Nie mogę!… Bariera językowa.

Autor: Ania
09.04.2014
Quack

Wczoraj byłam na badaniu (początek jak z „drogi pamiętniczku”, wybaczcie). Wymagało ono ode mnie dwóch godzin czekania „pomiędzy” pobraniami krwi. No cóż. Zapoznałam sobie inne czekające, czas zleciał nie wiadomo kiedy na rozmowie. W pewnym momencie, podczas rozmowy dotarło do mnie, że gdyby nie moje wrodzone skrupuły, gadałabym cały czas. Gadułą jestem! Najchętniej opowiedziałabym o moim życiu, łącznie ze szczegółami osobistymi, jakiemuś nieznajomemu, pod warunkiem, że nie spotkalibyśmy się więcej i że byłabym pewna, że mnie będę go musiała budzić pod koniec moich wywnętrzeń.

Gdybym miała zrobić to po angielsku… No właśnie! Okazałoby się, że brakuje mi słów… Albo nawet jak nie brakuje, to nie ma takiej lekkości wypowiedzi jakbym sobie życzyła. Albo użyłabym jakiejś konstrukcji i do końca dnia zastanawiałabym się, czy to nie było zbyt „literacko”. No po prostu, bariera!

Jakiś czas temu byłam ze znajomymi w knajpce. Wieczór był przesympatyczny, spożywaliśmy nie tylko oranżadę. Wtedy przyszła znajoma z English-speakerem, nie pamiętam, z UK czy Stanów. Usztywniłam się natychmiast. Rozmawiać bym i porozmawiała, ale to uczucie, że ja, anglistka, co to uczę innych, być może r o b i ę b ł ę d y… To może lepiej nie mówić, tylko raczej w y j ś ć po angielsku?…

Założę się, że macie podobnie (i uczący się i Wy, drodzy nauczyciele). Dlatego właśnie postanowiłam dziś przyjrzeć się jednej ze zmór związanych z uczeniem się języka. Dziś o barierze językowej.

Co to jest bariera językowa?

Według słownika PWN, są to „trudności w porozumiewaniu się związane z nieznajomością obcego języka”.
Ośmielę się delikatnie nie zgodzić. Nieznajomość nieznajomością, ale są pewne kwestie, które również znacząco wpływają na to, że trudno jest komunikować się w obcym języku. Ja stworzyłam własną listę przyczyn bariery językowej. A zatem…

… skąd się bierze bariera językowa?

Z Twojej niepewności. Zmora ta karmi się Twoją obawą przed odezwaniem się w języku angielskim. Niekiedy lęk jest tak duży, że przeradza się w paniczny strach – czujesz przyspieszone tętno, pocisz się i dostajesz wypieków na samą myśl o konieczności mówienia po angielsku. Często rodzi się w Tobie instynktowne pragnienie ucieczki. Lepiej nie iść na rozmowę o pracę, nie zdawać egzaminu na certyfikat, byleby tylko nie musieć mówić! Masz omawiać projekt w pracy po angielsku? Najlepiej iść na zwolnienie! No, po prostu, lipa.

Z Twojej wrodzonej nieśmiałości. Jesteś generalnie typem słuchacza a nie mówcy. Nie musisz występować publicznie, już samo zabranie głosu w gronie znajomych powoduje u Ciebie szybsze bicie serca. Kiedy masz zabrać głos w jakiejś ważnej kwestii w nieznanym towarzystwie, cóż… „ee, zapomniałem, że zostawiłem mleko na gazie…” Po prostu, wyrażanie opinii, nawet w ojczystym języku, nie jest Twoją najmocniejszą stroną.

Z perfekcjonizmu. Jak już coś robisz, to musi być cud-miód. Inaczej nie masz nawet ochoty zaczynać. Jak już masz coś powiedzieć po angielsku, musi być w angielszczyźnie godnej samej Elżbiety. Niedoróbki akcentowe u innych wyłapujesz natychmiast, wiesz, gdzie zabrakło „a” a gdzie ktoś pomylił czasowniki modalne. Sam powiedziałbyś to lepiej i ładniej. Gdybyś tylko w ogóle coś powiedział…

Z Twojego braku praktyki. Powiedzmy sobie – angielski znasz. Może uczyłeś się go kilka lat w szkole. Może na kursie. Może tu i tu. Coś tam nawet odpowiadałeś kiedy Cię nauczyciel pytał. No tragedii niby nie było. A teraz, no po prostu, nie możesz! Czasy się mylą, słów totalnie brakuje, w głowie czarny lej! No a przecież się tego uczyłeś!

Z, nazwijmy rzecz po imieniu, niedouczenia (czyli jak w PWN). Angielskiego uczyłeś się gdzieś… kiedyś… z kimś… Niby coś tam umiesz, ale – z nazw miesięcy, kolorów, liczebników i czasu present continuous nie złożysz pytania do kumpla przyjaciółki o to, jak mu się podoba w Polsce… Nie oszukujmy się, żeby prowadzić sensowną konwersację, nie wystarczy być na poziomie początkującym. Nawiasem mówiąc, odnosi się to też do języka ojczystego. ;)

Z braku zdrowej oceny sytuacji. Gramatyka to zło, uczenie się słówek – nuda. Nie dla Ciebie tabelki z czasownikami nieregularnymi czy uzupełnianie ćwiczeń. Przecież Ty chcesz t y l k o mówić. Język to przecież magia – skoro polskiego sam się nauczyłeś to i angielski tak samo sam Ci wejdzie cudownym sposobem do głowy. Albo zaczniesz mówić bez znajomości gramatyki czy słówek. Po prostu któregoś dnia wstaniesz z łóżka i tak będzie. Super. Kiedy to się stanie, daj znać. Napiszę o Tobie na blogu.

Z braku miłości własnej. :) Problemem jest dla Ciebie to, tak właściwie… nie lubisz siebie mówiącego po angielsku. Kiedy mówisz, słyszysz siebie wydającego „dziwne dźwięki” i brzmi to dla Ciebie… głupio. To jak ze słuchaniem siebie z nagrania czy oglądaniem siebie na filmie – niby Ty, ale jakiś taki „dziwny”. Albo z przebieraniem się w wizytowy garnitur, kiedy na co dzień biegasz w jeansach i T-shircie. Nie akceptujesz siebie „in English”, co ważne, często zupełnie nieświadomie!

No cóż. Bariera istnieje i jest jedną z głównych bolączek ludzi chcących posługiwać się angielskim.

Jak jej zatem zaradzić?

Najlepiej, podejdź do tego systematycznie i zastosuj strategię „małych kroków”. Na podstawie moich własnych doświadczeń z barierą językową stworzyłam listę kolejnych rzeczy, które pomagają przełamać się i mówić po angielsku.

1. Myśl po angielsku – nie, nie chodzi o ten etap kiedy faktycznie się myśli w obcym języku (mimo braku bardzo długiego pobytu za granicą, miałam ten stan dwa razy – coś niesamowitego, kiedy myśli się nie po polsku!). Chodzi o to, żeby na początek wymyślać sobie, „jak bym to powiedział po angielsku” – np. robiąc zakupy, idąc do szkoły, załatwiając sprawy w urzędzie.
Ja zadawałam sobie takie ćwiczenia jeszcze przed egzaminami na studia. Wzięło się to stąd, że moja siostra dostała kiedyś polecenie na egzaminie ustnym: „opowiedz jak robisz ulubioną kanapkę”. Odtąd ćwiczyłam w głowie przeróżne krótkie i dłuższe wypowiedzi. Kiedy stwierdzałam, że brakuje mi jakiegoś kluczowego słowa, sprawdzałam je w domu (nie było mobilnego netu wszakże).
Ćwiczenie bardzo pomaga, bo sprawia, że jesteś w stanie gotowości do mówienia. Bez stresu, we własnej głowie, mówisz. Dobry początek!
2. Mów do siebie – kiedy jesteś sam, mów na głos. Sam do siebie, albo do zdjęcia Brada Pitta. Może do psa? ;) Co ważne: mów na początku „byle co” – wypowiadaj dowolne słowa po angielsku. Osłuchasz się wtedy ze sobą mówiącym w obcym języku i nie będzie Ci, po kilku takich sesjach, ani „dziwnie” ani „głupio” słyszeć z własnych ust dziwny akcent. Rób sobie sesje minutowe, dwuminutowe takiego „gadania bez sensu” albo wyliczania dowolnych angielskich słów. To świetna rozgrzewka dla mózgu i ćwiczenie pomagające przełamać nieśmiałość. Następnym krokiem jest mówienie na głos do lustra. Wtedy to dopiero jest dziwnie! I o to chodzi – na początku będziesz spięty, ale cóż z tego! Przecież słyszysz i widzisz się tylko Ty sam!
Po takiej rozgrzewce, przejdź do mówienia do siebie na głos, ale tym razem z sensem. Przygotuj sobie „one minute speech” na dowolny temat i wyrecytuj ją w zaciszu czterech ścian. Nie chcesz nauczyć się źle? Zapamiętaj krótki fragment tekstu i opowiedz go. Jeśli zaczniesz go przekręcać lub opowiadać własnymi słowami – tym lepiej!

Ostatnim poziomem zaawansowania w mówieniu do siebie niech będzie mówienie na konkretny temat, przez 1-3 minuty, już nie przed lustrem ale z wyobrażaniem sobie audytorium. Miej w głowie rozmówcę – pracodawcę, Anglika-turystę, komisję egzaminacyjną czy ciotkę ze Stanów. Staraj się nie przerywać wypowiedzi, zachowuj się tak, jakby ktoś Cię rzeczywiście słuchał. Jeśli się pomylisz, przeproś jak w prawdziwej rozmowie. Gdy zabraknie Ci słów, szukaj synonimów, stosuj omówienie wyrazu, który wyleciał Ci z głowy. Poczuj się jakbyś z kimś rozmawiał, wzbudź w sobie emocje – przećwiczysz tak sposoby radzenia sobie z „lukami w pamięci” i oswoisz stres. Pamiętaj – emocje podczas nauki to klucz do sukcesu!

Jeśli dotąd panicznie się bałeś bycia wyśmianym (a zdarza się tak i to potrafi nieźle zblokować) albo nawet zostałeś potraktowany nieprzyjemnie przez kogoś z powodu Twojego sposobu mówienia po angielsku – przywołaj w głowie taką trudną sytuację i „przerób” ją jeszcze raz. Jak powiedział mi kiedyś zaprzyjaźniony psycholog: najgorsze co możesz zrobić kiedy goni Cię pies, to uciekać przed nim. Musisz stanąć i popatrzeć mu w oczy. Jest szansa, że podkuli wtedy ogon i ucieknie.

Nawiasem mówiąc, jest taki sposób leczenia lęku (chyba jako część terapii behawioralnej) – pacjent z lękiem ma zadanie domowe np. przez godzinę „usiąść i się bać”. Ma się zagłębić w swoim strachu, poczuć go, „otoczyć się nim”. Takie ćwiczenie pomaga, choć, nie ma co kryć, jest dla pacjenta wyczerpujące.

Powtórz ostatni krok nagrywając się na dyktafon/telefon. Posłuchaj się i na zimno oceń, co byś zmienił, a co wyszło Ci fajnie. Jeśli uznasz, że było kiepsko, powtórz swoją przemowę. To ćwiczenie jest naprawdę warte zachodu!

3. Mów do znajomego – poproś zaufaną osobę, żeby posłuchała Cię. I tyle. Może nawet nie znać angielskiego, serio. Niech siedzi i słucha. To, że będziesz musiał mówić po angielsku do kogoś „na żywo” wywoła w Tobie żywe emocje, lekki stres, a po fakcie – dumę. To duży krok naprzód.

Jako rozwinięcie – poproś o wysłuchanie Cię kogoś kto zna angielski lepiej od Ciebie. Najlepiej niech to będzie lektor/korepetytor. Umówcie się, że Ty będziesz mówił na zadany temat, a następnie Twoje „wystąpienie” zostanie omówione. Ważne: umówcie się, że Twój „słuchacz” nie będzie Ci przerywał.

Ja robię tak z moimi dorosłymi uczniami – oni mówią, ja sobie dyskretnie notuję błędy. Dopiero na koniec je mawiam. Jeśli było ich sporo, umawiamy się na „poprawkę”. Wymagam króciutkich (3 minuty) „przemówień” ale przygotowanych w domu (słówka sprawdzone, plan wypowiedzi ustalony). Kiedyś zaczynałam tak każdą z lekcji indywidualnych z zaprzyjaźnioną parą w średnim wieku. Bardzo sobie to chwalili.:)

4. Rozmawiaj! Teraz już tylko ostatni krok – po prostu, zabierz głos w rozmowie! Nie uciekaj od mówienia po angielsku, nie udawaj bólu gardła. Jeśli jesteś speszony, powiedz choć jedno zdanie na początek. Jeśli nie masz okazji rozmawiać z kimś po angielsku „w realu”, szukaj okazji online (jako rozgrzewka, pisz z kimś po angielsku). Poproś kogoś znajomego o chwilę rozmowy albo nawet jeden dzień „angielski”. Wspólna nauka jest super – można podrzucać sobie nawzajem synonimy czy słówka, ćwiczyć naturalne frazy typu „Could you repeat, please?” „Pardon?” albo tłumaczenie się po angielsku, że czegoś nie potrafimy powiedzieć.
Oprócz powyższych kroków, ćwicz słuchanie. Bardzo częstym powodem blokady w rozmowie w języku obcym jest obawa przed niezrozumieniem tego, co powie rozmówca. W końcu, piąta prośba o powtórzenie nie stawia nas w komfortowej sytuacji. Dlatego – osłuchuj się jak najwięcej z różnymi akcentami – czy to będą mp3, czy filmy.
Dodatkowo, cuda działa ćwiczenie wymowy. Podczas mówienia po angielsku nasze narządy artykulacji pracują zupełnie inaczej niż podczas mówienia po polsku. Czy wiesz, że np. taka głoska „a” w języku angielskim istnieje w kilku wersjach? I żadna z nich nie jest taką jak ją słychać w języku polskim. Warto jest wziąć kilka lekcji samej tylko wymowy od kogoś kto zna się na rzeczy. Super jest jeśli nauczyciel pokaże, jak należy układać język czy usta, żeby dobrze brzmieć po angielsku. Naprawdę warto zainwestować w kilka takich lekcji! Zazwyczaj w szkołach czy nawet na kursach poświęca się mało czasu na naukę fonetyki, a szkoda, bo ona nie tylko poprawia nasz akcent, ale i ogromnie poprawia rozumienie ze słuchu. Ja np. zrobiłam ogromny krok naprzód kiedy zaczęłam ćwiczyć wymowę na studiach. To był jeden z przełomów w mojej nauce!

Czasem bywa tak, że nie mamy jak się przygotować według misternego planu „małych kroków”.

Wtedy trzeba wziąć byka za rogi.

Ale o tym, pozwólcie, w następnym wpisie. Mam bowiem jeszcze w zanadrzu historyjki i trochę porad, a ten wpis wyszedł już całkiem długi. Żeby Was dziś nie zamęczyć, ciąg dalszy nastąpi jutro.

Jeszcze jedno, off-topic. Jeśli tu zaglądacie (a wiem, że zaglądacie) i uważacie, że to co piszę jest przydatne/fajne/OK/do bani/ nie zmykajcie po cichu, tylko zostawcie ślad, znaczy – komentujcie! To sygnał dla mnie, że to co robię ma sens. Pozdrawiam. Do jutra. :)

 

27 Responses to “Nie mogę!… Bariera językowa.”

  • Ania

    Zawsze chcę skomentować Twoje wpisy, ale nigdy tego nie robię, bo nie wiem co mogłabym jeszcze dodać… W moim odczuciu wyczerpujesz temat ;)
    A badanie….. czyżby glukoza? Pycha!

    Odpowiedz
    • Ania

      No glukoza:)) Komentuj śmiało, np. pisz czy Ty miałaś jakąś sytuację podobną w życiu, z barierą językową. Uczysz?
      Oj, temat nie wiem czy wyczerpuję ale staram się – ostatni wpis dziergałam cztery dni, oczywiście po trochę. Trochę mi chyba szkodzi to zwolnienie. ;) Pozdrawiam Cię serdecznie!

      Odpowiedz
      • Ania

        Czy uczę? No ba… To ja, Rubella z EN!
        Nie miałam nigdy problemów z mówieniem. Może dlatego, że nie było okazji, żeby mówić? :D Więc nie miałam czym się stresować. Po prostu nigdy nie miałam okazji mówić (na lekcjach w liceum – wiadomo, dużo uczniów, mało czasu, inne rzeczy ważniejsze) i ucząc się, skupiałam się na czytaniu i pisaniu – w tamtych zamierzchłych czasach nie było jeszcze repetytoriów z CD, tylko jakieś maturalne zestawy wydawnictwa Omega, do których zamiast kaset był tapescript. Dobre sobie, i kto miał mi go przeczytać? mama i tata, którzy uczyli się rosyjskiego? hehe. Dlatego listening siłą rzeczy musiałam odpuścić. Bo jak się domyślasz, o internecie wtedy nawet nie marzyłam. Speakingu w ogóle nie ćwiczyłam. A na maturze ustnej po prostu dostałam słowotoku, a był to pierwszy raz w moim życiu, kiedy mogłam z kimś pogadać po angielsku! Nie czułam absolutnie żadnej bariery. Dostałam piątkę.

        Odpowiedz
        • Ania

          Oj, nie poznałam, wybacz!
          Chyba uczyłyśmy się w tych samych czasach ;) Twoja radość z okazji do pogadania po angielsku na maturze ustnej przypomniała mi, jak ja na porodówce się cieszyłam, bo mogłam pogadać ze stażystką z Holandii, hehe.

          Odpowiedz
  • gorcia

    Bardzo fajnie zebrane rady – każdy może znaleźć coś dla siebie:) Chętnie polecę znajomym, którzy zastanawiają się „jak się przełamać do mówienia”

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Cieszę się, że mogę pomóc choć trochę. Bo bariera to prawdziwa zmora, większość ludzi się z nią zmaga.
      Pozdrawiam:)

      Odpowiedz
  • fared

    No właśnie, ta chol…… bariera. Za plecami mam 20 anglików, którzy czasami coś próbują do mnie powiedzieć, a ja siedzę jak ta dupa wołowa i boję się wyciągnąć jęzor z ust. Cóż, to chyba żeby podjąć pierwszy krok.

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      To siedzi w głowie, czasem wystarczy się raz przełamać. Powodzenia, trzymam kciuki.

      Odpowiedz
  • Magda

    To co Pani robi jest super. Pozdrawiam

    Odpowiedz
  • Iwona

    Bariera dotyczy również mnie. Mam czasami wrażenie, że się pogłębia. Ja wywodzę się również z czasów, kiedy na lekcji angielskiego mówiliśmy jedynie wyuczone dialogi ;) Uczę się angielskiego od zawsze, ale efekty są marne, a mówienie mnie przeraża. Ostatnio chciałam uciec z lekcji ;) Mam wielką ochotę na przełamanie tej bariery, może pomogą mi Pani wskazówki. Pozdrawiam :)

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Ania, nie pani. Nie uciekaj! Potrenuj sobie kilka razy w zaciszu domowym, pogadaj do siebie na głos, zobaczysz, to pomaga. Samo oswojenie się z własnym głosem mówiącym po angielsku dodaje pewności siebie. Trzymam kciuki!

      Odpowiedz
  • Iza

    Świetne porady, świetny blog! Pozdrawiam :)

    Odpowiedz
  • Axon

    Świetnie to wszystko przedstawiłaś. Niestety dużo ludzi ma blokadę przed mówieniem w innym języku. Mam nadzieje, że dużo ludzi przeczyta Twój wpis i znajdzie klika sposobów dla siebie aby się odblokować.

    Odpowiedz
  • Nexus-Translation

    Bardzo ciekawy artykuł! Daje dużo do myślenia.

    Odpowiedz
  • Joanna

    Super artykuł!
    Jestem studentką filologii i mam straszny problem z mówieniem. Jeżeli są to rozmowy z Polakami (profesor, koleżanka) w obcym języku, to nie mam problemu ale kiedy nadchodzi moment rozmowy z obcokrajowcem… Koniec. Nie jestem w stanie powiedzieć ani słowa, nic nie rozumiem, mam wielką blokadę i czuję jak płonę na twarzy. Niesie to za sobą wielkie konsekwencje, które już niestety odczułam. I chyba ten fakt, że robię błędy, że nie wszystko rozumiem, że ktoś potrafi bardziej, tak mnie blokuje. Dodatkowo obcy akcent, którego już nie jesteśmy w stanie się wyuczyć… Mam wrażenie, że brzmię komicznie. Z angielskim (mój drugi język obcy) nie mam problemu, jeżeli chodzi o mówienie (chociaż kaleczę go okropnie!). Ale tutaj… Przecież jestem filologiem, przecież uczę ludzi tego języka, więc musi być perfekcyjnie! Naprawdę zazdroszczę, że pokonałaś tę barierę! :)

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Spokojnie, ja też mam blokadę (przynajmniej na początku rozmowy) kiedy rozmawiam z nativem. Mnie najmocniej blokuje świadomość, że mówię „akademickim” angielskim, który nie jest do końca naturalny. Do tego wstyd mi, jeśli nie rozumiem w stu procentach tego, co mówi rozmówca, szczególnie, kiedy zasuwa naprawdę szybko. Myślę, że to wszystko tkwi w głowie, ale jest to do pokonania. Praktyka czyni mistrza, cóż, trzeba jak najwięcej słuchać i mówić, mówić, choćby do siebie, byle na głos po to, żeby dla siebie samego nie brzmieć dziwnie.
      A akcentu da się nauczyć, uwierz mi! Może nie będziesz od razu brzmiała jak Elżbieta, ale na pewno możesz zbliżyć się do ideału. Grunt, to nie wymagać od siebie perfekcji (i mówię to ja, Pani Perfekcyjna, ehh). Trzymaj się i nie bądź dla siebie zbyt surowa! Pozdrawiam serdecznie!

      Odpowiedz
  • Natalia

    Coz mam powiedziec jestem z chlopakiem Anglikiem 2 lata, zalatwiam wszystkie sprawy urzednicze. Nie mowie perfekcyjnie ale na tyle komunikatywnie by sie porozumiec. A kiedy mam rozmawiac z jefo rodzina, w collegu z Anglikami mam taka blokade. Ze nie umiem nic powiedziec. Jestem az tym wykonczona…

    Odpowiedz
  • Martyna

    Och… Bateria językowa to najgorsze co człowiek moze doświadczać, jestem za granica i tak cieżko sie przemoc…
    Moze chciałabyś ze mna pokonwersować po angielsku online?!
    Pozdrawiam!

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Oj, ciężko. Dziękuję za propozycję, jak tylko będę bardziej czasowa dam znać. Pozdrawiam!

      Odpowiedz
  • Ewa

    Moja blokada jest skutkiem tego ze nawet gdy zrozumiem pytanie boję sie że zrozumiałam je źle i wszyscy będą uważac mnie za idiotkę bo jak mozna studiowac anglistyke i nie rozumiec polecen (to swego rodzaju presja). Czasami mam juz w głowie przygotowaną odpowiedź ale tak cięzko jest mi zmusic moje słowa by przeszly przez gardło (najgorszy jest ten pierwszy krok, gdy juz cos powiem mam ochotę powiedziec jeszcze więcej ale zazwyczaj moje mysli pozostaja tylko w mojej głowie) ;) Myślę ze to bardziej problem na tle psychologicznym a nie na leksykalnym czy gramatycznym. Czy Ty tez tak miałas? Jakies pomysły jak sobie z tym poradzic? Pozdrawiam ;)

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Miałam (i miewam!) tak samo. Problem faktycznie leży w dużej mierze w „głowie”, głównie w błędnym przekonaniu, że „na pewno nie zrozumiem” i „na pewno źle powiem”. Według mnie to odmiana perfekcjonizmu, w której jest się przekonanym, że jeśli nie będzie idealnie to będzie zupełnie źle. To potrafi całkiem zblokować, coś o tym wiem. Pomaga „wyluz”, czyli odpuszczenie sobie bycie idealnym. I cóż, że jest się anglistą? Przecież to nie to samo co bycie nativem, hę? Nawet rozmawiając po polsku często się czegoś nie dosłyszy, nie zrozumie itp. Mnie takie myślenie i nie spinanie się pomaga. A poza tym polecam rozmawianie, po prostu. To, co znajome, nie straszy tak bardzo.

      Odpowiedz
      • Ewa

        Dziękuję za odpowiedz. Tez postaram sie zmienic myslenie i w koncu sie otworzyc (chociaz wiem ze bedzie trudno) :)

        Odpowiedz
  • Saerin

    Zmagam się z tą barierą i zmagam, jednakże z własnym perfekcjonizmem ciężko wygrać. Pisać mogę, tu nie mam problemu żadnego, po za ewentualnym pisaniem na szybko i faktycznym zastanawianiem się „czy na pewno nie pomyliłam czasu”.

    Odpowiedz
  • Milly

    Witam, mam podobny problem- czytam bardzo duzo ksiazek w j.angielskim, nie mam zbyt duzego problem ze zrozumieniem slow, robilam testy ze stopnia znajomosci jezyka I test wychodzil, ze znam jezyk na poziomie upper intermediate/B1/ znam bardzo duzo slow, ale czesto nie wiem, ze na przyklad dane slowko mozna ujac w danym zdaniu. Mam problem ze sluchem I byc moze tutaj tez moze byc problem, jezeli chodzi o ogladanie filmow w wersji angielskiej- korzystam z napisow angielskich na dole filmu. Bardzo chcialabym mowic biegle. W szkole nie mialam j.angielskiego- zaczelam sie uczyc dopiero w wieku 57 lat- przed wyjzdem do UK.

    Odpowiedz
  • Nat

    Moim problemem jest właśnie niemożność przelamania sie i mówienia a języku angielskim. Zajęcia w szkole językowej są w miarę proste pod względem mówienia, bo w razie konieczności mozna sobie pomóc i dopowiedzieć / dopytac po polsku. Problem pojawia się w hipotetyczny kontakcie z kimś anglojęzycznym. Miałam kiedyś ambitny plan skontaktowania się z ludźmi przez Skype i rozmawiać po angielsku, ale moje ambicje odfrunely w momebcie, kiedy miałam problem ze słownictwem i wymowa i nie mogliśmy się dogadać. Od tamtej pory nawet nie próbuje zabierać się za to jeszcze raz. Dodaj, że mam angielski na poziomie B1/B2.

    Odpowiedz

Skomentuj

Current ye@r *