Preply – a może angielski przez Skype?

Autor: Ania
21.05.2015
Logo Preply, e-korepetycje językowe

Uwaga, atansią, wnimanje, poniższy tekst jest sponsorowany.

Taka ładna wiosna za oknem. Nieco chwiejna psychicznie niczym nauczyciel przed końcem roku i niezdecydowana jak ja ostatnio w przymierzalni, ale jednak zielona, nie nazbyt zimna i na tyle zachęcająca żeby wynurzyć się z pieczary. Trochę mnie ta wiosna napędza, ale i momentami rozleniwia. Trochę się uczę i trochę się lenię zatem. Na ławce na placu zabaw na przykład lubię ostatnio gapić się jak się dzieciarnia tłucze po głowach łopatkami i sypie sobie piasek w oczy. W ten sposób jestem na czasie mimo że nie obejrzałam ostatniej debaty wyborczej. Dzieciarnia starsza i młodsza już (prawie) po egzaminach, zapowiada się błogość. A co robi starszyzna? Ano, ano. Myśli o wakacjach. To może przyda wam się, drogie starszaki, kilka godzin konwersacji po angielsku zanim wyjedziecie na Seszele? Nie macie z kim pogadać? Ależ, oczywiście, że macie.

Jest sobie taka platforma, nazywa się Preply.com. Dość młoda jako że działa w Europie od jesieni 2014 roku, po nieco wcześniejszym raczkowaniu na rynku amerykańskim (no tak, matce to się wszystko kojarzy z niemowlakiem). Platforma powstała z myślą o takich jak wy starszakach, którzy chcieliby znaleźć sobie korepetytora w swoim mieście, na wsi, fabryce, ogródku działkowym czy gdzie komu podpowie fantazja a warunki lokalowe bądź internet pozwolą. Na czym to polega? Proste – na lekcjach przez Skype lub tradycyjnie, w domu u siebie lub korepetytora.

Co trzeba zrobić, żeby znaleźć sobie korepetytora?

Wejść na stronę http://preply.com/pl

W wyszukiwarkę wpisać przedmiot, z którego potrzebujemy korepetycji – zła wiadomość: matma nie wchodzi w grę;).
Wybrać jeden z języków, w którym chcemy mieć lekcje, English preferably.
Wybrać miasto/ogródek działkowy, z którego klikamy.

I oto, proszę, mamy listę tutorów do wyboru.

 

Preply1

Widok strony Preply z ofertami korepetycji z angielskiego przez Skype

 

 

Kilkudziesięciu korepetytorów, każdy z nich ma swój profil, na którym możemy znaleźć notkę o tym, kto zacz, zdjęcie danego nauczyciela (może ta blondi z dużym eee doświadczeniem?) i informacje na temat jego wykształcenia i doświadczenia w nauczaniu. Podane są też preferowane przez tutora poziomy i wiek uczniów, żeby nie było, że się rozpędzimy i się okaże, że ten przystojny Andrzej S. woli jednak uczyć młodsze. Do tego podana jest cena zajęć za godzinę, według mnie z reguły dość rozsądna, choć rozrzut cenowy jest spory jeśli szukamy wśród nativów, to trzeba przyznać.

Jeśli, jak rasowe kobiety na wyprzedaży, wahamy się pomiędzy Alice, Alexandrem i jeszcze siedmioma innymi tutorami, możemy poczytać o nich opinie umieszczone przez mniej lub bardziej (z reguły bardziej) zadowolonych uczniów.

Kiedy już znajdziemy sobie potencjalnego korepetytora, klikamy w „wyślij zgłoszenie” i czekamy. W serwisie radzą, aby skontaktować się z kilkoma korepetytorami, co jest zrozumiałe ze względu na czasowość i „zajętość” tychże. Ja kontaktowałam się na początek tylko z dwojgiem, z czego od jednej pani (zagranicznej) odpowiedź dostałam już po godzinie, bardzo sympatyczną zresztą.

Podsumowując, wystarczy, że wykonacie trzy kroki.

Przy wysłaniu zgłoszenia warto zostawić jak najbardziej szczegółowe informacje dotyczące naszych preferencji – czasu, w którym chcielibyśmy mieć lekcje, ceny jaka nas interesuje, umiejętności, które chcielibyśmy rozwinąć podczas zajęć czy chociażby naszego poziomu zaawansowania. Jeśli nie satysfakcjonuje nas „gotowiec” informacyjny, możemy wysłać nauczycielowi wiadomość w formularzu zgłoszeniowym. Ja tak uczyniłam i szybko dostałam wiadomość zwrotną od korepetytorki. Jeśli zdecydujemy się w końcu na któregoś nauczyciela i nasze zgłoszenie zostanie przez niego zaakceptowane, czyli, krótko mówiąc – się dogadamy, zostanie najmniej przyjemna część, czyli dokonanie opłaty za pierwsze zajęcia. Płacić można Visą, Mastercard lub Paypalem. Płatność z góry, jednak w razie odwołanych zajęć lub przypadku, gdy dany korepetytor kompletnie nie przypadnie nam do gustu, pieniądze są nam zwracane albo opłata przechodzi na poczet zajęć z innym tutorem. Jeśli nam się z kolei spodoba, będziemy oczywiście kuszeni opcją opłacenia kilku pakietów zajęć, od pięciu do dwudziestu godzin.

Co jeszcze?

Każda lekcja jest odnotowywana w systemie, korepetytor ma obowiązek umieszczenia informacji o tym kiedy się taka lekcja odbyła, jaka była jej cena i jakie zagadnienia zostały podczas niej poruszone. Po uczynieniu tego my mamy okazję ocenienia zajęć i ewentualnego zgłoszenia reklamacji.

Po jakimś czasie od odbytej lekcji jesteśmy proszeni o wystawienie oceny korepetytorowi, z którego pomocy korzystaliśmy. Pomaga to w tworzeniu tego co teraz modne, czyli rankingu. O ile mnie jako nauczyciela ustawianie w rankingu generalnie stresuje, o tyle mnie jako ucznia cieszy, że mogę zobaczyć, kto jest dobry w ocenie innych i do kogo warto „uderzyć”.

Jeszcze jedna informacja.

Jeśli nie chce nam się bawić w przeglądanie ogłoszeń albo zwyczajnie nie mamy na to czasu, mamy opcję ogłoszenia się jako ucznia poszukującego korepetytora.

Albo korepetytora chętnego do uczenia.

No dobrze, to teraz parę liczb. Co oferuje Preply?

- lekcje w 12 językach
- 8,6 tys. korepetytorów, w tym obecnie 6,4 tys. uczących języka angielskiego
- około 20 tys. osób, które znalazły korepetytora.

Dlaczego piszę o Preply? Raz, że mnie o to poproszono, a dwa, że według mnie każde takie miejsce w sieci jest super sprawą. Zamiast czytać ogłoszenia na słupach i w anonsach, w dodatku nie wiedząc dokładnie kto się reklamuje, tu możemy znaleźć sobie nauczyciela szybko i według własnych kryteriów. Możemy podejrzeć opinie o nim. W końcu, jeśli mamy naturę „wybrzydzacza”, możemy nie zapłacić za lekcję i zażądać zwrotu pieniędzy albo zmiany nauczyciela (btw, ciekawa jestem ile razy tak można?).

Preply reklamuje się jako platforma do kontaktowania uczniów z korepetytorami, niemniej jednak nie sposób nie zauważyć, że celuje w naukę przez Skype. I tu nie mogę nie zabrać głosu na temat uczenia się online.

Jak to jest z tym Skypem?

Po pierwsze, od razu się przyznam, j e s z c z e się w ten sposób nie uczyłam. Na razie nawiązałam kontakty, do konwersacji przejdę niebawem i na pewno zdam wam z tego relację w osobnym wpisie.
A teraz kilka moich spostrzeżeń.

Mam obawę dotyczącą samego komunikatora, z którego dość dawno nie korzystałam, od czasu jak dostałam z mojej mało dbającej o starych klientów wspaniałej sieci darmowe rozmowy do wszystkich. W kontaktach codziennych nie muszę mieć poza fonią żadnej wizji, a właściwie, wolę mieć własną wizję tego jak wygląda w danej chwili albo co robi osoba z którą rozmawiam. Poza tym, do przystojnych brunatów dzwonię rzadko.
Do Skype sceptycznie nastawiają mnie opóźnienia i zniekształcenia występujące „na linii”. To chyba tyle. Doceniam natomiast dobrodziejstwo rozmawiania face to face (a właściwie screen to screen) z kimkolwiek sobie zamarzę, włącznie z Bradem z Toronto.

Jeśli chodzi o naukę języka przez Skype, uważam, że taki sposób uczenia się jest przeznaczony głównie dla osób dorosłych (tak, tak, dla was, starszaki), zmotywowanych i wiedzących, czego chcą. Tak, żeby nie dać się zwieść gadkom jakiegoś „nauczyciela” o miękkiej części ciała Maryni, tylko ćwiczyć język w sposób przemyślany, systematyczny, no z głową po prostu. No ale w końcu baza na Preply jest na tyle duża, że należy uwierzyć, że kogoś, kto wie czego i jak nauczyć tam znajdziemy.

Oczywiście, jest to świetna oferta dla wszystkich biednych zabieganych robaczków, i tych mniej mobilnych, którym nie uśmiecha się ganianie przez miasto na lekcje angielskiego a do domu nauczyciela nie chcą zapraszać bo nie. Albo mieszkają z czternastoma kotami/tuzinem dzieci i warunki do nauki mają takie sobie. Na Skypie można pogadać nawet i o 21, jak już wszystkie stwory pójdą spać a szkoły językowe są zamykane.

Komu jeszcze może się to spodobać? Domatorom, którzy cenią sobie zacisze domowe. Egocentrykom, którym brakuje podczas zajęć grupowych uwagi poświęcanej przez lektora tylko im. Chorym, którym trudno się ruszyć z domu. Matkom, którym trudno się ruszyć z domu. Wszystkim, którym się trudno ruszyć z domu. I jeszcze tym, którym nie jest trudno ruszyć się z domu ale po prostu im się nie chce. No i jeszcze oszczędnym, którzy cierpią podczas tankowania albo kasowania biletu.

Więcej o angielskim przez Skype: http://preply.com/pl/angielski-przez-skype

Co jeszcze?

Kontakt przez komunikator kojarzy mi się z luźną konwersacją, która jest bardzo potrzebna (chociażby mnie w tej chwili), żeby poćwiczyć żywy język. Luźne rozmowy w języku angielskim są bardzo pożądane, to oczywistość. Należy jednak pamiętać, że nie da się za nie zabrać ot, tak, jak to się zdarza chcieć moim uczniom (o zgrozo, dorosłym!): „chciałbym pogadać po angielsku tylko wie pani, bez żadnej gramatyki, tak tylko”. (Potem się oczywiście okazuje, że gramatyka jest faktycznie żadna, ale u rozmówcy. No i ogólnie dominuje język ciała. Tak się nie da. Coś takiego jak „konwersowanie” na poziomie początkującym nie istnieje. Ja w każdym razie się w to nie bawię.) A zatem – konwersacje TAK, oczywiście, tylko pamiętajmy, że one same niczego nas nie nauczą jeśli nasz poziom, że się tak wyrażę gramatyczno-leksykalny jest kiepskawy.

Bardzo możliwe, że można przez Skype tłuc też i gramę, nie wiem, nie widziałam. Może wy kiedyś to robiliście?

Podsumowując – zachęcam do nauki przez Skype, wszystko co pomaga w rozwinięciu umiejętności językowych jest wszakże dobre.
Korzystajcie z Preply i znajdźcie swoich wymarzonych korepetytorów. Cieszcie się wiosną, szlifujcie akcent i kompletujcie garderobę na Seszele. Wakacje tuż, tuż.

Logo Preply, e-korepetycje językowe

Logo Preply, e-korepetycje językowe

17 Responses to “Preply – a może angielski przez Skype?”

  • Tomek

    Ile kosztują takie lekcje przez skypa?

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Różnie, u mnie w okolicy ok. 30 zł/h. Z nativami od 30 do bardzo wzwyż.

      Odpowiedz
  • Tamara Osińska

    hej,
    ja np. uczylam sie poprzez skypa ok 1 roku. Zajecia z nativem z Anglii wiec bylo bardzo bardzo ciekawie. Jedna 60 minutowa lekcja na tydzien kosztowala 50 zl wiec cena niezla. Skype jest dobry dla leniwych:))) haha

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Cena faktycznie niezła. Dla leniwych, tak jak pisałam ;) A miałaś konwersacje czy uczyłaś się też gramatyki i słownictwa?

      Odpowiedz
    • Joanna

      Bardzo prosiłabym o namiary na taką osobę, szukam kogoś dobrego, ale żeby spustoszenia w portfelu nie było…;)

      Odpowiedz
  • Tamara Osińska

    @Ania
    100% konwersacje!! przez Skypa to moim zdaniem tylko konwersacje

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      No widzisz, moim też. Jakoś nie wyobrażam sobie tradycyjnego kursu przez Skype.

      Odpowiedz
      • Anglofonofilia

        „Tradycyjne” lekcje języka przez Skype też są możliwe. Trzeba tylko trafić na nauczyciela, który potrafi w pełni wykorzystać możliwości różnych innych internetowych narzędzi (typu ‚wirtualna tablica’, wirtualne dokumenty itp.). No i motywacja własna też jest niezbędna :)

        Odpowiedz
  • Krzysztof Zieliński

    Pani Aniu czy ma Pani jakieś zniżki/rabaty w Preply?

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Rozumiem, że dla Czytelników? Oł, nie pomyślałam, gapa. Pomyślę o tym na pewno następnym razem!

      Odpowiedz
  • Justyna - blog o Francji

    Wszystko to kwestia odpowiedniej organizacji i narzędzi :) U mnie jest wszystko : konwersacje, gramatyka, słownictwo a nawet pisanie :)

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Oo, super! Dlaczego ja nie wiedziałam? (Bo się nie wczytałam w menu na Twoim blogu, ot co!) Justyna, szkoda, że nie uczysz angielskiego!

      Odpowiedz
  • Marcin Tumażewski

    Ja też publikowałem informację o Preply:)
    A odnośnie tematu nauki przez skypa to ja osobiscie polecam taką naukę np. przez wyjazdem za granicę. Jesli ktoś mieszka np. na małej wsi a chce miec kontakt z angielskim to nauka przez skype tez jest dobrym pomyslem.
    Generalnie wszystkie metody nauki trzeba mieszać i próbować, która bedzie najlepsza dla nas bo złotego środka nie ma….niestety!;)
    Pozdrawiam
    Marcin

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      O, proszę. Co do miksu święta prawda, ja też jestem zdania, że nie ma jedynej słusznej metody nauki.

      Odpowiedz
  • Marcin

    Preply jest za bardzo złodziejska.
    Przykładowo, jeśli uczeń opłaci pierwszą lekcję i nie przedłuży na kolejne, to zostajesz z niczym. Bo opłata pierwszej lekcji to prowizja dla platformy, Niby to zrozumiałe, ale trochę niesprawiedliwe, bo jeżeli kilka uczniów zrobi w ten sposób, to wtedy się okazuje że zmarnowałeś czas na nauczanie kogoś i zrobiłeś to za darmo.

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Hmm. Nie byłam nauczającą, nie spotkałam się z taką praktyką. Ale jeśli jest to w regulaminie, cóż…

      Odpowiedz
    • Elzbieta

      Zgadzam się z opinią. Złodzieje którzy są mi winni pieniądze i w kółko wymyślają argument żeby nie zapłacić. Lektorzy trzymajcie się z daleka od tej pseudoplatformy, bo szkoda nerwów i waszego czasu. Prawdopodobnie wszystko kończy się na policji!

      Odpowiedz

Skomentuj

Current ye@r *