdy nie wiadomo czy nie pojedziemy.

O tychże, bardzo różnych krajach, blogerzy piszą bardzo ciekawie, zatem koniecznie zajrzyjcie do moich znajomych i umilajcie sobie długi jesienne wieczory wirtualnie podróżując dookoła świata.

Zanim wyruszycie, ekhem, idźcie coś przekąsić, bowiem dziś wszyscy piszemy o:

JEDZENIU

Jedzeniu, czyli kuchni wybranego kraju. Zróbcie sobie kanapeczki, zaparzcie herbatkę i… enjoy!

 

Kuchnia Wielkiej Brytanii.

Chcieć pisać o kuchni całych Wysp to zadanie zgoła karkołomne. Można stworzyć istną dysertację albo pójść na skróty i polecieć stereotypami. Jako że ani jedno ani drugie wyjście mnie nie satysfakcjonuje, dziś ode mnie kilka słów o tym…

 

Co jadłam i co bym chciała zjeść będąc w UK.

Co jadłam?

Po pierwsze, byłam jak dotąd jedynie w Anglii, a właściwie tylko w Londynie i okolicach. Byłam dość krótko (raz tydzień, raz dwa tygodnie, a raz miesiąc). Mój kontakt z tradycyjną kuchnią brytyjską należy zatem uznać za nieprzesadzony. No dobrze, do meritum.

W Anglii jadłam najlepszą w moim skromnym życiu chińszczyznę, najpyszniejsze indyjskie chlebki naan i najostrzejszą turecką papryczkę. Rewelacyjną mieszankę nasion i chrupek „Bombay mix”, którą można dostać w internetach ale kosztuje trzy razy tyle co na miejscu. Jadłam bardzo włoską i bardzo w czasach studenckich bolesną dla kieszeni pizzę w „ristorante”.

Nie jadłam pieczeni, nie próbowałam puddingu, nie piłam herbaty z mlekiem (bawarkę toleruję jedynie u mojej znajomej – Elu, u Ciebie mi smakowała, serio).

Co zatem jadłam? A, proszę.

Typowe angielskie śniadanko – jajka sadzone, fasolka, smażone pomidory, kiełbaski, bekon – mmm… pycha… Po takim śniadaniu człowiek ma zapewnione kalorie na najbliższe trzy dni i ochotę pójść spać aż do następnego śniadania. Gorąco polecam, szczególnie naszą chłodną porą.
Sandwicze – z chlebem typu tostowy, z tuńczykiem, jajkiem, majonezem albo na przykład takie z kurczakiem i sałatą, czy z szynką i piklami. Dobre jak z Orlenu. Smakują chyba tylko wtedy kiedy człowiek jest naprawdę głodny.
Kurczak ze sklepu mięsnego – może źle trafiłam po prostu. Wyglądał zachęcająco, kurczak jak kurczak. Po przyrządzeniu był totalnie niejadalny, jeden tłuszcz pokryty dla zmyłki skórą. I chyba spora dawka antybiotyków tudzież hormonów. Błe.
Stek (jak głosił napis na opakowaniu) wołowy – z supermarketu, drugie błe. Smażony 3 minuty z jednej i z drugiej jedyne co mi dał to paskudny smrodek surowego mięcha. Nie dało się tego steku pokroić niczym co miałam dostępne w kuchni.
Herbata Twinings, zielona „Orange and Lotus Flower” – pyszność. U nas nadal nie mogę jej znaleźć, męczę znajomych podróżujących do Anglii o przywiezienie paczuszki.
Herbata, ponoć najpospolitsza w UK, PG Tips – mmm… porządna czarna torebkowa. Jakiś ślad tego smaku ma wg mnie tylko „Tetley Intensive”. Luuubię. Koleżanka przywiozła mi kiedyś pakę z milionem chyba torebek, wydzielałam sobie i rodzinie żeby wystarczyła na jak najdłużej.
Guinness – u nas już teraz dostępny w marketach, ale kiedy otwierałam te małe puszeczki z kulką w środku nad brzegiem Tamizy, było bosko. Dobre wspomnienia to podstawa, prawda? ;)
Walkers’y – ichniejsze Lays’y, z tym, że smaki „polskie” mnie nie interesowały. Pokochałam octowe, o smaku jagnięciny z miętą czy krewetkowe. Do dzisiaj nie rozumiem, dlaczego u nas takich nie robią.
Sos Worcester – u nas teraz jak najbardziej do kupienia, (prawie) zawsze w mojej kuchni. Żaden inny nie ma tego octowo-nie-wiem-jakiego smaku. Kuchenny must-have.

 

Co chciałabym zjeść?

Wszyscy moi znajomi wiedzą, że wszelkie produkty spożywcze, które:
a) wyglądają dziwnie
b) nie są dostępne w naszych sklepach
c) śmierdzą (nazwijmy rzecz po imieniu, bez bawienia się w „brzydko pachną”)
są mile widziane w mojej kuchni. Jak do tej pory, pokonał mnie (i mojego męża, który jest większym jedzeniowym hardkorem niż ja) tylko jeden produkt, a mianowicie ser jakiś słowacki chyba, który wyglądał jak kostka toaletowa. Nie zraziłby mnie tym absolutnie gdyby nie fakt, że takoż smakował. To znaczy, prawdziwej kostki nie jadłam, ale tak wyobrażam sobie jej smak. Obrzydliwy.

No dobra, znowu się rozgadałam. Do sedna. Co bym chciała spróbować z kuchni brytyjskiej? Proszę.

Haggis – szkocki specjał: duszony owczy żołądek wypełniony owczymi podrobami z cebulą, mąką owsianą, tłuszczem i przyprawami. Obstawiam, że w smaku podobny do naszej swojskiej kaszanki, no może połączonej z salcesonem. Ktoś próbował? Podroby lubię, jestem ciekawa smaku. Wygląda dość obrzydliwie, musi być dobry.
Christmas pudding – coś co wygląda jak bardzo gęsty i ciemny budyń. Danie będące miksem masła, cukru, jajek, mąki, tartej bułki, bakalii, przypraw (takich piernikowych), brandy czy guinnessa i często łoju zwierzęcego. Ponoć każda gospodyni ma swój sekretny przepis na pudding. Ponoć też dobry pudding „dojrzewa” około dwóch miesięcy. Jak dla mnie brzmi intrygująco.
Jeden z moich nauczycieli podstawówkowych (Londyńczyk) dyktował nam kiedyś notatkę na temat zwyczajów bożonarodzeniowych w Anglii. W moim zeszycie znalazło się takie zdanie (po polsku): „Jeśli w Święta ktoś poczęstuje was puddingiem, nie jedzcie tego”.
Fish and chips z gazety – uwielbiam połączenie ryba plus fryty w mojej własnej kuchni, chciałabym jeszcze zjeść takie „z ulicy” w wytłuszczonym papierze. So British.
Ale w pubie – piwa kocham i się tego nie wstydzę, w myśl zasady, że wszystko dla ludzi i że się nie trzeba upijać żeby cieszyć się alkoholem. Brytyjskie ale to wygazowany płyn podawany w temperaturze pokojowej. Ale za to jaki smak… Żadnej „jasne pełne” im nie dorównuje. W zaciszu pubu smakuje wybornie. Dlaczego umieściłam je tutaj, skoro ich próbowałam? Bo chciałabym jeszcze.
Marynowane jajka – że też dotąd ich nie próbowałam. Dziwaczne, dlatego bardzo chciałabym.
Smażony batonik Mars – brzmi ekstremalnie, czyli w sam raz! Batonik ponoć ktoś usmażył w głębokim tłuszczu po raz pierwszy w 1995 roku w Stonehaven koło Aberdeen. Taka ciekawostka kulinarna, słodki baton w cieście naleśnikowym, ociekający tłuszczem. Jak się kiedyś zechcę zabić poprzez zapchanie żył, usmażę sobie we własnej kuchni. Na razie życie mi jeszcze miłe. Poza tym co za przyjemność jeść takie rzeczy w Polsce. To jak oscypek nad morzem. Zjem „Deep Fried Mars” jak będę w Szkocji.

 

Ciekawa jestem jakie potrawy brytyjskie znacie, jakich próbowaliście i jakie zapadły wam w pamięć? Ktoś jadł smażonego Marsa i jeszcze żyje?

A tak w ogóle to pozdrawiam znad miseczki polskiego rosołu. Najlepszy na słotę.

 

Zobaczcie teraz koniecznie, co wysmażyli dla was w swoich kuchniach pozostali blogerzy.

Chiny

Biały Mały Tajfun Baixiaotai – 12 potraw Yunnanu

Francja

Francais-mon-amour – Moje osobiste top 5 kuchni francuskiej

Love For France – Boeuf bourgignon

Francuskie (i inne) notatki Niki  -  Kuchnia francuska – moja osobista lista „pięciu przebojów”

Uzależnienie od francuszczyzny – Jak wybrać francuskie wino.

Hiszpania

Hiszpański na luzie – Czosnek w kuchni hiszpańskiej

Holandia

Język holenderski – pół żartem, pół serio: Holenderska kuchnia

Niemcy

Blog o języku niemieckim - Dziwne niemieckie dania.

Willkommen in Polschland – Kuchnia niemiecka a sprawa polska

Niemiecka Sofa – Kuchnia w Niemczech – przepis na Currywurst

Norwegia

Pat i Norway - Morskie opowieści (kulinarne)

Rosja

Rosyjskie Śniadanie „bliny, kawior, Łomonosow

Szwajcaria

Szwajcaria moimi oczami - Tradycyjne potrawy w poszczególnych kantonach Szwajcarii.

Szwajcarskie Blabliblu – Co można zrobić z sera?

Szwecja

Szwecjoblog – Szwedzka kuchnia? Szwedzkie kuchnie!

Wielka Brytania

English-at-Tea - Kuchnia Anglii moim okiem 

English-Nook – English cuisine

Włochy

Wloskielove – Jak Włoszki to robią, czyli czy makaron tuczy?
Primo Cappuccino – Jak skutecznie obrzydzić sobie Włochy?

Studia, parla, ama – 10 rzeczy o kuchni włoskiej, których nie wiedziałeś.

Wietnam

Wietnam.info – Kuchnia wietnamska

 

 

 

42 Responses to “Im dziwniej tym lepiej – kuchnia brytyjska”

  • Co można zrobić z sera? | Szwajcarskie BlaBliBlu

    […] Im dziwniej tym lepiej – kuchnia brytyjska […]

    Odpowiedz
    • Jo

      Ja też uwielbiam dziwne smaki! Szybko się nudzę tradycyjnym jedzonkiem i zawsze szukam jakiś fajnych składników, a gdy jestem za granicą jem wszystko co nietypowe. Już od dawna chciałam spróbować sosu Worcester, teraz się zmobilizuję i kupię (na pewno w Szwajcarii się da).

      Odpowiedz
      • Ania

        Ania

        Tak, musi być nietypowo! :) Sos Worcester na pewno gdzieś znajdziesz, warto poszukać!

        Odpowiedz
  • Emilia

    Mnie najbardziej utkwiły w pamięci smakowej jacket potatoes z serem i Coleslawem i bagietka z kurczakiem z sosem miętowym. Z herbat Twiningsa moje ulubione to Lady Gray i, na taką pogodę jak teraz za oknem, Chai. :-)

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Ja dopiero ostatnio się dowiedziałam o istnieniu Lady Gray. Chai też nie znałam, z chęcią bym spróbowała. A, ziemniaki z tuńczykiem, bardzo dobre. Zapomniałam o nich!

      Odpowiedz
  • Dorota

    :DD Podoba mi się Twoje podejście i odwaga w kosztowaniu hardkorów kuchni świata :D Jedzenie niektórych serów rzeczywiście wymaga odwagi… A co do smażonego Marsa to dużo o nim słyszałam, ale powoli zaczynam wątpić w jego istnienie: wszyscy coś tam niby słyszeli, ale nikt nie kosztował… :)

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Oj, Mars istnieje i ma się dobrze. Mój znajomy jadł, jak go spytałam o smak, powiedział, że „no, smakuje jak smażony baton”, hehe.

      Odpowiedz
  • Rubella

    O tak, chipsy octowe i sos Worcester oraz HP z chęcią bym przeszczepiła na nasz grunt. Fish and chips robię często w domu (odkąd mam dziecko to niestety chips wtedy kiedy ono śpi – czyli prawie nigdy hehe). Uwielbiam też ich markę herbat i czekolad pitnych Whittard. Ale ogólnie herbata angielska jest dla mnie dużo za mocna. Dosłownie zanurzałam torebkę we wrzątku na 1-2 sekundy, a już miałam bardziej brązową od kawy.
    A próbowałaś Marmite’a? Ja przegapiłam… :(

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Whittard nie próbowałam. Wiesz co, te herbaty chyba nie tyle są mocne co mają dużo garbników i stąd ten kolor. Ale smakiem żadne inne im nie dorównują. A! No Marmite, jasne, że jadłam! Jak mogłam zapomnieć!!! Powiem tak: smak jest OK, tylko nie wiem po co smarować sobie pieczywo drożdżami?
      Adaś ma bana na fryty?

      Odpowiedz
      • Rubella

        Bana może nie,. Tzn: wiem, że w końcu nadejdzie czas, że nie będę mieć wpływu na jego dietę i zapewne skosztuje i fast foodów, ale jak długo mam coś do powiedzenia w temacie jego diety, tak długo pewnych produktów mu nie daję. Ale nie jestem żadną bojówką, jak goście przynoszą jakieś u nas nie spożywane na co dzień rzeczy, nie zabieram i daję skosztować. Zakazany owoc smakuje najlepiej, nie chcę, żeby dziecko całe dzieciństwo marzyło o lizaku. W sierpniu pierwszy i ostatni raz jak dotąd jadł żelki i do dziś wspomina z łezką wzruszenia w oku ;)

        Odpowiedz
        • Ania

          Ania

          Ja mam podobne podejście, chociaż moje starsze dziecię frytki jada od wielkiego dzwonu w Macu. Ooo, żelki… aż mnie rozczuliłaś… ;)

          Odpowiedz
  • Ania z Primo

    Z tymi dziwnymi, śmierdzącymi potrawami odnalazłabyś się we Włoszech (słowo, jadają tak!)
    Cały Twój post chodziły mi po głowie octowe chipsy, które uwielbia mój mąż. Odkąd wrócił z Anglii (7 lat temu), nie przestaje ich wspominać ;)
    Puddingu natomiast bym nie tknęła.. Nie znoszę budyniów (budyni?), zwłaszczsa tych, które dojrzewają dwa miesiące :p

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      No właśnie, ja nie wiem dlaczego nikt u nas nie zrobi choćby niewielkiej partii takich chipsów. Pewnie nie byłyby hitem, hihi.

      Odpowiedz
  • alessandra

    Nigdy, za żadne skarby świata, nie zjadłabym owczego żołądka. Ani puddingu, skoro już o tym mowa. Z tego, co opisałaś, jedynie smażony mars wchodzi w rachubę – zapewne pierwszy i ostatni raz w życiu, organizm mógłby tego nie znieść… ;)

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Pudding mnie kusi tylko przez ciekawość, generalnie nie lubię takich „budyniowatych” potraw.

      Odpowiedz
  • Ula

    Fish and chips bardzo mi smakowało. A do tego taki fajny rozgnieciony groszek dostaliśmy. I angielskie śniadanie przenieśliśmy na polski grunt- z polskimi produktami, bo kiełbaski, które jedliśmy w Anglii były tragiczne. I jesteśmy z mężem fanami fasolki, zawsze kilka puszek stoi w kuchni na wszelki wypadek :)

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      O proszę. Ja nie jadłam tego skądinąd słynnego groszku, ponoć jest zwykle dość wodnisty. No nie wiem, nie wiem… ;)

      Odpowiedz
  • W 80 blogów dookoła świata: Dziwne niemieckie dania. | blog

    […] kuchnia? Szwedzkie kuchnie!Wielka Brytania:English-at-Tea – Kuchnia Anglii moim okiem English My WayEnglish-NookWłochy:Wloskielove – Jak Włoszki to robią, czyli czy makaron tuczy? Primo […]

    Odpowiedz
  • Aleksandra J.

    Jadłam raz te chipsy o smaku octu! Znajomy z Londynu mi je przywiózł :) Nie mówił wtedy jeszcze dobrze po polsku ,a ja nie znałam tak dobrze angielskiego i był ubaw, gdy mi próbował wytłumaczyć, jaki smak mają :D

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Ubawiłaś mnie, właśnie się zastanawiałam, jak wytłumaczyć komuś smak octowy…

      Odpowiedz
  • W 80 blogów dookoła świata: Dziwne niemieckie dania. | blog

    […] kuchnia? Szwedzkie kuchnie! Wielka Brytania: English-at-Tea – Kuchnia Anglii moim okiem English My Way English-Nook Włochy: Wloskielove – Jak Włoszki to robią, czyli czy makaron tuczy? […]

    Odpowiedz
  • Jakub Krajewski

    Miałem okazję spróbować czipsy octowe i dla mnie to tragedia. Kiedy sobie o tym przypomnę to od razu kojarzy mi się scena z Harrego Pottera, gdzie bohaterowie rozmawiali o wielosmakowych cukierkach. Jeden z nich opowiadał, jak to wylosował pewnego razu cukierka o smaku wymiocin. Nie wiem jak wymiociny smakują, ale gdybym miał zgadywać, to właśnie tak jak czipsy octowe :)

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Łi tam, octowe dobre są, po paczuszce ma się wypaloną jamę ustną. Ja z Harry’ego zapamiętałam cukierki o smaku woskowiny z uszu, hihi.

      Odpowiedz
  • Dorota

    Christmas pudding – zastanawiałam się kiedyś, co to jest…. takie małe, zapakowane, stoi na półkach w sklepie od listopada i jest potwornie drogie. Teraz już wiem…. i dobrze mi intuicja podpowiedziała, żeby tego nie kupować ;)

    Odpowiedz
  • Nika

    Jadlam owe fish &chips w Londynie na ulicy, ale ryba taka mi nie lezy.. No chyba ze smakowalaby jak hamburger :) Owszem zjem jak nie ma nic innego, ale nie przepadam specjalnie.
    Inne podejscie do prawdziwej kuchni brytyjskiej skonczylo sie porazka..;To bylo jakies d

    Odpowiedz
  • Nika

    Jadlam owe fish &chips w Londynie na ulicy, ale ryba taka mi nie lezy.. No chyba ze smakowalaby jak hamburger :) Owszem zjem jak nie ma nic innego, ale nie przepadam specjalnie.
    Inne podejscie do prawdziwej kuchni brytyjskiej skonczylo sie porazka..;To bylo jakies danie o nazwie zapamietanej z ksiazek Agaty Christie i na dodatek w dobrej restauracji. Ale jaki ochydny smak … nie dalam rady, to bylo nie do przelkniecia:)
    Pozdrawiam Nika

    Odpowiedz
  • Różowa Klara

    Smażony Mars? Cieszę się, że tu trafiłam.

    Odpowiedz
  • Diana Korzeb

    Oł maj gad – kuchnia brytyjska to taki klasyk sam w sobie, że mogłabym o niej gadać godzinami ;). A tak na serio:

    -próbowałam osławionego Marsa i był mega dziwny – ciepła, roztopiona czekolada z dużą ilością tłuszczu (oleju?), jak dla mnie fuj, Luby powiedział, że daje radę

    -angielskie i szkockie śniadanie smakuje mi bardzo, mimo, że wcześniej nigdy nie byłam fanką fasolki. Najmniej jadalne w tym zestawieniu jest czarne „kółko” w wersji szkockiej, ale już nie pamiętam z czego jest zrobione

    -haggis jadłam tylko jako nadzienie obtoczone panierką i smażone w głębokim tłuszczu, było takie sobie, ale chętnie spróbowałabym tego tradycyjnego (mimo, że oczywiście opis potrawy jest raczej odstraszający)

    -dlaczego oni do wszystkiego dodają octu?! U nas ten ocet też jest, ale często go nie czuć, np nie byłam w stanie kupić majonezu, w którym nie byłoby czuć octu. Octowe chipsy są za to całkiem ok

    -sos HP uwielbia mój mężczyzna, dobrze wchodzi do mięcha ;)

    -w uk jest kuchnia całego świata, ale sami jakoś nie mają zbyt wielu pyszności do zaoferowania, gdyby mnie ktoś zapytał z czym mi się kojarzy kuchnia szkocka (a i pewnie cała brytyjska) to bez wahania odpowiedziałabym: take away’e i wszystko smażone w głębokim tłuszczu

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      W końcu ktoś, kto jadł tego Marsa! Ha! Widzę, że jesteś odważna kulinarnie, hihi. A z octem też nie wiem o co chodzi.

      Odpowiedz
  • Transmem

    Kuchnia brytyjska wbrew pozorom przypomina nieco naszą polską, ale regionalną. Christmas pudding to praktycznie odpowiednik moczki, czyli śląskiej potrawy wigilijnej. A co do walkersów – faktycznie mogliby je u nas produkować, przyjęłyby się na pewno!

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Hmm, bardzo możliwe. Moczka jest mi nieznana, jestem ze wschodu. U mnie na Wigilię jada się s m a ż o n e uszka.

      Odpowiedz
  • Daria

    Ooo mniam ! Ale bym sobie rosolek zjadla !
    Ja staram sie trzymac z dala od tradycyjnej angielskiej kuchni obrazajac wszystkich dookola. Jak dla mnie to po prostu jest za tluste i zbyt misz masz i wszystko na talerzu.
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie :)

    Odpowiedz
  • consek

    O jak dobrze że trafiłam na taki ciekawy blog. Niektóre produkty skopiowałam i poproszę aby mi znajoma przywiozła z UK. Co do herbaty z Wyspy to rzeczywiście jest o niebo lepsza od naszych .

    Odpowiedz
  • Mariusz

    Polecam test najgorszego angielskiego jedzenia na kanale „Kocham Gotowac” , sa tam jajka w occie, marmite i nie tylko ;).

    http://www.youtube.com/watch?v=wxrxwSCB31U

    Trafilem tu bo listening mi kuleje :).

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Ha-a! Lekko obrzydliwe ale zabawne. „Kiełbasek” bym nie tknęła, za to chipsy i Marmite – with pleasure!

      Odpowiedz
  • English for Lunch

    Ja uwielbiam brytyjskie śniadanie i jak mam więcej czasu rano to sobie takie przyrządzam :-).

    Odpowiedz
  • Czosnek w kuchni hiszpańskiej | Hiszpański na luzie

    […] kuchnia? Szwedzkie kuchnie!  English-at-Tea Kuchnia Anglii moim okiem   English My Way English-Nook Wloskielove Jak Włoszki to robią, czyli czy makaron tuczy? Primo Cappuccino […]

    Odpowiedz

Skomentuj

Current ye@r *