Niedzielny relaks czyli…

Autor: Ania
25.01.2015
monty python

… kolejny wpis z cyklu „W 80 blogów dookoła świata”.

 

80blogow-219x300

Tym razem tematem przewodnim jest… brak tematu przewodniego. Dziś ja i inni blogerzy kulturowi i językowi biorący udział w akcji odpowiadamy na pięć pytań (albo prawie-pytań). Każdy mógł wybrać z dziesięciu te, które najbardziej mu „podchodziły”.

Ja wybrałam takie oto.

1. Mój pierwszy pobyt w Wielkiej Brytanii.

Pierwszy raz był… niesamowity! O ile mnie pamięć nie myli to był rok 1997. Wycieczka szkolna, na którą zbieraliśmy pieniądze chyba ze dwa lata, żeby nie obciążyć rodzinnych budżetów jednorazowo.
Z Polski lat dziewięćdziesiątych, rozpędzonej ku zdobyczom kapitalizmu ale mocno jeszcze osadzonej w przeszłości sprzed roku ’89 przeniosłam się do kraju, w którym było… tak bardzo inaczej! To był mój pierwszy pobyt za zachodnią granicą, być może dlatego wszystko co za nią zobaczyłam oszołomiło mnie tak bardzo. A może oszołomiło bo… pochodziłam ze sporej, ale jednak wsi? Wtedy wszystko było jeszcze takie egzotyczne dla mnie: wypielęgnowane trawniki, czyste ulice (droga przez Niemcy), kolorowe wystawy (no, u nas też były, ale jakieś takie uboższe jednak), nawet… toalety, które same się spłukiwały (wiem, wiem, brzmi to jakbym była wypuszczona z dziczy).
Wiecie co pamiętam najlepiej?

Pelargonie zwisające w doniczkach przyczepionych do latarni i zdobiących wejścia do pubów. Co za szalony pomysł, ozdabianie kwiatami ulic!

Zapach lawendy w sklepiku z pamiątkami. I gadżety, od których dostawałam oczopląsu. Te wszystkie kubeczki, podstaweczki, filiżanki, książki… Ech! W Białej Podlaskiej, w której było moje liceum, jedynym miejscem, gdzie można było znaleźć namiastkę takich „fajnych rzeczy” (które nota bene teraz wyrzuciłabym do piwnicy jako zbieracze kurzu) był sklepik-mini galeria, gdzie wstępowało się po kubek albo kolczyki hand-made przed urodzinami koleżanki.

Co jeszcze pamiętam?

Muzea, w których po raz pierwszy w życiu mogłam dotykać przedmiotów. W głowie mi się nie mieściło, że mogą być takie, w których nie umiera się z nudów przed gablotami. Ba! Z których nie chce się wychodzić!

Sklep muzyczny, który miał kilka pięter (jaki to, może wiecie?).

I w końcu język, który dotąd znałam jedynie z lekcji i trochę z telewizji (o ile nie był zagłuszony przez lektora), a którym mówili żywi ludzie na ulicach! Niewiarygodne!

Tak, to wtedy Anglia, a właściwie Londyn, rzucił na mnie czar. Co istotne, aż ciśnie mi się na usta (monitor?), że to był zupełnie inny Londyn niż teraz. Polski można było usłyszeć sporadycznie, my zaś nie kojarzyliśmy się jeszcze (a przynajmniej nie tak bardzo jak teraz) ze złodziejami pracy i przysłowiowym „zmywakiem”. Eh, eh. I ja byłam inna.

Taa, jak to mówili w jednym ze skeczy Mumio, „ten świat jest zaczarowany”…

2. Najbardziej zaskakujące odkrycie związane z Wielką Brytanią.

Hmm… Brytyjki. Nie spodziewałam się widoku tylu młodych, otyłych kobiet, paradujących ulicami w spódniczkach mini, szortach czy bluzkach odsłaniających apetyczne (ekhem) fałdki na brzuchu. Rzecz u nas nie do pomyślenia. I dobrze.

3. Co lubisz/czego nie lubisz w Wielkiej Brytanii?

A, pojadę po negatywach.

Po pierwsze: wszechobecne proszę/dziękuję/przepraszam. Wyrazy te są naprawdę wszechobecne, powtarzane milion razy dziennie, w sytuacjach, w których mi, prostemu człowiekowi, nie przyszłoby do głowy ich używać. No w realu robi to wrażenie. Ilość zwrotów grzecznościowych na minutę w Anglii przekracza jednak mój próg tolerancji na wyuczoną uprzejmość. Kiedy mam każde grzeczne pytanie zakończyć rytualnym „please”, dostaję skurczu krtani. Wolę, no wolę tę naszą polską umiarkowaną kurtuazję. Może po prostu w głębi duszy jestem gburem?

Drugą rzeczą, jakże osławioną, jest dystans. Może i nie miałam czasu zintegrować się dogłębnie z tubylcami, ale śmiem twierdzić, że nie doszłabym z żadnym Anglikiem do etapu „Bo widzisz, Zdzisiu, wrzody mi się odezwały i sąsiad mi gra disko w nocy”. Dystans pomiędzy mną a Anglikami czułam za każdym razem. Chłód jakiś. Śmiejemy się, fajnie, spoko, ale dochodzimy do pewnego etapu, na którym reszta jest milczeniem i „none of your business”.
A może za mało spożyłam? Albo nie to co trzeba?

4. Ulubione motto, cytat, powiedzenie, powiedzonko w języku angielskim.

Wszystkie z Monty Pythonów rządzą w moim domu. Na przykład „kot udusił się łubinem”, „Jezuśku, jak tu paskudnie!”, „To moja żona Audrey, trochę śmierdzi, ale ma złote serce” „to nie jest kłótnia, to sprzeczka” albo „nikt nie spodziewa się hiszpańskiej inkwizycji”. Nie piszę po angielsku bo skecze oglądałam jeszcze za czasów mojej średniej językowej biegłości i w polskim tłumaczeniu najbardziej mnie bawią. No, może z wyjątkiem: „I beg you pardon?!” i „A comfy chair?!” (zlepione w „komficze” i używane jako synonim czegoś strasznego).

I jeszcze takie zdanie, fragment piosenki Stinga, który nie wiem dlaczego przyczepił się do mnie i przypomina mi się zawsze w momentach szczególnej szczęśliwości: „I’m so happy that I can’t stop crying”.

 

Moi drodzy uczniowie, w tym oto miejscu kończycie lekturę.

 

5. Jaką jedną rzecz z Wielkiej Brytanii wziąłbyś ze sobą na bezludną wyspę i dlaczego?

Skrzynkę/zgrzewkę angielskiego piwa. To nic, że ma dwa grzechy główne przeciwko ideałowi piwa: jest słabo gazowane i najlepiej zna temperaturę pokojową. I tak jest dooobre. A co tam, mogłabym się nim upić na wesoło i jakoś przetrwać kolejny dzień na wyspie.

Sama jestem ciekawa, jakie pytania wybrali pozostali blogerzy. Tu macie do nich linki. Kliknijcie w nie koniecznie, poczytajcie, bądźcie mili i zostawcie komentarz.

Chiny:

Biały Mały Tajfun: http://baixiaotai.blogspot.com/2015/01/5-pytan-do_25.html

Francja:

Madou en France: http://zapistnik.blogspot.com/2015/01/5-pytan.html 

Francais-mon-amour: http://francais-mon-amour.blogspot.com/2015/01/5-pytan-do-blogera-w-80-blogow-dookoa.html

Love For France: http://loveforfrance.majakka.pl/francja-w-pieciu-pytaniach/

Francuskie i inne Notatki Niki: http://notatkiniki.blogspot.com/2015/01/piec-pytan-do-blogera-w-80-blogow.html 

Blog o Francji, Francuzach i języku francuskim: http://francuski-przez-skype.blogspot.com/2015/01/5-pytan-do.html

Uzależnienie od francuszczyzny: http://aulnay-aulnay.blogspot.com/2015/01/5-pytan-i-odpowiedzi-czyli-odrobina.html

Holandia:

Język holenderski – pół żartem, pół serio: http://jezykholenderski.blogspot.com/2015/01/5-pytan-o-holandie-odpowiadam.html

Kirgistan:

O języku kirgiskim po polsku: http://kirgiski.pl/2015/01/5-pytan-do-blogera-o-jezyku-kirgiskim-i-kirgistanie/

Niemcy:

Blog o języku niemieckim: http://dianakorzeb.pl/2015/01/25/w-80-blogow-dookola-swiata-5-pytan-do-blogera/

Niemiecki po ludzku: http://niemiecki-po-ludzku.blogspot.com/2015/01/w-80-blogow-dookoa-swiata-5-pytan-do.html

Niemiecka Sofa: http://niemieckasofa.pl/2015/01/5-pytan-czyli-akcja-w-80-blogow-dookola-swiata/

Rosja:

Rosyjskie Śniadanie: http://www.rosyjskiesniadanie.pl/rozmaitosci/5-pytan-do-blogera/

Szwajcaria:

Szwajcarskie Blabliblu: http://szwajcarskie-blabliblu.blog.pl/2015/01/25/5-pytan-do-czyli-petit-petit-schizofrenia/

Wielka Brytania:

English with Ann: http://english-with-ann.blogspot.com/2015/01/pytania-do-blogera-czyli-moj-pierwszy.html

English-Nook: 5 pytań do blogera http://english-nook.blogspot.com/2015/01/5-pytan-do-rubelli-czyli-do-mnie.html

Head Full of Ideas: http://zglowynapapier.blogspot.com/2015/01/w-80-blogow-dookoa-swiata-5-pytan-do.html

english-at-tea: 5 pytań do blogera http://english-at-tea.blogspot.com/2015/01/5-pytan-do-blogera.html

Włochy: 

Studia, parla, ama: http://studiaparlaama.pl/w-80-blogow-5-pytan-do-blogera/

CiekawAOSTA: http://ciekawaosta.pl/w-80-blogow-dookola-swiata-5-pytan-blogera/

Wloskielove: https://wloskielove.wordpress.com/2015/01/25/conosciamoci-meglio-5-pytan/

Wietnam: 

wietnam.info:http://www.wietnam.info/2015/01/w-80-blogow-dookoa-swiata-5-pytan-do.html

Aha! Jeśli chcielibyście dołączyć do „80 blogów”, nie wahajcie się odezwać na adres: blogi.jezykowe1@gmail.com. Jeśli będziecie grzeczni to was przygarniemy.

21 Responses to “Niedzielny relaks czyli…”

  • W 80 blogów dookoła świata – 5 pytań do blogera | CiekawAOSTA

    […] świata” # 10  ‚5 ciekawych pytań do blogera’ Szwajcarskie Blabliblu: 5 ptań do English my way: W 80 blogów English with Ann: pytania do blogera czyli mój pierwszy raz English-Nook: 5 pytań do blogera Head […]

    Odpowiedz
  • Emilia

    Muzea, gdzie można dotknąć, przekręcić, upleść coś są super! I dużo lepiej spełniają swoją funkcję edukacyjną. W końcu: „Powiedz mi, a zapomnę. Pokaż mi, a zapamiętam. Pozwól mi zrobić, a zrozumiem.” Angielska uprzejmość wkurza mnie, gdy jestem w kiepskim nastroju („nie przepraszaj mnie, jeśli nie masz tego na myśli, bo mnie obrażasz”), ale zwykle lubię te wszędobylskie, miłe słówka, nawet jeśli nie są do końca szczere.

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Super, super. Całe szczęście, że teraz gonimy m. in. Wlk. Brytanię i zaczynamy robić fajne muzea.

      Odpowiedz
  • Ula

    „To moja żona Audrey, trochę śmierdzi, ale ma złote serce”- oplułam monitor jak to przeczytałam. Proszę następnym razem o uprzedzenie, żeby nie pić w trakcie czytania ;) Aczkolwiek Monty Pythona nie cierpię ;)

    Odpowiedz
  • alessandra

    Wcale się nie dziwię, że w latach 90. Anglia zrobiła na Tobie takie wrażenie. Ja byłam pierwszy raz w Anglii w 2007 roku, a i tak kontrast między Brytanią a Polską wydawał mi się ogromny. No i zgadzam się co do Brytyjek: powinny się uczyć stylu od księżnej Kate ;)

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Oj, tak, tak – co do stylu. Co do różnic – mi kilka lat później już się tak nie wydawało, miałam wrażenie, że wszystko jest jak u nas.

      Odpowiedz
  • english-at-tea

    A mi się w temacie rozbieżności skojarzyły trawniki, piękna zieloniutka niska trawa, a trawa w parkach po to żeby po niej chodzić, biegać, leżeć, skakać, etc., a nie jak u nas „nie deptać”. Żałuję, że mają nas tam teraz za intruzów. Trafił Ci się wyjazd w bardziej sprzyjających okolicznościach :)

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      No właśnie, piękna trawunia. Następne wyjazdy były za to już w czasach mniej sprzyjających, wolę nie myśleć jak jest teraz. Co do bycia intruzami, hm, jest tam nas tyle, że chyba faktycznie mają prawo nas mieć nas dość. Tym bardziej, że z reguły nie wyjechała do Anglii elita intelektualna… Eh.

      Odpowiedz
  • W 80 blogów dookoła świata: 5 pytań do blogera. | Blog o języku niemieckim

    […] Brytania: English my way English with Ann: pytania do blogera czyli mój pierwszy raz English-Nook: 5 pytań do blogera Head […]

    Odpowiedz
  • Francja w pięciu pytaniach | Love For France

    […] Brytania: English my way: Niedzielny relaks czyli.. English with Ann: Pytania do blogera czyli mój pierwszy raz English-Nook: 5 pytań do Rubelli, […]

    Odpowiedz
  • Emily

    I love your style! Potrafisz tak zabawnie pisać, że można Cię czytać bez końca! Normalnie, radość dla duszy! może jeszcze któreś pytanie Ci się spodobało? może coś Ci się jeszcze przypomniało?:P

    Odpowiedz
  • N.

    Ufff, dobrze, że mogłam przeczytać odpowiedź na ostatnie pytanie :D

    Odpowiedz
  • Ania M.

    W podobnych czasach (97′) podróżowałam z rodziną samochodem przez Szwajcarię, Francję i okolice. Przydrożna toaleta miała funkcję samoczyszczenia i wszystko było full automatic. A w sieciowym hotelu kibelki były tak zautomatyzowane, że bałam się sikać przez caluśką noc!

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Ja i koleżanki też czułyśmy się z lekka zagubione w toaletach. Do dziś pamiętam jak szukałyśmy kurków w kranie, hihi.

      Odpowiedz
  • W 80 blogów dookoła świata: 5 pytań do blogera. - Językowy Precel

    […] English my way English with Ann: pytania do blogera czyli mój pierwszy raz English-Nook: 5 pytań do blogera Head Full of Ideas english-at-tea: 5 pytań do blogera […]

    Odpowiedz

Skomentuj

Current ye@r *