Urodziny!

Autor: Ania
13.05.2015
Birthday

Dziś blogowe urodziny! English my way kończy właśnie dwa lata, a mamunia puchnie z dumy, bo dziecię wyrosło z pieluch, stało się trochę samodzielne i najukochańsze na świecie.

Pamiętam, jak opublikowałam pierwszy wpis i w ekscytacji czekałam, aż zostanie skomentowany. Wydawało mi się, że cały wszechświat tylko czeka na to, co wypłynie spod mojej ręki… Się okazało, że nie czekał. Na komentarze, odwiedziny i jakiekolwiek zainteresowanie przyszło za to mi trooochę poczekać. ;) Za to teraz codziennie mnie odwiedzacie, subskrybujecie, piszecie przesympatyczne maile i zostawiacie po sobie ślad w komentarzach. Miód na moje serce!

Co się zmieniło w życiu blogomamuni przez te dwa ostatnie lata? Ano, została mamunią po raz drugi w realu, czego wierni czytelnicy nie mogli nie odnotować po postach, w których nieuchronny ślad pozostawiało po sobie niedospanie, zęby i zmęczenie. Na pieluchowe zapalenie mózgu na szczęście nie zeszłam i chyba teraz już nie zejdę. Moje realowe młodsze dziecię zbliża się do roczku, staje się kumate i coraz rzadziej pytam się z rana jak żyć. Że o drugiej sztuce prawie już dorosłej (jako że kończy przedszkole) nie wspomnę.

Cóż jeszcze?… Pracuję nadal z dzieciakami i nadal uwielbiam, kiedy na koniec zajęć słyszę „O! Ale dzisiaj było fajnie!” Ale, żebyście przypadkiem sobie nie myśleli, że jestem cudowną panią od angielskiego, miewam też zajęcia, po których mam ochotę zabić się własną pięścią. Równowaga w przyrodzie jest, na bank.

A na blogu? Bywam poważna, bywam niepoważna. Radzę, podpowiadam i wymyślam, co by tu zrobić, żeby było wam dobrze. Uczę się z wami. Czyli mniej więcej stabilnie. Od kilku miesięcy należę do zacnego grona blogerów językowo-kulturowych, którzy piszą o miłości do różnych krajów i języków, od niemieckiego po kirgiski, zresztą, jeśli jeszcze tego nie robiliście, kliknijcie w filiżankę po lewej i zobaczcie. Albo tutaj.

Biorę udział (raz czy dwa tylko nie dałam rady) w akcji „W 80 blogów dookoła świata”. Byłam „okienkiem” w kalendarzu adwentowym w ramach „Blogowania pod jemiołą” i ukrywałam zgniłe jajeczko podczas akcji „Znajdź wielkanocne jajeczko”. No podrosłam trochę, dorobiłam się znajomych i niegroźna mi już samotność w sieci.

Co wam się podobało najbardziej przez te ostatnie dwa lata? Najpopularniejsze (pod względem komentarzy) okazały się wpisy „80 blogów”: o kuchni brytyjskiej, mój subiektywny alfabet angielski i wpis wiosenny. Oprócz tego bardzo często zaglądacie do wpisów bardziej merytorycznych, jak ten o podcastach, czasownikach nieregularnych czy pokonywaniu bariery językowej.

Przy okazji powiem, że moimi ulubionymi wpisami są te niepoważne, a to dlatego, że pisząc je sama miałam radochę. Najbardziej lubię ten o nauczycielu angielskiego, miał on zresztą rekordową odwiedzalność po tym, jak wrzuciłam go na fejsbukową grupę nauczycieli angielskiego. Sprawił fun a poza tym niejednego anglistę wyedukował w kwestii „co to jest princeska”. ;)

 

No dobrze, to tyle podsumowań. Teraz najlepsze, życzenia! Jako że moje blogodziecko jest jeszcze małe i jak to dwulatek, samo czasami nie wie czego chce, złożę mu życzenia na jego poziomie:

 

Kochane English My Way, życzę Ci zdrówka i żebyś było zawsze pociechą dla mamusi! Cmoook!

 

A teraz pozwolę sobie samej pożyczyć, a co, w końcu jedyna okazja. Poza tym, bardzo niedawno miałam urodziny, mam prawo, nie?

Czegóż sobie życzę?

Pracy. Chcę popracować w szkole nie-językowej, dopóki mi jeszcze wrzody żołądka pozwolą. Brakuje mi szkolnego życia, zaskakujących mnie w każdą możliwą stronę uczniów, wrzasku na przerwach i ploteczek w pokoju nauczycielskim. Wiem, wiem, puknę się w głowę jak tylko przestanę to pisać.

 

Braku zatwardzeń umysłowych typu siedzenie przed pustą kartką z myślą „Eeee… co by tu napisać?”. Do tej pory zdarzyło mi się to może ze dwa razy, życzę więc sobie, żeby się nie powtórzyło. Zresztą, u mnie to wystarczy tylko że pójdę wieczorem pod prysznic, wtedy od razu mam wenę. Szkoda tylko, że jest koło północy i z moją weną idę zwykle spać.

 

Radochy z pisania. I pożytku. Bo dopóki to co piszę przydaje się wam i jeszcze was cieszy, to czegóż chcieć więcej?

 

Wyjazdu do UK. Najlepiej bez stada. Żeby odświeżyć kontakt z angielskim, pójść na ale’a i koniecznie do Tate.

 

Na koniec, żebym poznała wszystkie mądre angielskie wyrazy, idiomy i rozumiała każdy akcent.

 

Do życzeń dołącza się mój realowy syn:

Ghjljfgfghyth,l;,ld,s, BGGHJKSGJIURFGBGHJHJKL NM

 

Pozostając w nadziei na kolejne dobre lata na blogu (i że życzenia mojego dziecka nie są inwektywami) pozdrawiam urodzinowo. Wszystkiego dobrego dla was wszystkich, moi kochani, w końcu bez was nie byłoby tych urodzin. Zdrówko!

4 Responses to “Urodziny!”

Skomentuj

Current ye@r *