Jak się teraz uczę. Etutor.

Autor: Ania
21.05.2014
macbook-air

Zaczęło się od krótkiego wyjazdu w Bieszczady. Gdzieś tak w połowie drogi siedzący za mną brat mojego męża (nie lubię wyrazu „szwagier”, brr) zaczął ulubioną zabawę większości anglistów pt. „A jak jest po angielsku…?” Rozrywka była przednia. Dla niego. Wśród dziesiątek słówek, o które zostałam zapytana były m.in. krawężnik, krata w samochodzie, żwir, wiadukt, barierka przy schodach czy objazd. Na zasadzie: czy umiesz nazwać to co widzisz? Nooo… niekoniecznie wszystko umiałam… ekhem… no sporo to nawet nie pamiętałam wcale. Zabawa została przedłużona do samego wieczora, a przerywana była średnio co pół godziny stwierdzeniem mojego szczerego współpodróżnika: „O rrrany, jak ty nie znasz słówek!”. No fakt. Na marną osłodę miałam jedynie to, że on też nie zna.

Postanowiliśmy, że będziemy się uczyć. Ja się uczyłam dotąd dość „analogowo” i mój zapał jakby przygasł ostatnio. On – głównie z SuperMemo, z którym przeżył rok i potrzebował odmiany. Pytał, czy wpadło mi w oko coś innego.
Wpadło. Po pierwsze słownik „Diki”, po drugie związana z nim platforma etutor. Uwaga – nie jest to wpis sponsorowany (chociaż abnamencikiem darmowym nie pogardziłabym, o nie, hihi), nie mam też żadnego interesu w opisywaniu poniższej platformy: nie mam tam siostry, stryjka ani żadnej ciotecznej babki. Po prostu mi się ostatnio spodobała i na jej rzecz zrezygnowałam z mojego ślicznego zeszyciku. Na jak długo, się okaże. Ja korzystam z tego, co tam jest za darmo, brat męża wykupił sobie abonament na rok. Dzięki jego uprzejmości, poklikałam sobie w deszczowy wieczór po etutorze bez pieniądza, stwierdzając trzeźwo, że za rok dostępu do wszystkiego w etutorze będę miała nianię elektroniczną/fotelik do karmienia. Co nie znaczy, że płacić nie zamierzam wcale. Wręcz przeciwnie, funkcji na etutorze jest tyle i jest on na tyle fajny, że podejrzewam, że dam się w końcu skusić. O werscji „full” będzie jutro.
Dziś o tym, co moje ulubione, czyli co mam za darmo. Za darmo bawię się tak:
- odpalam www.diki.pl albo www.etutor.pl
- loguję się w etutor
- wyszukuję sobie słówka w słowniku i dodaję je do mojej listy powtórek
Proste, czyż nie?

Co mi się podoba?

  • Zasób słów – baaardzo rzadko zdarza mi się, żebym nie mogła w nim czegoś znaleźć; znajdowałam nawet idiomy.
  • Wymowa – wyszukiwane słówko mam z zapisem wymowy i głosem
  • Zastosowanie – przy większości słówek podany jest przykład (bardzo często nawet kilka) użycia w zdaniu
  • Opcja dodawania do powtórek – przy słówku (każdym jego znaczeniu w języku polskim) jest zielony plusik, który się klika żeby powtórki etutora „zapamiętały” słówko
  • Wpisywanie słówek – powtórki działają na zasadzie prostych fiszek ale tu się nie tylko patrzy i stwierdza „wiem/nie wiem”, tu się wpisuje wyrazy – to podoba mi się najbardziej!
  • Opcja „szybkie powtórki” – słówka wyświetlane są w formie tabelki, bez przykładów. Wystarczy kliknąć (są też skróty klawiszowe) w słówko i pojawia się jego znaczenie. Fajna rzecz kiedy „fiszki” się znudzą albo chcemy szybko „przelecieć” materiał.
  • Intuicyjny interfejs – wszystko jest logicznie pogrupowane, nie miałam ani razu problemu ze znalezieniem jakiejś funkcji.
  • Opcja „trudne elementy” – system zbiera słówka, które sprawiły większy problem niż pozostałe. Dobra rzecz, ma się te „najgorsze” wyrazy w jednym miejscu a poza tym można je przećwiczyć inaczej niż w wyjściowych fiszkach; w wersji darmowej mamy opcję „tłumaczenie na angielski”/”tłumaczenie z angielskiego” i „tłumaczenie słówek w zdaniach”. Reszta opcji, np. „dobieranie podpisów”, „nauka ze słuchu” czy „dyktowanie” jest już płatna. Ale dobre i to.

Co mi się podoba mniej czyli czego nie ma za darmo.

  • Jedna lista słówek – oczywiście można ją powiększać i powiększać, ale jeśli chciałoby się mieć więcej list (np. dla oddzielnych kategorii słówek) to trzeba za tę przyjemność zapłacić.
  • Brak możliwości importowania gotowych list słówek w wersji dusigroszowej – a liczba list jest kusząca, np. dla C2 są to 143 listy „gotowców”. Cóż, się nie chce płacić, się nie ma.

Tyle na razie o wersji demo i darmo. ;) Podsumowując: fajne fiszki, które robią się „przy okazji” szukania słówek w słowniku. Żeby mieć więcej i fajniej, potrzebna kasa. Mój męczyciel podróżniczy kasę zapłacił i jak na razie bardzo sobie chwali etutora. Zobaczymy, czy i ja się dam skusić na „full version”.

A może Wy macie większe doświadczenie z etutorem? Albo z innymi aplikacjami/stronkami fiszkowymi? A może nie znosicie fiszek w ogóle?

Czekam na Wasze opinie.

Skomentuj

Current ye@r *