Kryzys – part 2. Zaległości.

Autor: Ania
08.10.2014
Catching_up

Weszłam sobie niedawno na jakieś forum onetowe, a tam dramatyczne pytanie jakiegoś nastolatka: „Jak szybko nadrobić oceny? Jestem teraz tak na 2/3 a chcę być na 4.” Pomińmy ogólny „wyraz artystyczny” pytania. Ma chłopak problem, pyta. Dobrze, znaczy, jeszcze mogą z niego być ludzie. Ale jakąż to odpowiedź uzyskuje? No piękną: „Po prostu się więcej ucz.” Żaden filozof grecki lepiej by tego nie ujął, czyż nie?
Uczyć się więcej? Chyba się nikomu nie chce. No, przynajmniej mi nie. Zamiast się uczyć wolę: a. pogmerać w necie, b. pogapić się w telewizor, c. pójść spać. Taka mało wyrafinowana jestem zazwyczaj. Dzięki temu właśnie robią mi się kryzysy, dołki, zastoje w nauce i takie tam mało twórcze stany umysłu. Zatrzymuję się czasem tak na 2/3 zamiast być na 4. Do tego robią mi się zaległości. A ponieważ (przypominam) mam nerwicę bycia Panią Perfekcyjną, rodzi się we mnie konflikt tragiczny doprawdy, który wywołuje poczucie winy i trudne do opanowania pragnienie pozbycia się zaległości raz na zawsze.
Ostatnie zaległości jakie sobie zrobiłam doprowadziły mnie do stanu takiego zniechęcenia, że dobry tydzień nie zauważałam zeszytu ze słówkami leżącego pod ławą. Po tygodniu go zobaczyłam, bo mi się kurz na nim zebrał i musiałam go przełożyć na półkę.

To co z tymi zaległościami? Po przewertowaniu internetu i pójściu po rozum do (własnej) głowy wyszło mi na to, że mamy zasadniczo dwie opcje:
- nadrabiamy
- udajemy, że jesteśmy ponad to.

Opcja nr jeden.

Kiedy okazuje się, że pewną partię materiału ominęliśmy bo „akurat wtedy byliśmy chorzy” a bez niej dalej ani rusz, musimy zasiąść do nadrabiania. O czym trzeba pamiętać? Proszę, oto kilka przykazań:
1. Zrób plan – ogarnij ile i z czego faktycznie masz zaległości: czy to czasy, czy słówka, czy może pół podręcznika różnych zagadnień.
2. Podziel zaległości na dni – zwyczajnie, rozpisz sobie co będziesz nadrabiał danego dnia (najlepiej w kalendarzu). Jeśli masz duże ciśnienie, nie odpuszczaj w niedziele ani piątki.
3. Zacznij – ooo, to najtrudniejsze. Usiądź, i wybierz cokolwiek do nadrabiania:

  • najpilniejsze
  • najtrudniejsze
  • najbardziej obszerne
  • najnudniejsze
  • najkrótsze
  • najbardziej przyjemne

Jedna zasada: nie nadrabiaj zaległości w stronie biernej przed nauczeniem się różnic między czasami. Dobrze radzę. Innymi słowy: „Don’t put the cart before the horses”. Jak nie zrozumiałeś, znaczy, że masz zaległości w przysłowiach.
4. Rób – ustal ze sobą, że choćby nie wiem co pracujesz przez piętnaście minut bez wstawania na siku, herbatkę, fb, budyń, ciasteczko czekoladowe, chałkę z dżemem ani batonika. Kwadrans umartwiania. Potem będzie z górki.
5. Rób dalej – zobaczysz, kwadrans zleci nie wiadomo kiedy, a twoja partia materiału na dziś zacznie przyjemnie maleć.
6. (jak zawsze) Nagródź się – teraz możesz punkt 4. Tylko nie wszystko naraz.
7. Odhacz – to właściwie kontynuacja poprzedniego punktu, nagroda sama w sobie. Fizyczne „postawienie ptaszka” przy rzeczy nadrobionej ma moc. Nie zaniedbaj tego drobnego gestu.

Nie da rady tego wszystkiego zrobić, bo zaległości są potężne? Poproś o pomoc. Zalecam siłę fachową (czyt.: znającą dobrze angielski), która wytłumaczy, pokaże co i jak, zdopinguje i sprawdzi. Kilka dodatkowych lekcji z korepetytorem nikogo jeszcze nie zabiło. Można też i ze zgrabną koleżanką czy przystojnym bratem przyjaciółki, czemu nie? Byleby kumaci byli w temacie języka. Tych co im się teraz kojarzy, odsyłam na korepetycje z biologii.

Pamiętaj, zaległości są be. Są jak króliki – zostawione samopas błyskawicznie się mnożą. Poza tym uniemożliwiają albo co najmniej utrudniają zrozumienie aktualnego materiału. A do tego, zwyczajnie zaśmiecają ci umysł (ciągle kombinujesz jak się ich pozbyć, nawet kiedy o nich niby nie myślisz). Ogólnie, zaległości zatruwają życie i psują radość z uczenia się (tak, tak, to nie oksymoron!).

Myślisz, że zapomniałam o opcji numer dwa? Skądże znowu! Jest tak krótka i sympatyczna, że zostawiłam ją na koniec. Po prostu…

Opcja nr dwa.

Olej zaległości.

Jeśli nie goni cię egzamin, nie masz wizji wygłaszania za miesiąc referatu za granicą ani występowania na rozmowie kwalifikacyjnej do korpo, udaj, że nie masz zaległości. One są w twojej głowie. Po prostu zacznij naukę tam, gdzie ją ostatnio przerwałeś. Wróć do present simple, powtórz czasowniki nieregularne, dalej wypisuj słówka udając, że nic się nie stało. No wiesz, keep calm and carry on…

Jak to mawiają onetowi mędrcy, po prostu się ucz trochę więcej a wyjdziesz na prostą. Dasz radę. Bo kto ma dać jak nie ty?

2 Responses to “Kryzys – part 2. Zaległości.”

  • Rubella

    Zgadzam się ze wszystkim w 100%!!! Takie proste, światłe rady… a tak ciężko wcielać je w życie.
    P.S. Uwielbiam ‚stawiać ptaszki’ hihihi, naprawdę jest to ogromna przyjemność i nagroda! Wszystko muszę mieć w formie checklist! To mnie mobilizuje.

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      No właśnie, światłe rady, eh. Moja nauka to dwa kroki w przód i jeden w tył. Ale się nie poddaję.

      Odpowiedz

Skomentuj

Current ye@r *