Problem z rozumieniem ze słuchu.

Autor: Ania
04.06.2014
listen

Gdybym miała opisać jeden z powtarzających się koszmarów z czasów liceum, byłaby to taka scena:

Moja „sorka” od angielskiego wchodzi do klasy, rzuca okiem kto jest kogo nie ma, odpytuje na ocenę (ufff, nie mnie!), po czym podchodzi do tablicy i zapisuje na niej tymi swoimi małymi okrągłymi literkami (to jakaś choroba zawodowa anglistów, pisanie okrągłymi, małymi literkami) temat. Na przykład taki: „Natural world – listenig practice”. I od razu: dół, stres i poczucie nadchodzącej klęski. Znowu nie zrozumiem większości „słuchania”.

Przetrwanie lekcji, na której było głównie „słuchanie”, dzięki osobowości mojej anglistki („ciepłej inaczej”) i jej kąśliwym uwagom, stawało się wyzwaniem. A tu jeszcze rodzaje ćwiczeń, co jeden to „lepszy”: wyłapywane informacji szczegółowych z tekstu, uzupełnianie luk, wpisywanie odpowiedzi czy streszczenie tekstu. Jak tu wyłapać, streścić, wpisać, kiedy w uszach wszystko zlewało się w jeden bełkot. I to po drugim „odsłuchaniu”!

Teraz, lata świetlne po lekcjach ze słuchaniem, traumy co prawda nie przeżywam, ale doskonale pamiętam uczucie „niemożności” zrozumienia „listeningów”. Czy też znasz to uczucie, mimo tego że uczysz się już kolejny rok i niby jesteś na całkiem przyzwoitym poziomie? Potrafisz rozwiązać test na 90%, przeczytać artykuł (no, dobrze, czytankę z podręcznika) bez zaglądania do słownika. Dajesz radę zamienić kilka zdań z obcokrajowcem o ile dotyczą podstawowych kwestii typu „gdzie tu jest apteka”. Jednak kiedy oglądasz film bez napisów, to o ile „Spiderman” jest OK, to kompletnie gubisz wątek przy sitcomach. Słuchanie dłuższych wypowiedzi cię męczy i zniechęca, bo to jest dla ciebie za trudne. No, po prostu: nie rozumiesz ze słuchu!

Dlaczego tak trudno zrozumieć angielski ze słuchu?

Problemy ze zrozumieniem angielskiego są całkowicie naturalne i wynikają z kilku rzeczy. Podstawową rzeczą, którą musisz zaakceptować, jest fakt, że angielski to język o b c y, obce są zatem naszym uszom jego głoski, akcent wyrazowy czy zdaniowy, rytm wypowiedzi. To zupełnie naturalne, że możesz mieć problem z ich „rozszyfrowaniem”, w końcu twój mózg jest przyzwyczajony do zupełnie innego wzorca fonetycznego. Nie popadaj zatem w przygnębienie i nie wmawiaj sobie, że z tobą jest coś nie tak, bo nie rozumiesz, co gość śpiewa w „Informerze”…

 

Ja w pierwszej klasie liceum mało co rozumiałam z „Wonderful World”!

 

 

Fonetyka: inne głoski, akcent i rytm wypowiedzi.

W angielskim żadna głoska nie jest wymawiana dokładnie tak jak w języku polskim!
Na przykład: angielskie spółgłoski w porównaniu z polskimi są „miękkie”, często wymawiane jak w pieszczotliwym mówieniu do dziecka (a ti, ti, bobaśku). Do tego, niektóre z nich (p, t, k) są wymawiane na początku sylaby z „aspiracją” czyli lekkim przydechem. Stąd np. zamiast ‚t’ na początku wyrazu „tailor” możesz słyszeć niemalże ‚cz’. Oprócz tego, są dźwięki nam zupełnie nieznane, chociażby „ulubione” ‚th’ wymawiane jako dźwięczne [ð] lub bezdźwięczne [θ] czy inny dźwięk, [ŋ] słyszalne np. w końcówce ‚-ing’.
Samogłoski w angielskim są także „obce” – inaczej wymawiamy ‚a’: „leniwe”, pośrednie jakby pomiędzy ‚a’ i ‚e’ [æ] w „cat”, a inaczej długie i twardsze od polskiego [ɑː] w „car”; inne mamy ‚i’ w „leave” [i:] a inne w „live” [ɪ]. Nie mówiąc już o różnych „rodzajach” ‚e’ (innym w „work” a innym w „set”), pozostałych samogłosek czy dyftongów (np. [aɪ], [eɪ], [ɔɪ]). Ta odmienność i różnorodność dźwiękowa wprowadza wiele „zamieszania” dla naszego słuchu i powoduje, że często nawet kiedy słyszymy znane nam wyrazy zwyczajnie ich nie rozpoznajemy.

Dodatkowo, w mówionym angielskim jest mnóstwo „dźwięków, których nie ma” – po prostu pewne głoski nam wdzięcznie „znikają” w wymowie, zamieniąjąc się w nieme, oznaczane przez cudny znaczek ‚schwa’ [ə]. I jak tu potem zrozumieć, że chodzi o całkiem proste ‚paper’ kiedy wyraźnie słyszymy [peɪpə] bez żadnego ‚r’ na końcu albo „about” kiedy nie słyszymy początkowego ‚a’.

Oprócz pojedynczych dźwięków, które trudno nam zidentyfikować problem może leżeć w łączeniach międzywyrazowych. Z tym chyba jest największy kłopot. Wyrazy zrozumiałe i znane w wersji „solo” tworzą niezrozumiałą zbitkę dźwięków kiedy są obok siebie w zdaniu. Zamiast „for at least a week” słyszymy „foretlista week” (przykład mojego wspaniałego pana profesora od fonetyki, który wymyślił gwiazdę nazywającą się „Foretlista Week”, hihi).

Na dokładkę, wyrazy i całe zdania angielskie mają oczywiście swoją własną „melodię”. Są akcentowane często nie tak, jakbyśmy sobie tego po polsku „życzyli”: angielski hotel (akcent na drugą sylabę) polskiemu nierówny (u nas akcent na pierwszą), takoż i hamburger (w angielskim akcent na pierwszą, u nas na drugą sylabę). To niesie za sobą kolejne problemy z „ogarnięciem” tego, co słyszymy.

Cóż jeszcze? Generalnie angielski to ten język, o którym często słyszę, że „najgorzej, że wszystko inaczej się wymawia niż się pisze”. To na pewno kwestia osłuchania, jednak jest w tym ziarenko prawdy. Często, nawet po latach nauki, sama nie mam pewności jak coś wymówić. To działa w drugą stronę. Często pojawia się problem z identyfikacją tego co słychać z tym co widać w słowniku. To naprawdę niełatwe skojarzyć np. „kłaje’” [kwaɪə] z „choir”, „kasl” [kɑːsəl] z „castle” czy „wiikl” [vi:ɪkəl] z „vehicle”!

Dodajmy do tego trudności wynikające z różnych wariantów wymowy: inaczej brzmi przecież amerykański a inaczej brytyjski angielski, język potoczny i formalny, używany przez prezentera radiowego i robotnika z budowy. Sama miałam kiedyś problem ze zrozumieniem pewnego Francuza, który mówił „ot” (hot) czy „elo” (hello).
Ponadto, warianty wymowy występują też w obrębie „wzorcowego” angielskiego. Mamy chociażby opcję [aɪðə] i [i:ðə] tego samego „either”.

Oprócz wszystkich niuansów natury fonetycznej, trudność w rozumieniu ze słuchu jest powodowana także przez czynniki leżące po stronie uczącego się.

Jak zwykle: nieznajomość słówek i gramatyki. Jeśli bowiem w trakcie słuchania wypowiedzi po angielsku „zawieszamy się” na nieznanym nam elemencie, trudno nam się „odwiesić”, tracimy wątek i gubimy sens tekstu. Poza „zwykłym niedouczeniem”, w grę wchodzą składające się ze zrozumiałych słów związki frazeologiczne, idiomy czy przysłowia. Cóż z tego, że od podstawówki wiemy, że „cloud” to „chmura” a „nine” to dziewiątka, kiedy nie znamy powiedzenia „be on cloud nine” jako określenia na bycie w euforii. Dźwięki dźwiękami, ale jak zwykle, wracamy do umiejętności językowych.

Inną rzeczą, która wprowadza zamęt do naszego rozumienia ze słuchu jest nasza własna nieprawidłowa wymowa. Czasem jest rezultatem kiepskiego wzorca (np. nauczyciel ze słabą czy wręcz złą wymową), kiedy indziej – braku ćwiczeń fonetycznych (pomijanie nauki zapisu fonetycznego) czy utrwalaniem swojej własnej wymowy typu „to się chyba wymawia knajf (knife)”. Stąd prosta droga do uczenia się angielskiego, który istnieje tylko w naszej głowie a nie ma odpowiednika w życiu.

No dobrze, wiadomo zatem, skąd trudności w rozumieniu ze słuchu. Jak można im przeciwdziałać? O tym już jutro. Zapraszam.

4 Responses to “Problem z rozumieniem ze słuchu.”

  • rafal

    Bardzo fajny artykul, wlasnie sie zastanawialem czy moze jestem nidorozwiniety, czy może mam problemy ze sluchem. Okazuje sie ze caly worek porad jest jak najbardziej na miejscu i potrzebny. Codziennie koledzy Irlandczycy wiraja mnie [hał zi goin] lub [łatz de krak] o [fak sejk] nie wspomne… fak kazdy rozumie ale sejk (sake) ? pierwsze dni bylem zielony… angielski w szkole w Polsce a slang irlandzkich skumbakow czy angielskich travelersow to dwabrozne jezyki. Czesto nie rozumieja slow z jezyka british english gdzievtrzeba im tlumaczyc co znaczą…

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Ojj, doskonale Cię rozumiem. Jak pierwszy raz mi przyszło rozmawiać w pracy z Londyńczykiem mówiącym szybko i potocznie, lekko wymiękałam. Po 2-3 dniach mózg mi się dostosował i zaskoczył. Z dziwnymi akcentami mam problem. Ale dopóki nie mam presji rozumienia ich, traktuję je jako ciekawostki. Z domowego zacisza nietrudno, hihi.

      Odpowiedz
  • Jacek

    Ciekawe. U mnie jest trochę inaczej. Jak słucham native’a twarzą w twarz to nie mam problemu ze zrozumieniem. Ale jeśli np w trmawaju za mną stoją jakieś osoby mówiące po angielsku a ja jestem do nich tyłem to złapię może kilka pojedyńczych słów. Uczęs się angielskiego od 25 lat. Nie mam problemu ze słuchaniem w rozmowie i mówieniem. Jednak z piosenek, czy tv nie umiem wyłapać słów by zrozumieć o co chodzi. Owszem to zależy od tego kto jak mówi. Steve Jobsa i jego keynotes rozumiem. Ale dziś dziecko słuchało lego friends i za chiny nie mogłem wyłapać słów. Aby mi się to udało muszę dać dzwięk na pełny regulator tak by nic innego do moich uszu nie docierało. Pomaga też słuchanie czegoś przez słuchawki ale nie powiem, nie jest to komfortowe.

    Odpowiedz
  • Ewelina | www.english-tea-time.com

    Świetny artykuł, natrafiłam na niego dopiero dziś! Dziś też nagrywałam webinar na temat tego jak rozwiązać te problemy, za pomocą jakich ćwiczeń, co robić, by przyzwyczaić ucho do j. angielskiego :)

    Odpowiedz

Skomentuj

Current ye@r *