Zakochaj się: cztery kroki na początek.

Autor: Ania
17.04.2015
steps

Wiosna jest. Czas na pozytywne zmiany. Dziś pierwszy z moich wiosennych wpisów, które, mam nadzieję, sprawią, że angielski zacznie się wam kojarzyć z czymś przyjemnym i wartym waszego czasu. A może nawet odkryjecie, że uwielbiacie ten język, a przez zwykłe przeoczenie jeszcze się go dobrze nie nauczyliście, ha!

Jesteście wiecznie początkujący i zapał do nauki angielskiego minął wam sto lat temu? A może tłuczecie i tłuczecie ten nieszczęsny angielski w szkole i macie go już serdecznie dość? Jak mawiają mędrcy, whatever.

Może nie macie szczególnego powodu, dla którego po prostu nie lubicie tego języka? Jeśli tak, zadbałam o was. Proszę, możecie wybrać sobie powody z cudnej dyskusji „Dlaczego tyle osób nie lubi angielskiego?” prosto z otchłani internetu (i gimbazy)*. Proszę, zapraszam. Pisownia oryginalna.

Nie lubie tego okropnie glupawego i pulchnego brytyjskiego angielskiego.

 

Po prostu masz pecha, że twoi znajomi nie lubią angielskiego – zdarza się. Ja mam tak samo, ale nie ingeruję zbytnio w upodobania innych, bo to w sumie nie moja sprawa.

 

Ma zbyt dużo czasów, sam nie wiem ile, ale chyba chociaż z 10.

 

Bo jest nudny i nauczycielka od angielskiego nonstop na nas wrzeszczy.

 

Angielski jest zbyt trudnym jak na język międzynarodowy.

I najlepsze na koniec…

Bo to parszywy język.

Dla was wszystkich, mniej czy bardziej zniechęconych, nieumiejących czy niechcących, kilka podpowiedzi na dobry początek nauki.

No właśnie, na początek. Gdybym była fanką złotych myśli z internetów, wkleiłabym tu kilka zdjęć z hasłami o nowych początkach, że nic straconego, że wystarczy zacząć i wszystko dalej pójdzie, że wielcy zaczynali od zera i tak dalej na to kopyto. Ja jednak chcę od ciebie teraz czegoś innego.

1. Zatrzymaj się. Odpowiedz sobie na pytanie: lubisz angielski czy nie? Odpowiedziałeś? Dooobrze. A teraz krótkie zadanie. Dokończ zdanie: kiedy myślę o angielskim to widzę…

Ciekawe, co teraz pojawiło się w twojej głowie? Zołzowata anglistka? Znajomy Amerykanin, którego unikasz, bo boisz się do niego odezwać? Czasy, których nie ogarniasz? Wymowę, która jest nielogiczna? A może nic szczególnie negatywnego, po prostu język jak język, nuda.

Jeśli twoje skojarzenia z nauką angielskiego są negatywne albo tylko neutralne, masz poważną szansę nie nauczyć się tego języka nigdy. Albo przynajmniej – nigdy dobrze. Ośrodek przyjemności to sąsiad ośrodka …

Co zatem możesz zrobić?

2. Zdaj sobie sprawę z tego, co nie wyszło. To dlatego kazałam ci się zatrzymać. W biegu trudno ci będzie o refleksję. Nie każę ci tu wcale kłaść się na blogową kozetkę i przez łzy opowiadać historii nieszczęśliwego dzieciństwa. Wystarczy, że przez kilka minut zastanowisz się nad tym, co do tej pory ci się nie udawało. Weź kartkę, zapisz. Może być bez ładu i składu, krótkimi hasłami, możesz coś narysować. Bądź jednak ze sobą szczery.

3. Nie obwiniaj się. Obwinianie się to taki zabieg, który do niczego nie prowadzi, serio. Zamiast to robić i rozdzierać szaty, spójrz na naukę angielskiego trzeźwo i konstruktywnie. Na pewno widzisz na twojej kartce kilka rzeczy, które są trudne. Wiedz, że prawdopodobnie są one trudne d l a  k a ż d e g o. Myślisz, że to, że wszyscy wkoło trąbią, że „angielski jest prosty” oznacza, że tak jest naprawdę? Guzik. Angielski wcale prosty nie jest. Owszem, nie ma (prawie) końcówek, przypadków, rodzajów i innych gramatycznych umilaczy, ALE. Czasy, wymowa, czasowniki „phrasal verbs” czy -naście albo wręcz -dziesiąt znaczeń jednego słówka, przedimki. To wcale nie jest takie łatwe! Mój profesor od fonetyki mawiał, że łatwo jest mówić po angielsku byle jak, ale mówić nim bardzo dobrze jest trudno. I to całe sedno. Zatem, stop poczuciu winy i bezproduktywnemu użalaniu się nad sobą. Czas na działanie.

4. Zacznij się uczyć angielskiego p o  s w o j e m u. Oddziel w głowie nauczyciela od samego języka. Olej go, jak jest bucem to trudno. Jeśli podręcznik budzi w tobie same negatywne skojarzenia, używaj go tylko wtedy, kiedy jest to niezbędne. Kup sobie inny, taki, który ci się spodoba. Nie lubisz podręczników w ogóle? Ucz się na platformie internetowej. Słuchaj piosenek po angielsku, zacznij lekcje sam na sam z fajnym nauczycielem (istnieją tacy, serio). Zacznij od nowa, nawet jeśli robisz to już piętnasty raz. Jeśli podejdziesz do tego tym razem po twojemu, czyli tak jak lubisz, są spore szanse, że ci się uda. Kiedy angielski stanie się „twój”, nagle może się okazać, że nawet trudne rzeczy nie są dla ciebie przeszkodą tylko wyzwaniem.

 

To tak na dobry początek. Zdanie sobie sprawy z pewnych rzeczy to często połowa sukcesu. Można dzięki temu przestać się miotać, czuć winnym, uczyć chaotycznie wciąż i wciąż od nowa. Można wprowadzić u siebie „stan zero” czyli punkt, w którym na język spojrzymy inaczej a naukę zaczniemy traktować bardziej przyjaźnie.

 

Co dalej? Dalej będziemy podążać w stronę przyjemności… Bo, żeby się zakochać, trzeba żeby najpierw było miło. Jak to zrobić ucząc się języka? O tym we wtorek. A w piątek o moich wybitych zębach. I o tym, jak zostałam gwiazdą czerwonego dywanu. No zapraszam.

*Cytaty pochodzą z serwisu www.zapytaj.onet.pl

2 Responses to “Zakochaj się: cztery kroki na początek.”

  • Diana Korzeb

    Z angielskim jest aż tak źle? Myślałam, że to niemiecki zbiera wszystkie laury :P

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Oj, nie, nie, angielski ma całkiem pokaźne grono „zwolenników”. To, że nie jest „twardy” nie sprawia, że jest kochany przez wszystkich.

      Odpowiedz

Skomentuj

Current ye@r *