Zrób to sam. Odcinek 3 „Czarne dziury”

Autor: Ania
19.02.2014
black-holes-haunted-by-ghosts-nasa-chandra-5-28-09-1_l

Z jakiś miesiąc temu wyczytałam, że Hawking ogłosił, że czarnych dziur to raczej nie ma. To znaczy może i są ale inne niż sobie dotąd wyobrażał.

Z fizyki miałam zawsze trójkę. I to nie przez czarne dziury, tylko przez zwykłe zadania z treścią, na których „utykałam” na etapie wypisywania danych. Na zjawiskach fizycznych się nie znam, a zatem, jak co drugi szanujący się ignorant, na ich temat niniejszym się wypowiem. W kontekście nauki języków do tego, żeby było jeszcze bardziej uczenie.

Ośmielę się rzec, że czarne dziury istnieją, ponieważ: 1. zaobserwowałam ich istnienie w moim własnym życiu 2. widzę jak wpadają w nie moi znajomi.

Czarnych dziur można doświadczyć, można je policzyć, ba, nawet uszeregować, np. wg stopnia ich czerni. Proszę bardzo:

1. Dziura najczarniejsza – internet.

2. Dziura tylko trochę mniej czarna – TV.

3. Dziura czarna zwyczajna – czynności codzienne.

4. Dziura z lekkimi przebłyskami szarości – poczekalnie.

Wszystkie one pochłaniają co tylko do nich wpadnie. Hawking mówi coś o „pozornym horyzoncie zdarzeń” (ja zostanę, pozwólcie, przy dziurach) i mówi, że tylko czasowo więzi on materię i energię a w końcu wypuszcza je w zniekształconej formie. „Czasowo”, dobre sobie, heh. Znane mi czarne dziury pochłaniają i energię i materię i czas, na stałe i nieodwracalnie.

Przyjrzyjmy się im zatem.

I. Dziura najgroźniejsza z możliwych:

  • czas ulega w niej zakrzywieniu tak, że 5 minut zmienia się nie wiadomo kiedy w 3 godziny

  • daje usprawiedliwienie: „kliknę jeszcze tylko tutaj”

Mój sposób:

Zazwyczaj, przed rozpoczęciem nauki sprawdzam wszystkie nieznane słówka w diki, po czym zamykam laptopa i przechodzę na uczenie się „analogowe” – zeszycik, książeczka, długopisowi. Jeśli muszę coś koniecznie sprawdzić w słowniku internetowym, sprawdzam, ale nigdy, ale to naprawdę nigdy w nic innego nie klikam. Zasadę „nie klikam w nic innego” stosuję też, kiedy używam komputera. Kwestia silnej woli (którą trzeba ćwiczyć, nie?).

II. Dziura podstępna, bo:

  • żeby dowiedzieć się kto zabił/zdradził trzeba czekać czasem i dwie godziny

  • kusi opcją pozycji horyzontalnej z piwem/herbatą w dłoni

  • daje usprawiedliwienie „tyle się dzisiaj narobiłam, odpoczynek mi się należy”.

Mam to szczęście, że generalnie TV nie stanowi dla mnie wielkiej pokusy. Ale, ale. „Breaking bad” albo „Dexter” już tak. Dylemat: angielski czy kolejny odcinek rozwiązuję chytrze – angielskiego „zamiast” w ogóle nie stosuję. Jeśli coś mnie wciąga, oglądam. Wykorzystuję za to produktywnie przerwy na reklamy – można się w ich trakcie naprawdę sporo nauczyć;)

Jeśli z kolei tak się złoży że przysiądę przed telewizorem i akurat leci coś fajnego, a ja mam „coś nienauczone”, uczę się przy TV, po prostu. Na mnie to dobrze działa (tak jak sprawdzanie kartkówek przy filmie), poprawia mi generalnie koncentrację.

III. Dziura zabójcza dla dobrego samopoczucia:

  • zabijająca inwencję

  • często nieunikniona

  • po pewnym czasie niewidzialna i trudna do zidentyfikowania

  • daje usprawiedliwienie „no przecież ktoś to musi zrobić” albo „to przecież nie może czekać”

Dla mnie tzw. czynności rutynowe to wspaniałe źródło inwencji. Prawie zawsze można wynaleźć krótkie chwile do nauki (robiłam tak np. przed maturą, żeby potem mieć czas na wyjście do koleżanki bez wyrzutów sumienia). Jakie sytuacje można wykorzystać? Proszę bardzo: oczywiście, dojazdy – autobusami, pociągami czy samochodem. Jeśli komuś robi się niedobrze od czytania na zakrętach albo za krótko stoi w korkach, niech słucha angielskiego z nagrań – i umili to jazdę i da satysfakcję z produktywnego spędzenia czasu. Druga sprawa – toaleta. Zamiast ulotek z pizzerii albo przeglądania po raz setny fb w telefonie – te jakże wymagające skupienia chwile spędzam z zeszytem albo słownikiem. Potrafię (i często to robię) uczyć się też w łazience, najczęściej kładę sobie zeszyt na pralce i myjąc zęby (co za nuda) albo biorąc prysznic, zerkam do słówek. Ostatnio moim ulubionym momentem na naukę jest czas, kiedy moje dziecko zasypia. Jako że lubi jak ktoś przy niej waruje dopóki nie zaśnie, waruję zwykle ja – z zeszytem. Nauczyłam się w dziecinnym pokoju już mnóstwa słówek:) Cóż jeszcze? Można powtarzać sobie słówka odkurzając, myjąc okna, czy prasując – śmiem twierdzić że rzeczy przyswojone w warunkach innych niż przy biurku zostają w głowie na dłużej. Mózg nie znosi rutyny, więc uczenie się w „dziwnych” miejscach to dla niego raj! A dla nas zaoszczędzone minuty.

IV. Dziura – utrapienie:

  • trudna do przewidzenia

  • naprawdę trudna do ominięcia jeśli już się pojawi

  • z wszechmiar irytująca

„Poczekalnie” to zbiorcza nazwa dla wszystkich sytuacji, w których musimy „sterczeć” – wszelkie kolejki, korki czy przerwy między zajęciami. Czasem trudne do przewidzenia, ale za to wdzięczne, bo dające zwykle dość dużo czasu na naukę. Jeden warunek – mieć się czego uczyć. Ja się z moim zeszytem nie rozstaję, na wypadek kolejeczek właśnie. Zamiast gapienia się w ścianę czy przeglądania folderów z 2010 roku, czasem udaje mi się tak „odfajkować” partię do powtórzenia „na dziś”.

Czarne dziury, jak widać – choć mogą być groźne i wsysają nieuważnych, mogą być łatwo przechytrzone. Ciekawe, czy Hawking uwzględnił to w swojej teorii? ;)

Skomentuj

Current ye@r *