Wybełkotać coś

Autor: Ania
17.09.2013
julian_tuwim

Tuwima darzę miłością najszczerszą. Z niej to kiedyś nauczyłam się nawet jego „Mieszkańców” na pamięć całkowicie dobrowolnie i nie w szkole. Wyszło mi to zresztą na dobre, bo pisałam potem o tym utworze na maturze mając przed oczami (wyobraźni) słaniającą się z wrażenia polonistkę zachwyconą moim umiłowaniem poezji. Julian Tuwim i inni weseli ludzie z „Pikadora” i „okolic” to moi ulubieńcy – i ze względu na geniusz językowy (te purenonsensowe gry słów!) i barwne życiorysy. Niedawno zaśmiewałam się czytając „Alfabet wspomnień” Słonimskiego. Przedwczoraj natomiast natknęłam się na cudny fragment listu Tuwima do Słonimskiego właśnie (list z Nowego Jorku). Ku pokrzepieniu serc, rzekłabym.

„Moja angielszczyzna (amerykańszczyzna), po 5 latach pobytu w tym kraju, przedstawia się tragicznie. Po to, żeby minutę (gruba przesada! 10 sekund) mówić, muszę się kwadrans przygotowywać, więc możesz sobie wyobrazić, jak wygląda moja ‚konwersacja’, gdy się przypadkiem znajdę w towarzystwie amerykańskim (czego unikam jak ognia): siedzę czerwony, spocony, wytężony, dobieram w myślach słów, przystawiam końcówki gramatyczne, układam szyk wyrazów, przygotowuję wymowę i akcent; wreszcie, zmęczony, wyczerpany katorgą przygotowań, rozdygotany tremą, wybełkacam (wybełkucam? jak jest prawidłowiej?) zdanie, złożone najwyżej z 8-10 słów – a mój interlokutor uśmiecha się i mówi: ‚Pardon me?’.

Ręka w górę kto choć raz był Tuwimem.

Taak…

2 Responses to “Wybełkotać coś”

  • Marta

    Jestem Tuwimem na co dzień tutaj w UK, a zamieszkuję ten kraj od ponad dwóch lat. Na moje szczęście nie mam objawu jak pocenie się, ale zaczerwienienia się zdarzają. Co do dobierania w myślach słów, na co dzień nie robię tego, raczej słowa wychodzą z moich ust tak całkiem spontanicznie. Dopiero kiedy zdarza się jakaś wizyta, wtedy przed nią – przygotowuję odpowiednie słowa i na wszelki wypadek zabieram karteczkę, gdzie mam je zapisane (choć teraz już znacznie rzadziej zabieram ją ze sobą).

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Marta, myślę, że jak słowa wychodzą z ust spontanicznie, to spory sukces:) A karteczka z najważniejszymi słówkami – dobry patent. Podczas moich wizyt w Anglii, mi najbardziej przeszkadzało to, że mój poziom biegłości pozwalał na swobodną komunikację, ale już nie na spontaniczne żarty, riposty czy jakieś zabawy słowami w języku angielskim. Czułam się tak, jakby moja elokwencja spadła o kilka poziomów… Tak chyba musiał się czuć Tuwim;)

      Odpowiedz

Skomentuj

Current ye@r *