Takie tam wyzwanie.

Autor: Ania
18.02.2015
planning

Nie będzie lekko. No w każdym razie nie było ostatnio. Polecę prywatą, a jakże. Dzieci mi się pochorowały, ja się pochorowałam, było słabo. A to wszystko w ferie. Super, nie? Siedzenie w domu z chorym stadem i obserwowanie ludzi, którzy spacerują na świeżym powietrzu nie działało na mnie krzepiąco. Przez chwilę się nawet zastanawiałam, czy by się nie pogrążyć, wzorem Ani z Zielonego Wzgórza, w otchłani rozpaczy czy coś. Brałam też pod uwagę depresję, ale wizja mnie samej leżącej w łóżku i patrzącej w sufit nie podoba mi się za bardzo, bo jest równoznaczna z bezczynnością, a tej nienawidzę. Zresztą, szybciej bym zasnęła niż popadła w stupor.

Dobrze, moi mili, koniec smutków (mam nadzieję). A zarazem początek. Początek, bowiem dziś dla katolickiej części świata rozpoczyna się Wielki Post, w którym smucić się wolno, ba, nawet należy. Oczywiście smucić mądrze i produktywnie, darując sobie łóżko i sufit.

Ja postanowiłam się przez kolejne dni do Wielkanocy poumartwiać. Jest to czynność współcześnie niemodna, niepopularna i w ogóle be. Na smutek i próby umartwiania dostajemy z miejsca propozycję psychoterapii, małych tabletek z trójkątem na opakowaniu albo co najmniej wypadu do kina na tzw. „śmieszną komedię”. Lepiej cieszyć się życiem przecież, cokolwiek to oznacza.

Dobrze, bo jak zwykle odpływam. Do rzeczy. O co chodzi z tym umartwianiem? A, postanowiłam, że nie zaszkodzi jeśli sobie odmówię tego czy owego w Wielkim Poście. Na tenże przykład, tępego gapienia się w telewizor jak już stado uśnie.

 

Oczywiście, kryje się za tym chytry plan. Takie wyzwanie, na ten przedwielkanocny czas.

 

Mam nadzieję, że do niego dołączycie.

Plan jest taki: codziennie (c o d z i e n n i e) się uczymy. Na każdy dzień wybieramy sobie „porcję” do nauki, taką na mniej więcej pół godziny. Będą to, do wyboru:
- kilkanaście słówek
- kilka idiomów/phrasal verbs
- parę ćwiczeń gramatycznych
- podcasty
- filmiki
- cokolwiek innego co przyjdzie do głowy.

Uwaga! Jeśli się uczycie codziennie tak czy inaczej, dorzucacie sobie dodatkowe pół godziny! HA!

 

Dołączycie?

 

Warunek: uczymy się codziennie i nie krócej niż pół godziny. Można dłużej, a co tam. Jak się umartwiać to umartwiać!

 

Ja do tego mam chytry plan numer 2. Mój osobisty.

Za każdy dzień nauki wrzucę do skarbonki 2 złote, za każde pół godziny. Jeśli wyjdzie godzina, wrzucę 4 zł. Ciekawe, ile uzbieram do Wielkanocy? Zakładam, że co najmniej 80 zł. W nagrodę kupię sobie torebkę. Najwyżej trochę dorzucę.

To jak? Kto odważny? Kto się poumartwia ze mną? Czekam, czekam… Ostrzegam, że połowie Postu będziecie musieli pokazać Wasze skarbonki.

14 Responses to “Takie tam wyzwanie.”

  • Aleksandra J.

    Ale że jak ? Że tak od dzisiaj? :D

    Odpowiedz
  • Diana Korzeb

    Dołączam się, chociaż będę wrzucać funciaki ^^.

    Odpowiedz
  • Rubella

    Chciałabym, ale już kompletnie nie mam czasu. Ewentualnie od 13 marca, gdy skończę cholerne Gamification na courserze. W czasie przerwy świątecznej, gdy miałam wolne, wydawało się, że co to tam taki kursin z średnio 4-6h nauki w tygodniu…. Naiwna byłam.

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Biedna. Ale za to jak teraz będziesz gamifikowała, że hej! ;) Mi idzie dość opornie, ale walczę, ciągle walczę…

      Odpowiedz
  • Ania M.

    Wzorem znanych i lubianych Ań (co za dziwna odmiana) też miałam cichy plan z tą otchłanią.. Dość dziecięcych chorób! Ale z inną kwestią przychodzę. Post nie jest od smucenia się, tylko od „całkowitej zmiany myślenia”. Na lepsze, rzecz jasna. Na hartowanie własnego ja, żeby nie było już tylko „ja”. Człowiek poszczący ma być radosny. Przecież ja głębokim smutku nie dociagnę nawet tygodnia, co tu mówić o sześciu ;)

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Oczywiście masz rację. Z tym umartwianiem to tak niezupełnie serio. Wiadomo, nie chodzi o smucenie się, tylko o mądre zastanowienie nad tym, co się „w duszy nosi”. Poza tym dla mnie uczenie się to jednak bardziej przyjemność niż obowiązek.
      Co do nastroju… Po chorobach i ciągłym siedzeniu w domu z niemowlakiem chyba byłam w nienajlepszej formie. Ale idzie ku dobremu… Pozdrawiam Cię serdecznie, oby do wiosny!

      Odpowiedz
  • Magda

    To z opóźnieniem, ale za to z wielkim zapałem, do roboty zabieram się i ja! Zbierane będzie w dolarach, co by uzbierać na podróżowanie tutaj, z cudownie wyszlifowanym językiem rzecz jasna! Za pomysł i motywację wielkie Ci dzięki! :)

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      W dolarach, cudownie! Super, jest nas już kilka osób. A skąd będziesz podróżować?

      Odpowiedz
  • Magda

    ja mogę się dołączyć, ale codziennie przez godzinę pisać pracę, i będę wrzucać tam 5 zł, jutro idę po skarbonkę :(

    Odpowiedz
  • English for Lunch

    Pomysł bardzo dobry, ale z wykonaniem trudniej ;-)

    Odpowiedz

Skomentuj

Current ye@r *