Jak słuchać, żeby usłyszeć.

Autor: Ania
11.06.2014
headphones

Oj, kochani nie jest lekko… Moje plany umieszczenia obiecanego wpisu na temat „listeningów” spełzły na niczym. Mam nadzieję, że wybaczycie zaawansowanej ciężarówce, że jutro wypadło za tydzień. Kobiecie na finiszu chyba można się trochę wyluzować, nie?

No dobrze. Ostatnio pisałam o tym, dlaczego wielu uczniów ma problemy z rozumieniem angielskiego ze słuchu. Czyli diagnozę mamy za sobą. Dziś faza: leczenie. Kilka porad dla tych z was, którzy „niedosłyszą” po angielsku.

Jak ćwiczyć rozumienie ze słuchu?

Alfabet fonetyczny – te dziwne robaczki.

Moim zdaniem „dziwne znaczki” to zupełna podstawa w nauce tak wymowy jak i rozumienia ze słuchu. Nie wyobrażam sobie nauki języka bez podstawowej chociażby znajomości zapisu fonetycznego. Taak, wiem, że można zapisać sobie wymowę po swojemu, zeszyty z dziwolągami typu „łek” czy „diskawery” widywałam. Tylko, się pytam, po co?
Alfabet fonetyczny (IPA) to zapis uniwersalny, co oznacza, że te same symbole znajdziemy we wszystkich słownikach, podręcznikach czy innych źródłach. Czyli – nie ma opcji, że ktoś zapisze coś „ całkiem po swojemu”. Błędy są naturalnie możliwe, szczególnie kiedy osiąga się pewien stopień samodzielności w posługiwaniu się symbolami, jednak wyrazy zapisywane są według jednolitego systemu. Sam alfabet nie jest wcale trudny. Wymaga jednak objaśnienia, jaki znak odpowiada jakiemu dźwiękowi. Za to, po opanowaniu tego, mamy jasność jak wymówić dane słowo tylko na podstawie zapisu fonetycznego i nie straszne nam żadne symbole, nawet [æ] czy [ð].

Idealnie, jeśli w nauce alfabetu fonetycznego pomógłby nam zaprzyjaźniony nauczyciel (z dobrą wymową, bo z tym bywa różnie). Każdy anglista po studiach kierunkowych alfabet zna, ma przećwiczony i powinien umieć wyprodukować paszczą każdy z tego alfabetu dźwięk. Kilka lekcji „z wymowy” dla wszystkich nieobeznanych z alfabetem IPA to naprawdę dobra inwestycja w rozumienie ze słuchu. Kiedy zna się poszczególne dźwięki, wie jak się je zapisuje i wymawia, rozumienie ze słuchu przychodzi o wiele łatwiej, uwierzcie mi.

Jeśli nauczyciela wymowy nie mamy aktualnie na liście znajomych, możemy skorzystać z pomocy Wujka Youtube. Tu możemy znaleźć kilka, moim zdaniem dobrze zrobionych, filmików uczących tajników alfabetu fonetycznego. Są po angielsku (polskich się nie doszukałam), ale nawet bez rozumienia wszystkiego co do joty z komentarza można przećwiczyć z filmikami wymowę każdego „robaczka”.

Minimal pairs – zacznij od podstaw.

Kiedy opanujemy już podstawy zapisu i wymowy poszczególnych głosek angielskich, warto poćwiczyć rozróżnianie dźwięków podobnych w tzw. minimal pairs – parach wyrazów, których wymowa różni się tylko jedną głoską, np. fit [fɪt] i feet [fi:t]. Od tego naukę poprawnej wymowy (i tym samym rozumienia ze słuchu) zaczynają studenci-językowcy. Fajna strona z minimal pairs jest np. tu: http://www.shiporsheep.com. Małe zastrzeżenie: symbol [ɜ:] na stronie jest zastąpiony nie wiedzieć dlaczego przez [e:] – ja nie znam takiego symbolu jak ten ostatni.

Słownik – twój przyjaciel.

Za każdym razem kiedy uczymy się nowego słówka czy zwrotu, zaglądajmy do naszego przyjaciela słownika. Najłatwiejszą opcją będzie tu słownik internetowy, gdzie po kliknięciu w wymowę od razu ją odsłuchamy. Ja polecam www.diki.pl ale oczywiście każdy może znaleźć taki, który lubi.
Jeśli nie w internetowym, sprawdzamy wymowę w zwykłym słowniku (tu oczywiście niezbędna jest umiejętność odcyfrowywania „robaczków” fonetycznych).
Generalnie, obowiązuje jedna zasada: nie wymawiamy nowych słówek „na czuja” – wymowę sprawdzamy z a w s z e. Angielski jest zwodniczy, sprawdzenie zajmuje chwilę a procentuje pewnością prawidłowej wymowy, co za tym idzie, poprawnego rozumienia języka ze słuchu. Każdy sprawdzony wyraz to dodatkowe ćwiczenie, a pamiętajmy, że nie ma czegoś takiego jak za dużo ćwiczeń.

Warto w tym miejscu wspomnieć o (dobrze znanym językowcom) słowniku wymowy. Tak, tak, coś takiego istnieje! Najbardziej chyba znany to słownik Wells’a z Longmana. Obecne, trzecie wydanie, zawiera „nowoczesne” słówka takie jak iTunes czy Skype, 225 000 zapisów fonetycznych (wymowa brytyjska i amerykańska), akcent „phrasali”, oraz, co istotne, płytę CD z wymową, możliwością nagrania siebie, nauką symboli fonetycznych (czyli możemy nie szukać filmików instruktażowych na youtubie). Ja płyty nie mam, podaję za informacją z księgarni Gandalf. Taki słownik to niemały wydatek (ok.130-150 zł), ale warto uśmiechnąć się do kogoś bliskiego przed urodzinami czy inną gwiazdką.

Filmy.

Oglądanie filmów jak najbardziej polecam, jednak trzeba pamiętać, żeby zwyczajnie nie dać się takim filmem zabić. Czyli: nie rzucajmy się na głęboką wodę, bo zbyt trudny język (szybki, z akcentem, dużo slangu) może nas raczej zniechęcić niż czegokolwiek nauczyć. Dość dobre do nauki są kreskówki, aktorzy pokładający głos z reguły mówią dość wyraźnie jako że widzom ciężko byłoby w przeciwnym razie zrozumieć wypowiedzi z ruchu warg postaci.
Co do strategii oglądania, wydaje mi się, że dobrze jest obejrzeć film w oryginale, następnie – z napisami angielskimi, a jeśli to nie pomaga – z napisami polskimi. Tu trzeba uważać, bo napisy polskie bywają czasem, delikatnie mówiąc, niezbyt dobre, szczególnie tłumaczenie idiomów. Do ćwiczenia rozumienia ze słuchu na zasadzie „bez napisów, z angielskimi, z polskimi” trzeba cierpliwości. Sposób jest dobry raczej w przypadku krótkich filmików, ja osobiście nie wyobrażam sobie powtarzania dwugodzinnego seansu razy trzy.

Podcasty.

Co to są podcasty? Jak podaje wiki, podcast to „forma internetowej publikacji dźwiękowej lub filmowej, najczęściej w postaci regularnych odcinków, z zastosowaniem technologii RSS. Nazwa wzięła się z połączenia słów iPod – odtwarzacz muzyczny firmy Apple i broadcast (z ang. transmisja, przekaz). Według innych źródeł pochodzi od skrótu określenia Personal On Demand.” Tyle, jeśli chodzi o definicję. Podcasty to zwykle krótkie pliki dźwiękowe, na których można świetnie poćwiczyć rozumienie ze słuchu. Stron z fajnymi podcastami jest całkiem sporo, temat zasługuje moim zdaniem na osobny wpis (zapraszam najdalej pojutrze, tym razem takie prawdziwe, nie za tydzień – no, chyba że wyląduję w szpitalu, hihi).

Piosenki.

Fajne są. Muzykę lubi chyba każdy, poza tym zawsze fajnie wiedzieć, co tak naprawdę śpiewają nasi anglojęzyczni ulubieńcy. Najczęściej można się potężnie zdziwić. Znam niejedną osobę, która od piosenek zaczynała i dzięki piosenkom angielski pokochała. Ja sama uwielbiałam robić tłumaczenia moich ulubionych hitów (eh, niezapomniane „Bohemian Rhapsody”!), także i z polskiego na angielski. Niejeden koń by się z nich uśmiał, ale nauczyłam się dzięki nim całkiem sporo pożytecznych związków frazeologicznych i słówek.

Na koniec, jeszcze kilka uwag.

Na co warto zwrócić uwagę, ćwicząc rozumienie ze słuchu.

Transcripty – szukając materiałów do słuchania, wybierajmy przede wszystkim takie, do których są transcripty (zapisy tego, co słyszymy). To pozwoli nam zwyczajnie sprawdzić to, czego nie rozumiemy. Poza tym daje to też możliwość samodzielnego wymyślenia ćwiczeń, np. przez „wygapowanie” (utworzenie luk) w tekście zapisanym.

Możliwość ponownego odtworzenia – chyba nie muszę tłumaczyć, dlaczego. Słuchanie np. bieżących wiadomości w tv czy radio daje oczywiście możliwość osłuchania się, ale jeśli czegoś nie załapiemy, bez możliwości powtórzenia materiału możemy polegać tylko na własnych domysłach.

Odpowiednie nagranie – poziom, długość, rodzaj języka mówionego powinny być dostosowane do poziomu naszego zaawansowania językowego. Słuchanie zbyt trudne jak i zbyt łatwe po prostu zniechęca. Dobrze, jeśli tekst słuchany jest dla nas generalnie zrozumiały, ale zawiera kilka nowych zwrotów czy słówek.

Interesująca treść – wiadomo, najlepsze jest to, co pobudza nasz ośrodek przyjemności w mózgu. A pobudza to, co nas ciekawi. To chyba dość jasne.

„Ćwicz, ćwicz, ćwicz” – nie napiszę, że im częściej tym lepiej, bo wszystko można przedawkować. Tak jak w przypadku innych rodzajów ćwiczeń, lepiej posłuchać np. jednego-dwóch krótkich podcastów codziennie albo dłuższych dwa razy w tygodniu, ale robić to metodycznie (czyli analizując niezrozumiane fragmenty, wynotowując nowe słówka) niż otaczać się angielskim lecącym w tle. Tło może nam zapewnić osłuchanie się z melodią i rytmem języka, ale w rozumieniu konkretnych treści raczej nam nie pomoże.

Dobrze. Mam nadzieję, że choć trochę pomogłam. Czekam na wasze patenty i doświadczenia związane z rozumieniem ze słuchu. Takie piękne ciepło – słuchawki na uszy i na rower! To znaczy wy. Ja, pozwólcie, sobie poleżę…

2 Responses to “Jak słuchać, żeby usłyszeć.”

  • Teresa

    Uwielbiam Panią czytać. Upały pewnie dają się we znaki w obecnym stanie. Jeżeli chodzi o dzisiejszy wpis to zastanawia mnie jak wprowadzić to w moim gimnazjum. Właśnie wczoraj robiłam ankietę- „co lubisz, czego nie lubisz na angielskim”. Wyszło na to, że właśnie słuchanie jest największą zmorą, za szybko, nic nie rozumiemy, itd. . Wiem jakie jest rozwiązanie (każdy nauczyciel wie)- ćwiczyć, ćwiczyć…tylko jak o tym przekonać gimnazjalistów? Nie umiem sobie wyobrazić jak znajomość „robaczków” mogłaby im w tym pomóc. Piosenki są fajne ale poza tym, na poziomie gimnazjalnym, ciężko mi coś sensownego wymyślić.
    Pozdrawiam Panią serdecznie i życzę cierpliwości na „finiszu” :)

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Dziękuję za miłe słowa. Słuchanie to zmora niejednego ucznia, to fakt. Jak przekonać gimnazjalistów? Wydaje mi się, że jak zawsze, poprzez „czyn”, a nie tłumacząc, że to ważne. Teraz już za chwilę koniec roku, lekcje są luźniejsze, to moim zdaniem najlepsza pora na ćwiczenia ze słuchu. Ja i moje koleżanki „robaczki” robiłyśmy w gimnazjum, szło nieźle. Wiadomo, nie ma sensu katować miejscem artykulacji, ale zacząć od podstaw – które znaki są używane, które nie, jak słychać różnicę (szczególnie w samogłoskach), jak zmienia się sens słówka jak się w nim wymówi inaczej jeden dźwięk… A praktykę w formie powtarzania, czemu nie? W grupie, potem ochotnicy, na zasadzie, kto to umie powtórzyć. Do tego konkursy, np. minimal pairs właśnie, potem odgadywanie zapisanych fonetycznie słówek (z całego roku – przy okazji powtórka). Rozpisałam się… Jeśli zdążę to pomyślę, poszperam i postaram się napisać jak najszybciej o tym osobny post. Pozdrawiam serdecznie!

      Odpowiedz

Skomentuj

Current ye@r *