TEN moment.

Autor: Ania
10.09.2014
broken_heart

Jak w każdym szanującym się związku tak i w moim nastąpił TEN moment. Kryzys. A było już tak pięknie… Wszystko zaczęło się psuć w zeszłym tygodniu. Zamiast spędzać z moim ukochanym jak dotąd radosne chwile, zaczęłam szukać rozrywki gdzie indziej. Tak, tak, winę biorę na siebie. Prawie całą. Prawie. Bo on nie jest taki znowu bez skazy. Jest czasem tak przewidywalny, że zwyczajnie się z nim nudzę… Tyle lat razem a on ciągle taki sam. No dobrze, może i delikatnie się zmienił, ale wiem przecież, że nie zrobił tego dla mnie. No owszem, ma jakieś tam swoje tajemnice, ale co mi po tym, kiedy nie chce się ze mną nimi dzielić. Skryty taki.
Poza tym, wcale nie jest zazdrosny! Czy się nim zajmuję czy nie, on pozostaje niewzruszony. Obcy wręcz. No to wzięłam i spróbowałam go sprowokować. Przez kilka dni udawałam, że go nie ma. Czekałam. Nic się nie wydarzyło. On pozostał taki jak zawsze, dostojny i pełen uroku. Dla innych taki przystępny, taki milutki i… momentami wręcz łatwy! Szkoda tylko, że dla innych!
Miarka się przebrała. Jakoś tak we wtorek wzięłam i go rzuciłam. No wieeem, wieeem… Wiem, że do niego wrócę. Muszę się tylko z nim przeprosić. Już wymyśliłam jak. Zabiorę go dzisiaj na spacer. Usiądziemy razem na ławce i spróbujemy zacząć wszystko od nowa. No przecież go kocham. Nadal. Taki tam tylko miałam kryzysik… wielkie mi co. Każdy kiedyś tak ma. Prawda, mój ty Angielski?

P. S. Ta krotochwila to wstęp do następnego wpisu, o kryzysach w nauce języka. Będzie bardziej serio, obiecuję.

One Response to “TEN moment.”

  • Emily

    A o kryzysie w nauczaniu też kiedyś będzie?:) przyznam, że z zainteresowaniem i o tym przeczytam ;)

    Odpowiedz

Skomentuj

Current ye@r *