Nauczyciel angielskiego. Krótka charakterystyka.

Autor: Ania
14.10.2014
English_teacher

Nauczyciel angielskiego jest kobietą po trzydziestce, żyjącą w zamierzchłej glorii przebrnięcia przez studia, na które prawie nikt się nie dostał. Jej nieustającym powodem do dumy jest znajomość „subjunctive” i form przeszłych czasownika „bereave”. Umiejętność ta, dość niszowa, wypływa w towarzystwie w okolicach pierwszej w nocy, po kilku spożytych drinkach z palemką… ups… mini Union Jackiem na wykałaczce.
Anglistka ma ulubioną schludną princeskę z dyskretnymi wstawkami w szkocką kratę. Do niej zakłada czarne kryjące rajstopy i niewysokie czółenka, zestaw kupiony na okolicznym bazarku, na którym pozostała część kadry pedagogicznej też ma zniżki. Ubiera się skromnie, męża ma. Resztki wypłaty odkłada od studiów na wyjazd do Londynu, żeby w końcu mieć kontakt z językiem. Ewentualnie na gadżety z Union Jackiem.
Anglistka ma dzieci, z reguły dwójkę. Widuje je mało bo popołudniami chodzą do Helen Doron. Mąż zarabia marnie ze względu na nieznajomość języków ale ma zainstalowane SuperMemo. Z żoną widuje się rzadko bo ona, w jego wolnym czasie, dorabia w prywatnej szkole językowej. W takiej szkole nie jest źle bo anglistka ma nawet grupę upper-intermediate i własną półeczkę na kserówki. Poza tym tam nie jest nauczycielką, tylko l e k t o r k ą. I nie będzie ci tego dwa razy powtarzać.
Nauczycielka angielskiego ma dwa marzenia. Jedno, to zrobić najlepszy „Dzień Brytyjski” w powiecie (bez tablicy interaktywnej, wifi i nagłośnienia, za to przy użyciu bibuły i tablic korkowych), drugie – zrozumieć amerykański film sensacyjny bez napisów. Ma też ciągłe rozterki. Brać kolejne korki w sobotę, czy może poświęcić ten czas na sprawdzanie próbnych testów po szóstej klasie? Organizować Halloween w szkole czy pozostać po dobrej stronie mocy?
Jeśli anglistka pracuje z dziećmi, potrafi sprytnie zorganizować sobie lekcje tak, żeby przypadkiem się nie napracować. Pod pretekstem „arts and crafts” skacze z dziećmi po dywanie i każe dzieciom przez 45 minut robić pociąg-cysternę z rolek po papierze toaletowym. Po takich lekcjach dzieci wychodzą przekonane, że się czegoś nauczyły a ona ma kolejne godziny z głowy. I dużo papierowych ozdób na ścianę.
Niekiedy nauczycielka angielskiego da się wyciągnąć na piwo. Zazwyczaj zamawia earl greya i kruche ciasteczko. Nie da się z nią sensownie porozmawiać. Z reguły opowiada o swoich gimnazjalistach, którzy nie odróżniają he od she, ewentualnie, po drugim ciastku, popisuje się „tongue twisters”, zawsze tym samym cytatem z Szekspira albo dwoma zapamiętanymi na studiach idiomami. Których się zresztą współcześnie nie używa. Kiedy się do niej mówi powoli po angielsku, zrozumie, no chyba że nie jest to RP. Może wtedy poprosić o transkrypcję fonetyczną wypowiedzi.
Anglistka nie gardzi nowinkami technologicznymi. Ma konto mailowe (kissmefirst@gmail.com) i fejsbuka. Wrzuca statusy po angielsku, żeby sprawić wrażenie, że posiada wielu anglojęzycznych znajomych. W telefonie ma zainstalowany słownik i pod biurkiem sprawdza w nim jak jest „wojsko zaciężne”, żeby jej autorytet wśród uczniów był jeszcze większy.
Największą pasją anglistki jest uczestniczenie w konferencjach organizowanych przez wydawnictwa językowe i kolekcjonowanie egzemplarzy okazowych. Jej ulubione zwierzątko to chomik (.pl). Generalnie, jej psychika jest dość nieskomplikowana, jej charakter niegroźny. Pod względem powodowania nerwicowych bólów brzucha u uczniów pozostaje daleko w tyle za matematyczką i fizykiem. Pracuje dla uśmiechu dyrektora i tak zwanej własnej satysfakcji. Wie, że i tak kiedyś rzuci to wszystko i wyjedzie do Brunei uczyć sułtańskie dzieci angielskiego. I że jeszcze wam wszystkim pokaże.

16 Responses to “Nauczyciel angielskiego. Krótka charakterystyka.”

  • Rubella

    U mnie zgadza się tylko zamiłowanie do Union Jacka….. Nie jestem prawdziwą anglistką…… ;( (A jak wygląda princeska u licha???)

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Ania, jak to nie jesteś! Rujnujesz moją wizję! ;)
      Princeska to sukienka bez rękawów, taka grubsza, dopasowana do figury. Nie mam żadnej, hihi.

      Odpowiedz
  • Emily

    Boże, jakie to prawdziwe…:D co prawda nie wszystko, ale tak wiele nas wszystkie łączy :) może częściej będziesz publikowała takie wpisy, najlepiej cotygodniowa seria nauczycielskich kabaretów :P

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Mogłabym coś takiego pisać pod warunkiem, że bywałabym regularnie w pokoju nauczycielskim. Teraz niestety mogę się tylko opierać na wspomnieniach. ;) Ale jak tylko poczuję wenę, nie zawaham się wrzucać dalszych sucharów.

      Odpowiedz
  • Anja

    Kurcze! Nie mam princeski!!!

    Odpowiedz
  • Rubella

    Już wiem jak wygląda princeska. Miałam dwie, ale kilka miesięcy temu oddałam siostrze. Obie założone może ze dwa razy. Źle na mnie leżały w biuście (tak to jest jak się ma rozmiar A).

    Odpowiedz
  • Ewa

    Prawdę Aniu piszesz>. Tylko co z tymi marzeniami? Drugie jest ok ale pierwsze????

    Odpowiedz
  • Kasia

    Wpis nic dodać nic ująć – Brawo ! Najbardziej podoba mi się zdanie; „W telefonie ma zainstalowany słownik i pod biurkiem sprawdza w nim jak jest „wojsko zaciężne”, żeby jej autorytet wśród uczniów był jeszcze większy” U mnie rządzi Diki z wyciszonym dźwiękiem ;-)

    Odpowiedz
  • Justyna

    I couldn’t agree more!

    Odpowiedz
  • iTysia

    Hispanistki też można pod ten opis podciągnąć :D

    Odpowiedz
  • Kasia w Krainie Deszczowców

    dziewczyno masz zacięcie satyryczne i jesteś niezłym obserwatorem z dystansem do życia! Świetny wpis.

    Odpowiedz

Skomentuj

Current ye@r *