Zrób dobre wrażenie

Autor: Ania
29.04.2015
Bambi-10debbfb

Taka ostatnio była piękna pogoda, że nie miałam wyjścia, jako istota ciepłolubna musiałam chłonąć słońce i stopnie Celsjusza całą sobą. Spędziłam mnóstwo czasu na dworze z moim stadem i, szczerze przyznam, nie miałam ochoty nawet otworzyć laptopa. Wpis był prawie gotowy od czwartku, ale wiecie, prawie robi wielką różnicę i tego ten, no jestem dopiero dzisiaj. Za to powiem wam dalej o zakochiwaniu się. Super, nie? No dobrze, po prostu lecimy dalej z…

Zakochaj sięA teraz wpis, że tak powiem, właściwy.

 

Zrób dobre wrażenie.

 

Załóżmy, że stworzyłeś sobie pachnąco-wizualno-smakowe, pozytywne środowisko do nauki. Dobrze. Odfajkowane. Po stworzeniu przyjemnej, można nawet rzec, zmysłowej atmosfery, czas na konkrety. Wiesz, to jak z pierwszą randką, na którą idzie się trochę w ciemno. Nie wiadomo, czy zaiskrzy, ale trzeba przecież pójść do miłego miejsca, raczej do ą-ę restauracji „Bułkę przez Bibułkę” niż osiedlowej barówy. Fason trzeba bowiem trzymać i miło ma być. Co dalej? No… ten… pora zrobić dobre wrażenie na naszym potencjalnym ukochanym jak już tak sobie razem zasiedliśmy przy stoliku.

Co to oznacza w praktyce? Ano, że warto wiedzieć co powiedzieć na początku, kiedy mamy rozmawiać po angielsku. Warto nauczyć się robić dobre wrażenie.

I nie, nie chodzi mi o najnowszy róż od Chanel ani rzęsy a la Bambi. Chyba nie muszę cię specjalnie przekonywać, jak bardzo ważne są pierwsze sekundy podczas spotkania. I jak potrafią być stresujące. Szczególnie jeśli istnieje opcja (a zawsze istnieje, nie oszukujmy się) rozmowy w języku angielskim z piękną blondi podczas zagranicznych wakacji, przyszłym szefem, egzaminatorem czy kolesiem-obcokrajowcem spotkanym w knajpie. Czyli, że się tak wyrażę, stanięcia z angielskim face to face.

Po pierwsze: poznaj wszelkie możliwe sposoby witania się po angielsku.

Warto mieć zawczasu dobrze zakodowane w głowie różne opcje powitań w języku angielskim i wiedzieć do kogo „pojechać” z „Hi” a do kogo z „Good evening”, co odpowiedzieć na „Nice to meet you” a co na „How do you do?”. No i oczywiście jak powściągnąć nasze polskie zapędy wywnętrzania się na proste i czystko zdawkowe „How are you?”.

Po drugie: naucz się podawać różne informacje na swój temat.

Znów, niby oczywiste ale ciekawa jestem, czy w tej chwili jesteś w stanie powiedzieć krótko o tym kim jesteś wychodząc poza podręcznikowe „My name is…”? Hę? Umiesz opisać co właściwie robisz w pracy, jakie masz doświadczenie, zainteresowania? Wiesz jak opowiedzieć o tym, że uwielbiasz łowić ryby albo haftować krzyżykowo? Dobrze. To w takim razie czy potrafisz powiedzieć, że największą rybą jaką złowiłeś był szczupak? Albo, trochę z innej strony, że twoją najulubieńszą potrawą są ruskie twojej ciotki? Nie? Czas najwyższy, żebyś pomyślał nad sobą (no, no, brzmi jak kara dla niesfornego przedszkolaka) i wykuł na blachę kilka istotnych „zagadnień” z twojego życia.

Po trzecie: naucz się opowiadać jakąś anegdotkę o sobie.

Na pewno przydarzyło ci się w życiu coś zabawnego albo bardzo zaskakującego, co przypomina ci się w gronie znajomych licytujących się przy piwie herbacie życiowymi wypadkami. Przypomnij sobie choć jedną taką historyjkę i naucz się ją opowiadać po angielsku. Nie mów, że nie potrafisz, do tego, w wersji uproszczonej, potrzebne ci będą past simple i continuous. Zajrzyj do gramatyki jeśli nie pamiętasz kiedy się używa konkretnego czasu. I do dzieła!
Mówienie o własnych przeżyciach, szczególnie śmiesznych czy zaskakujących to personalizacja, stosowana przez każdego dobrego nauczyciela. „Przerabianie” po angielsku własnych doświadczeń skutecznie motywuje (często nawet nie myślisz o tym świadomie) i angażuje mózg do nauki. Bezosobowe przykłady z podręcznika zawsze będą gorsze niż osobiste wrażenia wyartykułowane w obcym języku. O aspekcie towarzyskim nie wspomnę, wiadomo, że opowiadanie o sobie, szczególnie zabawnych rzeczy, rzuca pozytywne światło na naszą osobę.

Ja mam takich historyjek na pęczki, jako że życie obdarza mnie hojnie dziwnymi wypadkami. Jeśli we wszechświecie ma się wydarzyć coś głupiego, duże szanse, że przydarzy się to mnie. Obiecałam ostatnio, że będzie o zębach, zatem proszę. Przewrotnie, bo po angielsku. Wersja intermediate, don’t worry.

It happened when I was a little girl, about five or six years old. One day I went with my friend Peter to play at a nearby building site. In fact, it was the place where Peter’s family was going to move, at that moment at the stage of an unfinished house, with no windows or doors. Undoubtfully, a perfect place for children to play. So we were playing… Suddenly I heard Peter yelling from above (I was standing in the front yard, right in front of the house): „Ania! Look what I’ve got!!!” So, I looked at him, highly interested. The weather must have been really sunny as I can remember the sun shining straight into my eyes when I was trying to make out what that awsome thing Peter was holding triumphantly in his hand. Because of that sun I made a strange grimace, blinking at the sunlight and opening, I don’t know why, my mouth. It was then when Peter threw that „something” straight onto my face (children have strange ideas, don’t they?), or, to be more precise, directly onto my open mouth. The thing turned out to be a huge nail which, luckily, didn’t drive through my skull or got stuck into one of my eyes! No, the nail only fell on one my front tooth. The tooth broke and a v-shaped part of it fell out. What’s interesting, I didn’t even notice it! Playing hide-and-seek a few minutes later was more interesting than thinking about strange notion of something missing in my mouth…
The second part of  the teeth-story happened a few months later. I was coming back home after some joyful time with my friends. It started to drizzle. As I had my skipping rope, I decided to hurry up a bit at the same time adding a little more fun to my way  home. So, I started running and skipping. It could have been a great idea but for the slippery pavement… As you can guess, I tripped over the rope and fell down… straight onto my face (an ideal faceplant for YouTube if there was one at that time). After I got home I realised my second front tooth had been broken, exactly the same way as the first one. As a result, I finished off with an outstanding smile of vv shape in my mouth. And a comment heard once from a (naughty) boy met once somewhere in the park who, in hardly audible voice, said to his friend, „Look, what a crocodile!”.


 

A teraz po polsku. Dygresja taka.

To jedno z wydarzeń z czasów studenckich. Któregoś dnia śpieszyłam się na zajęcia na uczelni, jak zwykle zresztą, bo punktualność także i w tamtych czasach nie była moją mocną stroną. Pora była późna, wpadłam więc do głównego budynku i zaczęłam biec na drugie piętro, gdzie miałam seminarium magisterskie i gdzie czekał na mnie mój profesor. Zamyślona, roztargniona, oczami wyobraźni widziałam się już za drzwiami salki na poddaszu (wszyscy już są, ajj!) i tłumaczyłam się przed moim profesorem ze spóźnienia. Naprawdę nieźle gnałam po schodach, w bucikach na obcasie i spódniczuni, z torebką spadającą mi z ramienia i oczywiście jakimiś notatkami w rękach. Wypadłam na korytarz na pierwszym piętrze, zziajana, zestresowana i z lekkim szałem w oczach. I nagle – flesze! Prosto na mnie! O rany, jacyś fotografowie robią mi zdjęcia! Oślepiona, jedyne co widziałam (a raczej czułam pod obcasikami) to miękki czerwony dywan po którym biegłam! Możecie sobie wyobrazić moje zgłupienie. Czerwony dywan i ja w centrum uwagi. Hie, hie. Kiedy odzyskałam moce umysłowe, zorientowałam się, że zostałam Mistrzynią Pierwszego Planu (drugi plan jest dla mięczaków, he he). Przypadkowo wpadłam ze schodów przed „procesję” najważniejszych osobistości uczelnianych i jakiegoś czarnego Ważnego Człowieka w egzotycznym stroju, podążających uroczyście w stronę rektoratu i obfotografowywanych przez kilku panów z lokalnych gazet. Mówię wam, to było piękne! Od tamtej pory wiem, jak czują się sławy w Cannes czy innym Hollywood. Najlepsze z tego wszystkiego było to, że kiedy wpadłam na seminarium i opowiedziałam co mi się przed chwilą przytrafiło, mój ukochany profesor oczywiście „nie zauważył” mojego spóźnienia. Sława robi swoje, ot co!


 

No dobrze, tyle na dziś. Nie bądźcie tacy, podzielcie się ze mną jakąś anegdotką z waszego życia. Może być nawet po polsku, a co tam. Ten z was, kto sprawi, że wybuchnę śmiechem przed kompem ma u mnie nagrodę-niespodziankę!

 

Mam nadzieję, że po uprzyjemnieniu sobie czasu „wspólnie z angielskim” będziecie umieli zadbać teraz o to, żeby pierwszy kontakt „in English” przebiegł na luzie i pozwolił wam zostawić po sobie dobre wrażenie. Jak nie, to cóż, zostaje efekt Bambi, udawanie niedosłuchu, ataku wyrostka albo markowanie pilnego telefonu od szefa. Tylko po co, skoro wystarczy trochę się przygotować na wszelki wypadek i mieć stres z głowy?

W następnym odcinku o tym, jak sprawić, żeby partner stał się dla nas atrakcyjny. A jako że nie bloguję „lajfstajlowo”, będzie oczywiście o angielskim. Bo to w nim warto się zakochać. Oprócz wysokiego bruneta z windy, rzecz jasna.

4 Responses to “Zrób dobre wrażenie”

  • Emi

    „rzęsy a la Bambi” :D Uśmiałam się, ale nie mogę sobie przypomnieć żadnej ciekawej opowieści o sobie. Za to ja standardowo mam przygotowane odpowiedzi na pytania „dlaczego wyglądasz jak wyglądasz” i „ale skąd tak naprawdę jesteś”. ;-)

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Oo, ciekawa jestem co odpowiadasz na to „dlaczego tak wyglądasz?”?

      Odpowiedz
  • KatIwan

    Czekam na Twoją powieść!!!!;-)
    Wierna fanka!

    Odpowiedz
    • Ania

      Ania

      Kasiu, dla Ciebie wszystko. Morderstwo, miłość, tajemnica i seks – coś wymyślę do pięćdziesiątki. :)

      Odpowiedz

Skomentuj

Current ye@r *