Liebster Blog Award

Autor: Ania
28.10.2014
Liebster-Award-banner

Zostałam, jak to się w blogosferze mówi, nominowana. Przyznam, że musiałam najpierw wyguglać tego Liebstera. Uczyniłam to i już wiem: jedni blogerzy „nominują” innych, mniej znanych i zapraszają do udzielenia odpowiedzi na kilka pytań. Następnie nominowany wskazuje innych blogerów i zadaje im swoje pytania. W skrócie: to taki blogowy „łańcuszek” mający na celu wyróżnienie mniej znanych blogów i nagrodzenie ich za „dobrze wykonaną pracę”. Sympatyczne.
Nominację otrzymałam od Ani z mojego ulubionego bloga. Dzięki Aniu, miło mi.

A teraz grzecznie odpowiadam na pytania.

1. Jakie narzędzia pomagają ci w zgłębianiu obcego języka (aplikacje, strony etc.)?

Muszę przyznać, że nie jestem fanką aplikacji i innych dobrodziejstw internetowych ponieważ 1. rozpraszają mnie podczas nauki 2. nie mogę ich używać zawsze i wszędzie, bo niestety jest parę miejsc na tym świecie, gdzie internet jest znany z przekazów ludowych. 3. motywacja spada mi do zera kiedy wchodzę gdzieś i widzę komunikat „masz zaplanowanych 2360 powtórek”, bo to oznacza tylko jeden fakt, który staram się skrzętnie ukryć, a mianowicie to, że się nie uczyłam.
Od czasu do czasu, jak mnie najdzie wena, korzystam z platformy etutor. Pisałam o niej kiedyś, lubię ją i uważam, że jest dobra. Poza tym jest sprzężona z moim ulubionym słownikiem diki.
Nieregularnie korzystam z fiszkoteki.
Generalnie, uczę się analogowo. Zeszyt i ołówek. Totalny oldschool.

2. Jaką książkę do samodzielnej nauki angielskiego na poziomie zaawansowanym uważasz za absolutnie niezbędną i najlepszą?

Hmm… Chyba „Wordbuildera”. Nauczyłam się z niej całego mnóstwa naprawdę przydatnych słówek. Cenię go za to, że słówka nie są udziwnione, tylko takie, z którymi człowiek styka się na co dzień. No, może poza stopniami wojskowymi.
A z gramatycznych dodałabym „Grammar in context” (H. Gethin) – uczyłam się z niej na studiach i była/jest dobra. Jak wskazuje tytuł, gramatyka przedstawiona w kontekście a nie luźnych zdaniach. Polecam.

3. Co sprawia ci największy problem w nauce języka?

Obecnie zmęczenie Matki W Nocy Wstającej. Ubolewam nad tym, bo uczyć mi się chce, ale widok czegokolwiek napisanego drukiem wywołuje u mnie natychmiastową senność. Z tego samego powodu prawie nic ostatnio nie czytam, ja, mól książkowy! Ale kiedyś nadejdzie wiosna…
Poza tym problemem w nauce języka jest dla mnie… uwaga, będzie głębokie wynurzenie… gdzieś zakodowana w głowie blokada wynikająca z przekonania, że nigdy nie będę mówić jak native.

4. Czy byłaś kiedykolwiek w UK – a jeśli tak, to gdzie?

Byłam, trzy razy w Londynie i okolicach. Za każdym razem pobyt był związany z czym innym.

Pierwszy – wycieczka w liceum. Zbieraliśmy na niego pieniądze w klasie chyba ze dwa lata. To był 1997 rok, Anglia była wtedy jeszcze dla nas Zachodem. Zakochałam się wtedy w londyńskich muzeach.

Drugi – mini stypendium na studiach. Trzy tygodnie ze znajomymi z roku (wybrańcami losu, hihi),
fajne zajęcia w dzień (np. creative writing) i urywanie się na samodzielne zwiedzanie i pubowanie. To wtedy odkryłam Tate, moją jak dotąd największą miłość.

Trzeci – praca na obozie językowym. Całkowicie samodzielny wyjazd, kilka dni po zamachach w Londynie. Adrenalina i tyle przygód, że mogłabym założyć o tym pobycie oddzielnego bloga. Doświadczenie bycia nauczycielem w angielskiej szkole, doświadczenie uczenia młodzieży z całego świata (oj, tak, tak, miałam grupę Wietnamczyków, Chińczyków, poza tym miks: Rosjanie, Meksykanie, Europejczycy zewsząd oprócz Polski). Wolne chwile znowu w muzeach i wypadach w okolice (np. Windsor). Chciałabym tak jeszcze raz.

5. Jaki jest twój cel językowy związany z angielskim?

Patrz punkt 3: mówić jak native czyli superbiegle, płynnie i umieć używać wszelkich „smaczków” typu idiomy czy powiedzonka.

Nie nominuję nikogo, wybaczcie (wybacz, Aniu), bo wszystkie blogi, które mogłabym wskazać zostały już nominowane, do głowy przychodzą mi jedynie te, które mają więcej czytelników niż mój. Ale! Jeślibyście chcieli stanowić kolejne ogniwo liebsterowego łańcuszka, dajcie znać, z chęcią zadam wam kilka pytań.

Na koniec znowu trochę prywaty. Wybaczcie kochani, którzy mnie czytacie, że ostatnio lekko się zaniedbałam blogowo. Pomysły mam ale życie dzieciowe łatwym nie jest w sezonie chorób, do tego wróciłam na kilka godzin do pracy i miałam chrzciny (tzn. młody). Czas mi zmienili i chodzę nieszczęśliwa cała bo mam pobudki znowu wczesne a to koryguje nieco mój życzliwy stosunek do życia. I jesień jest to przecież trzeba mieć trochę splina, nie? Wiecie, jak mawiał mój idol Tuwim, „listopad to wrzód na dwunastnicy roku”, a jest tuż, tuż…

A jak tam wasze nastroje i jak idzie wam nauka? Bo mi eeee… #moglbybyclepiej…

 

6 Responses to “Liebster Blog Award”

  • Rubella

    Tym bardziej doceniam, że jednak nie olałaś mojej skromniej nominacji! No i za ciepłe słowa – dziękuję!
    I widzę, że to mojego niekończącego się stosu dorzucę gramatykę w kontekście, słyszałam o niej, a nie miałam okazji korzystać – a na kubuku jest za ledwie za 25 zł, grzech nie skorzystać!
    Mnie nic nie idzie, nie tylko nauka. Też mam jesienny Weltschmerz. Zazdroszczę Ci tego obozu młodzieżowego, musiało to być niesamowite doświadczenie!
    (wiesz, że mam tę samą blokadę i komplex pt. nigdy-nie-będę-nativem-nieważne-jak-się-będę-starać?

    Odpowiedz
    • Rubella

      same literówki w powyższym komentarzu, już późna pora (i trochę piffka) ;)

      Odpowiedz
      • Ania

        Ania

        Nie szkodzi, nie pisz mi tu o pifku bo jeszcze bardziejszy mam Weltschmerz wtedy… Nic to, powtarzam sobie, że jeszcze parę miesięcy i wrócę do świata żywych! Rok po urodzeniu córki był chyba najbardziej produktywnym rokiem w mojej pracy, miałam mnóstwo energii. Trzeba czekać… A na obozie było super, wspomnień co niemiara i uczeniowych i ogólnożyciowych. Nie ma to jak Polka uczy w Anglii Chińczyków, hie hie. Najlepsze było czytanie listy obecności przeze mnie na porannym apelu, musiałam powtarzać trzy razy nazwiska zanim ktoś załapał i odkrzyknął „present”. Bo z twarzy też jakoś nie mogłam rozpoznać który to jest a którego nie ma. :)))

        Odpowiedz
  • Agata

    Mnie też wszystko opornie idzie. Najlepiej zgonić na jesień plus młodocianego. Choć mój łaskawie spał dziś do 9 (wow!). Przygotowana przeze mnie impreza halloweenowa w szkole kosztowała mnie mnie mnóstwo energii, ale dzieci zadowolone a to najważniejsze. Mam wpis liebsterowy przygotowany ale jak widać nawet publikacja słabo mi idzie :( co się da odkładam na jutro :P

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      No to witam w klubie. A ile młodzież ma lat? Ja też robiłam Halloween, ściągnęłam od Ciebie co nieco. Dzieciakom szczególnie się podobały mandarynki w zastępstwie dyń. Jak widzisz, nie jest źle, nawet jesienią jesteś użyteczna społecznie. :)

      Odpowiedz
  • Agata

    Fajnie, że się przydało. Mój prawie 2, ale angażujący z niego typ ;)

    Odpowiedz

Skomentuj

Current ye@r *