Egzaminy – na przekór

Autor: Ania
23.07.2013
bigstock-Exams-45626137

Wakacje… wakacje… Najdłuższe w życiu miałam pomiędzy liceum a studiami. W pełni zasłużone bo poprzedzone okropnym stresem maturalnym i egzaminacyjnym. Dobrze zdane egzaminy decydowały wtedy (ekhem, niedawno) o studenckim być albo nie być. Stres był bo przecież „I had a dream!”. Anglistyka, parę (ekhem) lat temu prestiżowa i trudno osiągalna, była moim wymarzonym kierunkiem, mocno pachnącym lawendowymi pamiątkami przywiezionymi z licealnej wycieczki do Londynu. Poza tym Szekspir! Sonety miłosne, ach i ech, przecież angielski to samo piękno!

W całym tym pięknie tkwił jednak pewien szkopuł, a mianowicie moje przeświadczenie, że ja się, niestety, na tę anglistykę nie dostanę. Bo:

- nie brałam „korków” (kiedy obejrzałam się, że może przydałyby mi się przed egzaminami, najlepsi nauczyciele w moim niewielkim mieście byli już „pozajmowani”, ach ten refleks)

- w liceum miałam zawsze „cztery plus” na koniec roku

- na maturze próbnej dostałam tróję (co prawda tylko „dzięki” limitowi słów w wypracowaniu, który znacznie przekroczyłam, ale nie podziałało to na mnie budująco)

- na jedno miejsce było wtedy chętnych 14 kandydatów

- pochodziłam z małej miejscowości, gdzie głęboko była zakorzeniona wiara w łapówki w zamian za miejsce na studiach, a brak wiary w zdolności i talent

- rodzice (nota bene wspierający mnie w egzaminacyjnych bojach) wierzyli w tę moją anglistykę, hmm, średnio, być może z wrodzonej powściągliwości i zasady umiarkowanego pesymizmu (w razie czego się ucieszymy, ale wiesz dziecko, za mocno się nie nastawiaj).

To wszystko sprawiało, że „papiery” na studia złożyłam, ale bez większych nadziei. Po czym zaczęłam się uczyć. A kiedy zaczęłam, zaczęło rodzić się we mnie przekorne postanowienie „nie dam się”. Postanowiłam, że nie dam się: opiniom innych, sytuacji na uniwersytetach, mojemu pochodzeniu (duża, ale wieś) a przede wszystkim mojemu obniżonemu poczuciu własnej wartości. I wzięłam się za naukę. Z uporem i „na przekór”. Co było dalej? Jakie miałam metody nauki? O tym w następnym wpisie (w końcu nie może być za dużo do czytania bo… wakacje!).

Skomentuj

Current ye@r *