Wywiad – Klucz do wielu zamków

Autor: Ania
04.02.2014
doors-5_l

Dziś serdecznie zapraszam do przeczytania mojej rozmowy z panem Radkiem Krzyżanowskim, o którego wykładzie wspominałam we wpisie tutaj.

Radosław Krzyżanowski – speaker i teacher trainer Oxford University Press, tłumacz przysięgły języka angielskiego, lektor specjalizujący się w nauczaniu Business English oraz przygotowaniu do egzaminów. Zainteresowania: m.in. literatura amerykańska i procesy przyswajania języka obcego.

Jak Pan się uczył angielskiego?

R. K. Myślę, że mój przypadek jest dość nietypowy ponieważ naukę języka angielskiego rozpocząłem w wieku lat 16… tak, tak w dzieciństwie nie miałem takiej możliwości. Typowe z kolei było to, że miałem szczęście trafić na wyjątkowego nauczyciela, który wprowadzał na zajęciach odpowiednią dla mnie atmosferę. Z wykształcenia był filozofem. Kiedy próbuję zrozumieć na czym polegał fenomen jego lekcji, dochodzę do wniosku, iż podszedł do nas w inteligentny sposób – rozpoznał nasze potrzeby i dostosował do nich zajęcia. Wniosek?

Najlepsza metoda nauczania języka obcego to inteligentny nauczyciel.

Oszalałem na punkcie angielskiego. Otaczałem się nim wszędzie, na ścianach zamiast plakatów wisiały ‘mind maps’ ze słówkami, w kieszeniach zamiast drobnych nosiłem fiszki (własnej produkcji) i oczywiście bez przerwy mówiłem do siebie.

Pozwolę sobie na jeszcze jeden wniosek – intensywność nauki ma większe znaczenie niż jej długość. Jestem tego najlepszym przykładem.

 

Czy pamięta Pan jakąś anegdotkę związaną z Pana znajomością angielskiego?

R. K. W trakcie studiów, a było to w latach 90’ ubiegłego wieku, wyjechałem do Stanów Zjednoczonych, aby zbierać materiały do pracy magisterskiej. Mieszkałem u przyjaciela mojego ojca, który prowadził firmę budowlaną o wdzięcznej nazwie „European Painters”. Ekip tego rodzaju było dość sporo w okolicy, ale wszystkie one miały jeden zasadniczy problem – słabą znajomość języka angielskiego. Po moim przybyciu, firma mojego gospodarza zaczęła zdobywać coraz więcej zleceń, a wszystko dzięki temu, że jako jedna z nielicznych wykonywała pracę w 100% zgodnie z wytycznymi klientów. Wieść ta rozniosła się z szybkością błyskawicy i „European Painters” zdominowała rynek. Niestety po moim powrocie do Polski, obroty firmy drastycznie spadły…

 

Co znajomość angielskiego zmieniła w Pana życiu?

R. K. Język angielski to klucz pasujący do wielu zamków. Otwiera możliwości o jakich osoby nie posługujące się nim biegle mogą tylko marzyć. Dodaje pewności siebie podczas podróży i w kontaktach z cudzoziemcami. Pozwala opanować kolejne umiejętności, nauczyć się nowego zawodu i patrzeć w przyszłość z nadzieją na sukces. Angielski nie zmienił mojego życia – stał się nim po prostu.

 

Co Pan lubi w uczeniu angielskiego?

R. K. W uczeniu angielskiego uwielbiam dwie rzeczy. Po pierwsze tzw. „aha moment” czyli chwilę iluminacji pojawiającą się na twarzach moich uczniów kiedy zrozumieli kwestię, z którą zmagali się od jakiegoś czasu. Jeszcze przyjemniejsze są sytuacje kiedy, mówiąc po angielsku, są zaskoczeni, tym że potrafią wypowiedzieć się na jakiś temat a słowa przechodzą dokładnie wtedy kiedy są potrzebne.

 

Czy pamięta Pan jakąś sytuację „z klasy”, która Pana szczególnie rozbawiła?

 

R. K. Podczas jednego ze sprawdzianów dostarczyłem uczniom test z niebyt wyraźną częścią z zadaniami ze słówek. Nasze szkolne ksero zaczęło szwankować i odczytanie ostatnich kliku pytań było wręcz niemożliwe. Dlatego zdecydowałem się podyktować brakujące słówka. Wymieniłem więc kilka słów w języku polskim i poprosiłem o podanie angielskich odpowiedników. Po zakończeniu sprawdzianu i zebraniu wszystkich prac, siedziałem jeszcze przy biurku kiedy ostatnia wychodząca uczennica obróciła się w moją stronę i powiedziała:

- Z tą „bulbuchą” to pan przesadził. Ja nawet nie wiem jak wygląda to warzywo! Znowu nie będzie piątki!

Zajęło mi dłuższą chwilę zanim zrozumiałem co kryło się za tajemniczą rośliną. Podyktowałem „ból ucha”. Oczywiście rzeczona uczennica nie straciła punktu za „bulbuchę”.

 

 

Skomentuj